Jeszcze trzej prezydenci nie usiedli do rozmów, a już ogłoszono „nową Jałtę”. W europejskiej polityce historia często zastępuje analizę. Wystarczy wymienić nazwę krymskiego kurortu, aby uruchomić wszystkie lęki, a przy okazji zwolnić się z myślenia.
Ewentualne spotkanie przywódców USA, Chin i Rosji może przynieść ważne porozumienia. Może też ujawnić, jak niewielki wpływ na własną przyszłość mają Ukraina i Europa. O znaczeniu tego spotkania rozstrzygną treść ustaleń i możliwość ich wykonania.
Warto przypomnieć, w jakich warunkach odbywała się prawdziwa Jałta. Kiedy 4 lutego 1945 roku Roosevelt, Churchill i Stalin rozpoczynali konferencję, Armia Czerwona stała już nad Odrą. Od 31 stycznia miała przyczółek na jej zachodnim brzegu. Do Berlina pozostawało kilkadziesiąt kilometrów. Dwa miesiące po konferencji jałtańskiej Odrę forsowała 1. Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Wojsko Polskie było jedyną obok Armii Czerwonej armią aliancką przekraczającą Odrę w ofensywie na Berlin.
Stalin negocjował z pozycji przywódcy mocarstwa, którego wojska zajmowały ogromną część Europy Środkowej. Zachodni alianci mogli domagać się gwarancji i uzyskiwać obietnice, ale nie mieli na miejscu siły pozwalającej wymusić ich dotrzymanie. Obietnica wolnych wyborów w Polsce okazała się warta znacznie mniej niż obecność radzieckiej armii.
Dziś sytuacja jest inna. Rosja nie odniosła zwycięstwa porównywalnego w żadnej mierze z sukcesem Związku Radzieckiego w 1945 roku. Ukraina zachowała państwowość i armię, a Europa dysponuje wielkim potencjałem gospodarczym. Żaden podpis trzech prezydentów nie sprawi automatycznie, iż wszyscy pozostali wykonają ich wolę.
Nie znaczy to jednak, iż obawy są bezpodstawne. Najbardziej narażona na porozumienie ponad swoją głową jest Ukraina. To jej terytorium, bezpieczeństwo i przyszłe zobowiązania mogłyby stać się przedmiotem targu. Uzależnienie od pomocy zewnętrznej ogranicza swobodę negocjacji. Kto dostarcza broń i pieniądze, ma również narzędzia nacisku.
Z tego nie wynika, iż należy odrzucać kompromis. Wielokrotnie pisałem, iż zakończenie wojny i ocalenie ludzkiego życia są celami najważniejszymi. Trzeba jednak odróżnić porozumienie, które Ukraina uzna za możliwe do przyjęcia, od warunków narzuconych jej przez pozostałych. Pokój wymaga także odpowiedzi na pytanie, kto zapewni jego przestrzeganie.
Nie mam pretensji do amerykańskiego prezydenta, iż kieruje się interesem Stanów Zjednoczonych. Tego oczekują od niego wyborcy. Europejscy przywódcy powinni z równą powagą określać własne interesy i brać odpowiedzialność za ich realizację. Sojusz z Ameryką zyskuje na wartości, kiedy Europa wnosi do niego siłę, sprawność i zdolność działania.
Rozmowy mocarstw mogą ograniczyć ryzyko wojny, zahamować wyścig zbrojeń i otworzyć drogę do zakończenia walk w Ukrainie. Warto takie możliwości wykorzystać. Zarazem trzeba pilnować, aby pokój nie stał się nazwą dla układu, którego koszt poniosą przede wszystkim nieobecni.
Leszek Miller
Za: X














