
Moralność umiera. Wartości chrześcijańskie? To tylko fasada. „Będziesz miłował swego bliźniego” – powtarzamy bezmyślnie, podczas gdy nienawiść rozlewa się dokoła.
Demokracja, wolność słowa, niezawiśli sędziowie – nikt już w to nie wierzy. Etyka w polityce to bzdura. Zostali tylko oszuści, złodzieje i media, które dawno sprzedały duszę.
Nawet kapłani, powołani do głoszenia Słowa Bożego, uprawiają politykę zła. Wybrali bożka pieniądza, łudząc się, iż zdołają oszukać odwieczną prawdę: „Żaden sługa dwom panom służyć nie może: bo albo jednego będzie miał w nienawiści, a drugiego miłować będzie: albo do jednego przystanie, a drugim wzgardzi. Nie możecie Bogu i Mamonie służyć”.
Im wydaje się, iż im się to uda.
Efekt? Tęsknota za silną ręką. Za dyktatorem, który wskaże wroga i go powiesi. Ale zwykłe wieszanie to dzisiaj nuda. Tłum chce igrzysk. Chce stosów, łamania kołem, ćwiartowania. Jak drzewiej bywało.
Narastające w nas zło pozwala zaprzeczać oczywistościom. Pozwala negować Holokaust – największą zbrodnię w historii, pozwala kwestionować istnienie komór gazowych. To samo zło każe nam wierzyć w absurdalne kłamstwa: iż to Ukraina napadła na Rosję, a w Buczy to ukraińscy żołnierze gwałcili i mordowali własne kobiety i dzieci. Kłamstwo stało się prawdą.
Widzę ciemność. Absolutną. A jeżeli ktoś widzi światełko w tunelu... to nie jest nadzieja. To nadjeżdża ogień piekielny.









