„Ratownik” nie będzie okrętem bojowym, ale jednostką wsparcia. Na pewno jednak zyska ogromne znaczenie nie tylko dla polskiej marynarki, ale też dla całego państwa ze względu na różnorodność zadań, do których został przeznaczony – mówi kmdr Robert Szymaniuk, szef oddziału ratownictwa w Inspektoracie Marynarki Wojennej Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych.
Świętowaliśmy niedawno położenie stępki pod „Ratownika”, okręt, który zmieni oblicze polskiej marynarki wojennej…
Kmdr Robert Szymaniuk: Tak daleko jednak bym nie szedł. „Ratownik” nie będzie okrętem bojowym, ale jednostką wsparcia. Na pewno jednak zyska ogromne, trudne do przecenienia znaczenie nie tylko dla polskiej marynarki, ale też dla całego państwa.
Dlaczego?
Ze względu na różnorodność zadań, do których został przeznaczony. Idealnie wpisują się one w wyzwania dotyczące zagrożeń na Bałtyku. A to przecież obszar najważniejszy dla polskiego bezpieczeństwa – zarówno w wymiarze wojskowym, jak i gospodarczym.
Kmdr Robert Szymaniuk.
Poproszę zatem o przełożenie tej perspektywy strategicznej na konkrety. Na jaki okręt czekamy?
Przede wszystkim „Ratownik” będzie zabezpieczał działania okrętów podwodnych. jeżeli któryś z nich ulegnie awarii bądź zostanie uszkodzony i osiądzie na dnie, on pospieszy mu z pomocą. Dzięki nowoczesnym sonarom i echosondom wielowiązkowym „Ratownik” włączy się w poszukiwania takiej jednostki. A kiedy już zostanie ona namierzona, przejmie dowodzenie akcją ratunkową. Nowy okręt zostanie też wyposażony w system umożliwiający nurkowania saturowane…
Na czym one polegają?
Nurkowanie saturowane to najbardziej zaawansowana technologia prac podwodnych. Organizm nurka jest dostosowywany do ciśnienia panującego na danej głębokości i pozostaje w tym stanie przez wiele dni. Dzięki temu nie trzeba wykonywać dekompresji po każdym zanurzeniu, a to radykalnie zwiększa efektywność i ciągłość działań. W „Ratowniku” dziewięcioosobowa ekipa nurków będzie umieszczana w komorach dekompresyjnych, które stanowią integralną część okrętowego systemu ratowniczo-nurkowego.
Na tym jednak nie koniec. „Ratownik” zostanie wyposażony w zdalnie sterowany pojazd podwodny ROV. Dzięki wielofunkcyjnym manipulatorom urządzenie będzie mogło wykonać wiele prac, którymi dotąd zajmowali się nurkowie. Przewidziano dla nich na przykład zadania związane z wentylacją zatopionego okrętu podwodnego czy podawaniem na jego pokład zasobników POD służących do dostarczania zaopatrzenia ratunkowego.
Dobrze, zatem nurkowie, także ze wsparciem pojazdu podwodnego, będą mogli wykonać przy uszkodzonym okręcie wiele prac. Ale co z ewakuacją uwięzionych pod wodą marynarzy?
I tu dochodzimy do kolejnej kwestii. „Ratownik” będzie w pełni kompatybilny z NSRS [NATO Submarine Rescue System, czyli natowski system ratownictwa podwodnego]. Składa się on m.in. z pojazdu, który jest w stanie zejść do zatopionego okrętu podwodnego, podłączyć się do jego włazu i wywieźć na powierzchnię członków uwięzionej załogi.
A co w tym kontekście oznacza wspomniana kompatybilność?
„Ratownik” zyska status MOSHIP [od mother ship], co oznacza, iż dla wspomnianego systemu stanie się statkiem matką. jeżeli zajdzie potrzeba, na pokład zostanie przerzucony sam pojazd, bramownica do jego opuszczania i… to w zupełności wystarczy. Pozostałe elementy niezbędne do jego funkcjonowania – systemy dostarczające energię czy kompleks komór hiperbarycznych – będą czekały na okręcie. Pojazd zejdzie pod wodę, marynarze zostaną wyniesieni na powierzchnię i w razie konieczności umieszczeni w komorach hiperbarycznych, gdzie przejdą proces dekompresji.
Krótko mówiąc: jeżeli chodzi o ratowanie okrętów podwodnych, zyskamy unikatową zdolność.
Tak, NSRS to w tej dziedzinie jeden z najbardziej zaawansowanych systemów. Operuje pod egidą NATO, ale stanowi własność Wielkiej Brytanii, Francji i Norwegii. Podobne mają Amerykanie i Szwedzi, swój własny budują Włosi. W pewnym momencie Polska rozważała nawet, czy z myślą o „Ratowniku” nie pozyskać takiego systemu na stałe. Ostatecznie pomysł upadł, ale i tak posiadanie jednostki tak ściśle przystosowanej do współpracy z NSRS postawi nas w absolutnej światowej czołówce. Tym bardziej iż konstrukcja naszego okrętu umożliwi współdziałanie z ewentualnymi następcami wspomnianego systemu.
Tymczasem na wizualizacjach okrętu widać, jak na jego pokładzie ląduje śmigłowiec. Jakie maszyny będzie on w stanie przyjąć?
Wszystkie o masie startowej do 15 t. Na jego pokładzie wylądują na przykład śmigłowce W-3WARM Anakonda, które pełnią dyżury ratownicze w bazach na polskim wybrzeżu, czy niedawno pozyskane przez Polskę AW101. Dzięki takiemu rozwiązaniu łatwiejsza stanie się choćby ewakuacja podjętych na morzu rozbitków czy ofiar różnego typu wypadków. Co ważne, załoga śmigłowca będzie mogła odtworzyć na pokładzie „Ratownika” gotowość bojową – na przykład uzupełnić zapas paliwa. A to wydatnie zwiększy zasięg operacyjny maszyny.
Wielkim atutem „Ratownika” stanie się też system dynamicznego pozycjonowania. Podczas prowadzenia prac podwodnych okręt musi utrzymywać stabilną pozycję. Jednostki starszego typu osiągały ten efekt poprzez ułożenie kotwicowiska redowego – rozmieszczenie czterech kotwic w odpowiednich punktach, a następnie korygowanie pozycji dzięki wciągarek. Problem zaczynał się wówczas, kiedy pod kadłubem przebiegały podmorskie kable czy rurociągi. Kotwica mogła takie instalacje uszkodzić. Z systemem DP3 takie ryzyko nie istnieje. Okręt utrzymuje swoją pozycję dzięki wspomaganym komputerowo pędnikom.
Na pokładzie znajdą się też potężny 60-tonowy dźwig, 15-tonowy dźwig pomocniczy i dwa mniejsze żurawiki. Dzięki nim „Ratownik” będzie mógł podnosić z dna obiekty naprawdę pokaźnych rozmiarów. Ważne są również… rezerwy. Przestronny pokład i systemy zdolne produkować naprawdę duże ilości energii pozwolą na czasowe przenoszenie na okręt różnego typu dodatkowego wyposażenia – dowolnych systemów kontenerowych.
„Ratownik” kojarzony jest często z „Orką”…
Obydwa projekty są ze sobą ściśle powiązane. Bez wprowadzenia do służby zaawansowanej technologicznie jednostki ratowniczej trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie nowych okrętów podwodnych. Tym bardziej iż sama ich konstrukcja przełoży się na procedury awaryjne odmienne od tych na „Orle” czy Kobbenach. Nowa epoka wymaga innych narzędzi. 50-letnie okręty ratownicze typu Piast już tutaj nie wystarczą. Ale oczywiście zabezpieczenie okrętów podwodnych to nie wszystko.
Jak wspominałem, „Ratownik” stanie się platformą wielozadaniową. Będzie go można wykorzystać do szeroko pojętych prac w tzw. dolnej półsferze, choćby poszukiwania i wydobywania na powierzchnię różnego typu obiektów, mapowania morskiego dna. Okręt pomoże też w razie masowych katastrof. Na Bałtyku panuje wzmożony ruch i, niestety, należy przyjąć, iż w pewnym momencie może tam dojść do wypadku na skalę zatonięcia „Heweliusza” czy rozbicia promu „Costa Concordia”. jeżeli tak się stanie, w akcję ratunkową zostaną włączone wszystkie dostępne jednostki ratownicze. A „Ratownik” ma tutaj ogromne możliwości, choćby w zakresie ewakuacji osób, które utknęły na pokładach w tzw. poduszkach powietrznych.
Okręt może być też wykorzystywany do monitorowania infrastruktury krytycznej. Wprawdzie pilnowanie ułożonych na dnie gazociągów czy kabli telekomunikacyjnych nie należy do głównych zadań marynarki, jednak znaczenie takich działań wzrosło od czasu, gdy Bałtyk stał się areną walki hybrydowej. Ciągnące się setkami kilometrów instalacje są podatne na celowe uszkodzenia, a przecież ich znaczenie dla regionalnej gospodarki trudno przecenić. Pozyskanie „Ratownika” pozwoli polskiej marynarce zachować niezależność w wielu niezwykle ważnych aspektach. W przypadku awarii okrętu podwodnego czy nagłej konieczności wykonania skomplikowanych podwodnych prac nie będziemy zmuszeni oglądać się na innych. Skorzystamy z własnego okrętu, który do działań wejdzie z marszu, na rozkaz. To szczególnie ważne w sytuacjach, gdzie o życiu ludzkim mogą decydować godziny.
Z drugiej strony na pozyskaniu przez Polskę „Ratownika” skorzystać mają także nasi sojusznicy. W jaki sposób?
Jednostka tej klasy zapewni większy spokój także załogom ich okrętów podwodnych. Wystarczy wspomnieć Szwedów, którzy zamierzają kupić jednostki identyczne jak nasza marynarka – A26 Blekinge. Polska już wcześniej podpisała ze Szwecją umowę o współpracy w dziedzinie ratownictwa. Teraz pewnie kontakty jeszcze się zacieśnią.
I tu rodzi się pytanie: czy na jednym „Ratowniku” się zakończy? Są plany pozyskania kolejnego okrętu?
Swego czasu była mowa o dwóch takich okrętach, teraz jednak skupiamy się na jednym. Jego budowa i pełna implementacja to nie lada wyzwanie. Polska nigdy nie miała choćby porównywalnego okrętu tej klasy. Tymczasem w przestrzeni medialnej pojawiają się już doniesienia, iż „Ratownikiem” zainteresowani są Szwedzi. Być może więc okręt tego projektu stanie się polskim towarem eksportowym.