Mało miejsca pod Twoimi przemyśleniami, komentarz postanowiłem zamieścić, jako osobny artykuł. Jak zwał, tak zwał.
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, gdzieś na pustyni rozbił się autobus, który po drodze nazbierał losowych pasażerów. Kierowca zgubił drogę, wypadek był tak poważny, iż zginął zarówno on, jak i kilkoro podróżnych. Pomocy znikąd, telefony tu nie mają zasięgu. Po krótkiej solidarności związanej z opłakiwaniem zmarłych i pogrzebem, wspólnota podzieliła się na przekrzykujące się grupki. Wulgaryzmy wyciąłem.
– Kto mu kazał tędy jechać?
– I dobrze mu tak, to stary komuch.
– Niemożliwe, żeby autobus się przewrócił o tak mały kamień.
– Warto by zrobić sekcję, ktoś mógł go otruć.
– Podobno pił po kryjomu, Bóg to widział.
– Koło nie powinno tak odpaść, kto ten złom dopuścił do ruchu?
– Muszę się dostać do bagaży, mam tam czystą koszulę.
– Postawmy go na koła, spróbujmy naprawić.
– Nie umiesz pan, to się nie dotykaj.
– Ludzie, słońce pali, nie ma wody, nie ma łączności, ruszcie się wreszcie!
– Pewnie silnik i tak się zepsuł.
– Mądrala, jeszcze chciałby usiąść za kierownicą.
– (…)
Ciąg dalszy?
…...................................................................................................
Pierwszą i kardynalną kością niezgody, która stanowi nie do przebicia mur, mniej więcej po połowie dzielący nasze społeczeństwo, jest brak ujednolicenia pojęć. Bez tego każda próba wypracowania jakiegokolwiek wspólnego stanowiska między oponentami jest z góry skazana na niepowodzenie. Przykładowym i jednym z najważniejszych jest podejście do szeroko rozumianych swobód i wolności. Te pojęcia, jednoznaczne dla liberała czy socjaldemokraty, dla człowieka prawicy (od tej ledwo szarej, przez czarną aż do brunatnej) stanowią ograniczenie wpływu na jednostkę, czyli brak wolności i swobody w sprawowaniu władzy. Tak jest już od poziomu modelu rodziny. Ogólnie, zgodnie z prawicową myślą ludzie powinni żyć według regulaminu stworzonego przez prawicowców, który ich samych dotyczy wyłącznie wybiórczo. Prawica w brunatnym odcieniu dodatkowo musi mieć wodza i wroga, najlepiej słabszego od siebie, bo sukcesy budują, a mantra się nudzi.
Krótka wzmianka o liberałach. Ten światopogląd też ma swoje odcienie. W krańcowej formie ociera się o darwinizm społeczny i implementację regulaminu, jak wyżej. Przykłady w różnych miejscach świata. Jak już o ewolucji. Naprawdę dowiodła, iż jeżeli ktoś nie jest strażakiem lub alpinistą, najlepiej gdy zatrzyma się w połowie drogi między płonącym domem a urwiskiem.
Socjaldemokrata jest racjonalistą, prawicowiec nie mając argumentów powoła się na nieokreślone „prawa naturalne” i Biblię, stanowiącą według niego źródło wszelkich praw i informacji o wszystkim. Tak nawiasem, więcej informacji zawiera filiżanka kawy i jest to całkowicie zgodne ze współczesną nauką. Z jakichś powodów w krańcowo zlaicyzowanych krajach skandynawskich, gdzie tradycyjnie i od lat rządzą socjaldemokraci ściągający wysokie podatki finansujące usługi społeczne, badania wykazują najwyższy poziom zadowolenia obywateli z życia, a także poziom zaufania do władzy. Nikomu nie przeszkadza, iż w każdym pokoju hotelowym w szufladzie leży Biblia.
Trybunał Konstytucyjny (w wielu krajach tę funkcję spełnia Sąd Najwyższy). Algorytm przejęcia władzy, zaczynający się od jego opanowania, Hitler po wygranych przez NSDAP wyborach i uzyskaniu 43,9 proc. głosów zapożyczył od Mussoliniego. U pisowców historyków na pęczki. Obawiam się, iż na bagnie, w które go przemienili, nic już się nie da zbudować. Od wyborów do wyborów czas mija, koncepcji coraz mniej i nic. Na zajazd i wyniesienie Godzilli wraz z biurkiem lub budowę równoległego ciała, choćby na skuteczne wciągnięcie w spór Sądu Pracy, Tusk się nie odważył. Może to obawa przed biurokratami z Unii, którzy mogliby to odczytać jako zamach na praworządność, jak w przypadku próby odsunięcia Erdogana od władzy? Może to PSL znów zaciągnął hamulec, może Hołownia? Nie wiem.
Przyszły nowy, czy odnowiony Trybunał kiedyś powstanie. Nie chciałbym, żeby był taki, jak był (nawet przed zawłaszczeniem przez PiS), w którym de facto, przewodniczący decydował o każdym wyroku. Nie chciałbym także w tej roli widzieć kolejnych Zolli albo Rzeplińskich, którzy zdawali się zapominać, iż to nie Watykan i nie premier ich nominował i nie Biblia, a polskie prawo mają stanowić wytyczne do ich pracy.









