Prezydent Karol Nawrocki skierował do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych, wskazując na jej wsteczne działanie. Premier Donald Tusk odpowiedział, iż zablokowane zostało cztery miliardy złotych na tańsze paliwo, i wezwał Polaków, by „pamiętali o tym przy dystrybutorach”. Pytanie brzmi jednak, czy nowa danina rzeczywiście obniżyłaby ceny na stacjach.
Spór o cztery miliardy na tańsze paliwo
Premier Donald Tusk nie krył rozczarowania decyzją głowy państwa. Na platformie X napisał: „Szokująca decyzja Karola Nawrockiego. Zablokował ustawę, która pozwalała opodatkować gigantyczne zyski koncernów paliwowych, dzięki czemu można było sfinansować tańsze paliwa na naszych stacjach (program CPN). Pamiętajcie o tym przy dystrybutorach”. Rząd przekonuje, iż podatek od nadzwyczajnych zysków branży paliwowej miał zasilić budżet kwotą około czterech miliardów złotych, skierowaną na rządowy program CPN obiecujący niższe ceny na stacjach. W narracji premiera prezydencka decyzja odbiera kierowcom realną korzyść, a winą za to obarcza Pałac Prezydencki.
Zarzut wstecznego opodatkowania
Karol Nawrocki nie zawetował ustawy wprost, ale skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej, czyli przed jej podpisaniem. Do czasu rozstrzygnięcia przepisy pozostają zawieszone. Prezydent uzasadnił, iż nie złoży podpisu pod regulacją budzącą poważne wątpliwości ustrojowe. Jak wskazał, „prawo ma wejść w życie w sierpniu, ale podatek miałby obejmować dochody uzyskiwane już od początku marca. Oznacza to próbę opodatkowania działalności z mocą wsteczną”, przypominając fundamentalną zasadę, iż prawo nie działa wstecz. W tym ujęciu decyzja nie jest zablokowaniem tańszego paliwa, ale obroną elementarnego standardu państwa prawa: podatnik musi znać reguły, zanim zacznie działać, a nie dowiadywać się po fakcie, iż zapłaci daninę od dochodów sprzed kilku miesięcy.
Riposta Pałacu Prezydenckiego
Ostro zareagował szef Kancelarii Prezydenta Paweł Szefernaker. Stwierdził, iż „od dawna mówi się, iż obecny premier jest gospodarczym dyletantem”, i przekonywał, iż ceny na stacjach skuteczniej obniżyłyby cięcia w podatku VAT oraz akcyzie niż nowa danina nałożona na producentów. Otoczenie prezydenta argumentuje, iż rząd sięga po rozwiązanie efektowne politycznie, ale wątpliwe zarówno konstytucyjnie, jak i ekonomicznie. Spór o formę wsparcia kierowców zamienił się więc w otwartą wymianę oskarżeń między dwoma ośrodkami władzy.
Kto naprawdę zapłaci podatek
Sam pomysł podatku od nadzwyczajnych zysków, popularnego w części państw Europy po skoku cen energii, dzieli ekonomistów. Danina objęłaby, według szacunków, od dwudziestu do trzydziestu podmiotów: największe koncerny, ale też mniejszych producentów i importerów paliw. najważniejsze pytanie brzmi, czy dodatkowe obciążenie nałożone na firmy nie zostanie po prostu przeniesione na klienta w cenie detalicznej, a zatem czy zamiast tańszego paliwa nie przyniesie droższego. Warto też pamiętać, iż największy gracz krajowego rynku pozostaje kontrolowany przez Skarb Państwa, więc podatek od jego zysków w znacznej mierze oznaczałby przekładanie pieniędzy z jednej państwowej kieszeni do drugiej.
Paliwo jako pole politycznej bitwy
Cena na dystrybutorze od lat bywa w Polsce orężem politycznym, a hasło tańszego paliwa wraca w kampaniach niezależnie od tego, kto akurat rządzi. Starcie Tuska z Nawrockim pokazuje, iż kohabitacja premiera i prezydenta z przeciwnych obozów zamienia każdą ustawę o realnym ciężarze budżetowym w próbę sił. Prezydent stawia na argument ustrojowy i zasadę, iż prawo nie działa wstecz, rząd na obietnicę niższych cen i wskazanie winnego. Rozstrzygnięcie należy teraz do Trybunału Konstytucyjnego. Zanim jednak zapadnie, warto zadać pytanie, które ginie w politycznym zgiełku: czy podatek nałożony na paliwo kiedykolwiek naprawdę stopniał w portfelu kierowcy?
Źródło: Kancelaria Prezydenta RP






