Morze Czarne pod presją. Ukraina proponuje rozejm dla statków

dzienniknarodowy.pl 9 часы назад
Zdjęcie: Morze Czarne pod presją. Ukraina proponuje rozejm dla statków


Ukraina 13 sierpnia, według Reutersa, zaproponowała Rosji przez pośrednika wzajemne wstrzymanie ataków na cywilne statki na Morzu Czarnym. Moskwa dzień później odrzuciła pomysł jako półśrodek. Stawką są eksport z Odessy, ceny żywności i bezpieczeństwo szlaków, także ważnych dla Polski.

Rozejm dla cywilnej żeglugi

Według relacji Guardiana powołującego się na Reutersa Kijów zaproponował Moskwie porozumienie dotyczące wstrzymania ataków na statki cywilne na Morzu Czarnym. Oferta miała zostać przekazana przez stronę trzecią. Nie chodzi o wielki pokój, ale o korytarz życia dla eksportu rolnego i bezpieczeństwa załóg.

Rosja odpowiedziała odmową. Polsat News, powołując się na rosyjski resort spraw zagranicznych, podał, iż Moskwa uznała pomysł za półśrodek. W tym samym czasie Siergiej Ławrow zapowiadał ostrzejsze działania wobec zachodniego wsparcia dla Ukrainy. Kreml po raz kolejny mówi językiem presji, a nie językiem realnego ograniczenia wojny.

Dla Polski to nie jest odległy spór marynarzy i portów. Morze Czarne wpływa na ceny zboża, transport, presję na granice i stabilność regionu. Kiedy porty Odessy pracują pod ogniem, konsekwencje docierają także do polskiego rolnika i polskiego rynku. Dlatego Warszawa musi patrzeć na ten temat chłodno: wspierać obronę Ukrainy przed rosyjską agresją, ale pilnować własnego interesu rolnego i handlowego.

Odesa i eksport pod ogniem

Guardian podał, iż około 90 proc. ukraińskich wysyłek zboża i słonecznika wychodzi z Odessy oraz sąsiednich portów Czornomorsk i Piwdenne. To liczba, która tłumaczy nerwowość Kijowa. Gdy ten kanał zatyka wojna, ukraiński towar szuka alternatywnych dróg, a wtedy presja rośnie na państwa graniczne, w tym Polskę.

W ostatnich tygodniach uderzenia na Morzu Czarnym dotykały statków, portów i logistyki. Wcześniej pisaliśmy, iż porty Odessy pod rosyjskim ogniem tracą znaczenie jako pewna droga eksportu. Teraz propozycja Kijowa pokazuje, jak poważny stał się problem. Państwo walczące o przetrwanie wojskowe musi jednocześnie utrzymać handel, walutę i zaufanie partnerów.

Rosja uderza tam, gdzie boli: w energetykę, porty, kolej, magazyny i morale. Według najnowszego briefingu Guardiana rosyjskie drony i rakiety miały w ostatnim tygodniu 13 razy atakować obiekty Naftohazu, a od początku roku prawie 300 razy. Ukraińskie firmy energetyczne mówią wprost o przygotowywaniu zimy jako broni. To stary rosyjski sposób działania: cywilne koszty mają wymusić polityczne ustępstwa.

Rosja odrzuca półśrodki, bo chce pełnej presji

Moskwa nie chce ograniczonego rozejmu na morzu, ponieważ taki rozejm odbiera jej część narzędzi nacisku. jeżeli cywilne statki płyną bezpieczniej, jeżeli zboże wychodzi z portów, jeżeli Kijów łapie oddech finansowy, rosyjska strategia wyniszczania traci część siły. Tu nie ma tajemnicy. Kreml nie walczy wyłącznie o linię frontu. Walczy o zmęczenie społeczeństw i rozbicie kalkulacji Zachodu.

Dlatego ukraińska propozycja rozejmu dla statków jest zarazem pragmatyczna i ograniczona. Nie rozwiązuje sprawy Krymu, frontu ani rosyjskich żądań politycznych. Może jednak zmniejszyć ryzyko dla cywilnych załóg i ustabilizować eksport. Rosja odrzucając taki ruch, potwierdza, iż cywilna infrastruktura pozostaje dla niej częścią wojennego rachunku.

Polska prawica powinna tu zachować realizm. Rosja jest agresorem i zagrożeniem dla porządku w naszej części Europy. Ukraina broni się przed napaścią i ma prawo szukać narzędzi nacisku. Ale polski rząd nie może zapominać, iż każdy kryzys czarnomorski gwałtownie zamienia się w sprawę polskich magazynów, kolei, portów i cen skupu. Solidarność bez warunków staje się naiwnością. Interes narodowy wymaga wsparcia tam, gdzie chodzi o zatrzymanie Rosji, i twardych gwarancji tam, gdzie chodzi o polską wieś.

Lekcja dla Warszawy

Ten epizod pokazuje, iż wojna na Ukrainie dawno wyszła poza mapę frontu. Toczy się w portach, rafineriach, ubezpieczeniach morskich, korytarzach kolejowych i na rynku żywności. Kto kontroluje szlaki, ten wpływa na ceny i polityczne nastroje daleko od linii walk.

Polska nie może udawać widza. Musi wzmacniać własną odporność: porty, kolej, rezerwy, kontrolę importu i dyplomację w regionie Morza Czarnego. Rosja rozumie tylko koszt. jeżeli Zachód chce pokoju, musi pokazać, iż presja na cywilną żeglugę, energetykę i żywność będzie dla Moskwy droższa niż rozmowa. A Polska ma dopilnować, by przy tej rozmowie nie zapłacił za wszystko polski podatnik i polski rolnik.

Źródło: Reuters za The Guardian, Polsat News, Interia, The Guardian.

Читать всю статью