Morski lis na polowaniu

polska-zbrojna.pl 9 часы назад

Jego główne zadanie to poszukiwanie i neutralizacja min. Dzięki swojemu wyposażeniu może jednak również monitorować podwodną infrastrukturę krytyczną – oto HNLMS „Schiedam”, niszczyciel min z Holandii, który służy w natowskim zespole SNMCMG1. Podczas ćwiczeń „Baltic MCM” byliśmy z wizytą na jego pokładzie.

Transfer RIB-em? Żaden problem. Po pierwsze, Bałtyk jest dziś spokojny jak rzadko kiedy o tej porze roku. Po drugie, dystans dzielący nas od HNLMS „Schiedam” wynosi niecałą milę. Po trzecie wreszcie, do łodzi można wsiąść jeszcze na pokładzie „Czernickiego”, a potem poczekać aż dźwig opuści ją na wodę. Odpada kłopotliwe zwykle zejście po opuszczonej wzdłuż burty drabince. Zajmujemy więc miejsca, a chwilę później dno RIB-a dotyka powierzchni Bałtyku. Jeszcze moment i ruszamy w stronę holenderskiej jednostki.

HNLMS „Schiedam” to niszczyciel min. Kilka miesięcy temu dołączył do SNMCMG1, czyli jednego z dwóch stałych zespołów przeciwminowych NATO. Tego samego, którym dowodzi kmdr por. Kacper Sterne. Polski oficer i wspierający go międzynarodowy sztab operują z pokładu ORP „Kontradmirał Xawery Czernicki”. Podlegają im jednostki przeciwminowe z kilku państw NATO.

REKLAMA

Sam transfer trwa niespełna dziesięć minut. Jego przebieg zgodnie z przewidywaniami idzie tak gładko, jak dziś wygląda powierzchnia morza. Schody zaczynają się dopiero na finiszu, kiedy trzeba wdrapać się na burtę „Schiedama”. Tu już nie sposób uniknąć drabinki, co jest tym trudniejsze, iż łódź w dryfie zaczyna się trochę kołysać. No, to jeszcze tylko kilka szczebelków. Chwila napięcia i docieramy do celu. – Witamy na pokładzie – uśmiecha się szeroko Edo, dowódca jednostki.

Realizacja: Łukasz Zalesiński, Kamil Jasiński Dodatkowe materiały wideo: Joe Cowen, Hannah King/BFBS

„Schiedam”, podobnie jak cały zespół, bierze udział w manewrach „Baltic MCM”. Załoga przeczesuje wskazany fragment Zatoki Meklemburskiej w poszukiwaniu min – zarówno tych bojowych, które stanowią pozostałość po II wojnie światowej, jak i ćwiczebnych. Przez kilka najbliższych godzin będziemy mogli podglądać Holendrów przy pracy, przede wszystkim zaś – poznać sam okręt.

– „Schiedam” za kilka miesięcy skończy 40 lat, ale to ciągle jednostka o bardzo dużych możliwościach – przyznaje Edo. A jako dowód przytacza bilans działań z ubiegłego tygodnia. Holenderska załoga namierzyła i zidentyfikowała cztery miny rozstawione jeszcze podczas ostatniej wojny. Kluczową rolę odegrały tutaj pojazdy podwodne. Marynarze korzystają z dwóch. Obydwa spoczywają teraz na otwartym pokładzie. Niebawem zostaną zwodowane, a my zobaczymy, jak działają. Najpierw jednak idziemy do bojowego centrum informacji. Tam przed rzędami monitorów siedzą specjaliści od walki minowej. – Za moment będziemy śledzili zapis z sonaru i kamery zainstalowanej na dronie Sea Fox. Zostanie zwodowany dosłownie za 10 minut – tłumaczy oficer, który kieruje BCI.

Kiedy wracamy na otwarty pokład, realizowane są ostatnie przygotowania do operacji. – Sea Fox to zdalnie sterowany pojazd, który może zanurzyć się na głębokość 250 metrów. Służy do identyfikacji obiektów minopodobnych, które wcześniej zarejestrował okrętowy sonar – wyjaśnia Hidde, oficer walki minowej z HNLMS „Schiedam”. – Oczywiście mogliby to zrobić nurkowie, tyle iż sam pojazd jesteśmy w stanie przygotować do pracy o wiele szybciej – dodaje. Do tego Sea Fox może odciążyć nurków podczas akcji, które niosą ze sobą szczególnie duże ryzyko.

Krótko po naszej rozmowie, pojazd zostaje podczepiony do pokładowego dźwigu, przeniesiony za burtę i posadzony na wodzie. Operator uruchamia napęd i Sea Fox znika pod powierzchnią. A my ponownie idziemy do BCI. Tam na jednym z monitorów widać zapis z kamery drona. Reflektor wyławia z morskiego dna obły kształt. Już na pierwszy rzut oka widać jednak, iż to nie mina, ale kawałek skały. Niespełna pół godziny później Sea Fox jest już na powierzchni. Zwykle misje realizowane są dłużej, ale dziś to tylko prezentacja.

Teraz kolej na Remusa. To z kolei pojazd autonomiczny. Działa na zasadach zbliżonych do Gavii, z których korzysta polska marynarka. Remus po opuszczeniu do wody przemierza wyznaczoną wcześniej przez operatora trasę. – Rejestruje obraz dna, a zgromadzone przez niego dane poddajemy potem analizie – tłumaczy Hidde. Fachowcy wyławiają spośród nich potencjalne miny. Potem obiekty są weryfikowane przez wspomnianego Sea Foxa albo nurków. A jeżeli zachodzi taka konieczność, nurkowie je wysadzają.

Jak podkreśla dowódca „Schiedama”, mimo upływu lat, miny przez cały czas stanowią niezwykle groźną broń. Pomimo zmieniających się technologii, pozostają relatywnie tanie, dzięki czemu można ich używać masowo i stosunkowo niewielkim kosztem osiągnąć znaczące efekty – choćby w postaci zablokowania szlaków żeglugowych w danych rejonie. – Dobrym przykładem jest tutaj Morze Czarne, gdzie akweny u wybrzeży Ukrainy zostały w dużej części zaminowane. – Rozminowanie tych obszarów będzie się prawdopodobnie wiązało ze wspólnym wysiłkiem wielu państw – zaznacza holenderski oficer.

Ale poszukiwanie i neutralizacja min to nie jedyne zadanie załogi „Schiedama”. Okręt może także monitorować podwodną infrastrukturę krytyczną, a to również wchodzi w zakres misji SNMCMG1. Od roku NATO prowadzi w tym rejonie świata operację pod nazwą „Baltic Sentry”. Załogi okrętów w nią zaangażowanych doglądają położonych na dnie morza rurociągów czy kabli telekomunikacyjnych. To reakcja na mnożące się w ubiegłym roku incydenty z udziałem statków o niejasnych powiązaniach. Wiele przesłanek wskazywało, iż to inspirowane przez Rosję akty dywersji.

Tymczasem jeszcze chwila i będziemy wracać na „Czernickiego”. Na transfer czekamy w oficerskiej mesie. Na ścianie portret niderlandzkiej pary królewskiej, trochę pamiątek po poprzednich misjach. W ciągu czterech dekad służby okręt brał udział w licznych natowskich przedsięwzięciach. – Zaczynałem na tym okręcie w 2005 roku – przyznaje Edo. Potem zajmował różne stanowiska w sztabie. Wreszcie niecałe dwa lata temu oficer ponownie znalazł się na „Schiedamie”, tym razem jako dowódca okrętu. – Dobrze było wrócić tu, gdzie się zaczynało – podsumowuje.

Łukasz Zalesiński
Читать всю статью