Moi przyjaciele Latynosi

niepoprawni.pl 1 день назад

Na III roku studiów zamieszkałem w dwuosobowym pokoju akademika "Dziekanka" na Krakowskim Przedmieściu. Dzieliłem pokój z Kubańczykiem Jorge Herrero. Jego pierwszą czynnością po przeprowadzce było umieszczenie przy łóżku opasłego tomu "Marxismo-Leninismo". Z odwiedzającym kolegami naśmiewaliśmy się z Gomułki, narzekaliśmy na bolszewików. Jorge nie narzekał na bolszewików – w końcu to oni umożliwili mu darmowe studia pianistyczne w kraju Chopina. Nie zabierał też głosu w dyskusjach. Chyba nie tylko z powodu trudności językowych, bo np. powiedział, iż "za Batisty na Kubie być źle, Kuba być burdelem Ameryki".
Jorge był rozczarowany Warszawą. Mówiono mu, iż to wspaniałe, tętniące życiem miasto – Paryż Północy, gdyż takie opinie panowały o przedwojennej Warszawie w dalekich krajach. Rzeczywiście, Warszawa lat 60-tych wyglądała skromnie, wprawdzie gruzy uprzątnięto już dawno, ale ruin, choćby w Śródmieściu, było sporo. Do tego szarzy, zmęczeni ludzie na ulicach, mało samochodów, zatłoczone tramwaje, zimno i ciemno. Kontrast ze słoneczną, luksusową i pełną życia Hawaną musiał być dla niego wielki.
Po jakimś czasie Jorge zorientował się, iż nie wszyscy Polsce to komuniści.
Po trzecim roku studiów trójka kubańskich studentów na wakacje miała zaplanowaną podróż do domu. Jorge kupił (wydając wszystkie pieniądze) krąg żółtego sera wielkości kamienia młyńskiego i największą puszkę szynki Krakus. W Polsce jeszcze takie luksusy były, ale na Kubie drastycznie brakowało żywności. Jorge się ze mną pożegnał i powiedział, iż obawia się, iż już nie wróci. Represje się zaostrzyły, u rodziców była rewizja, a on teraz z pewnością by nie dostał stypendium, koleżanki wrócą, bo to komunistki.
Już wcześniej podejrzewałem, iż ojciec Jorge'a musiał być "burżujem", bo mieli amerykański samochód, w którym nie trzeba było zmieniać biegów. W tym czasie w Polsce nikt nie słyszał o automatycznych skrzyniach biegów.
Na pożegnanie kubański kolega wręczył mi swoją ulubioną książkę – "Czarodziejską Górę"
T. Manna.
Nie wiem jak potoczyły się losy Jorge, ale żal mi, iż ten miły, subtelny i wychowany w dobrobycie człowiek musiał później całe życie spędzić w nędzy i poniżeniu, bo odległe mocarstwo zorganizowało rewolucję usuwając "legalnego prezydenta suwerennego państwa wbrew prawu międzynarodowemu".

Читать всю статью