Śmierć Brigitte Bardot wywołała falę wspomnień i dyskusji. Ikona kina, symbol seksualnej rewolucji, a później zagorzała obrończyni zwierząt – ta wyjątkowa Francuzka przypomniała inną wielką postać swojej epoki: włoską dziennikarkę Orianę Fallaci.
Obie kobiety, pochodzące z różnych światów znalazły wspólny język: twardej obrony zachodniej cywilizacji przed tym, co postrzegały jako największe zagrożenie – masową imigrację z państw muzułmańskich i erozję europejskiej tożsamości kulturowej.
Fallaci, niegdyś lewicowa feministka i reporterka wojenna, po atakach z 11 września 2001 roku uznała radykalny islam za odmianę nowego faszyzmu, z którym walczyła w młodości i ostrzegała przed „Eurabią” – Europą stopniowo poddającą się obcym wpływom kulturowym i religijnym. Bardot, która w 1973 roku porzuciła karierę aktorską na rzecz obrony zwierząt głośno krytykowała „islamizację Francji”, ubój rytualny halal oraz to, co nazywała „inwazją” imigrantów. Obie używały tego samego mocnego słowa: inwazja. Obie widziały w multikulturalizmie formę kulturowego samobójstwa Zachodu.
Ich drogi ideowe zbiegły się także w konserwatyzmie obyczajowym. Fallaci, ewoluując od lewicowych korzeni, krytykowała aspekty współczesnego liberalizmu. Bardot wyrażała ostre opinie na temat LGBTQ+, widząc w tym zagrożenie dla tradycyjnych wartości. Obie były za to atakowane: Fallaci oskarżano o rasizm i islamofobię, Bardot wielokrotnie skazywano we Francji na grzywny za „podżeganie do nienawiści rasowej”.
Czy były rasistkami? Lewicowi krytycy tak twierdzili, wskazując na ostrość ich języka. One same przedstawiały się jako strażniczki wolności – wolności słowa, wolności kobiet, wolności od tego, co uważały za opresyjne wpływy zewnętrzne. Fallaci symbolicznie zrzuciła czador w twarz Chomeiniemu podczas słynnego wywiadu. Bardot porzuciła sławę, by walczyć o prawa zwierząt. Obie nie bały się kontrowersji, płacąc za nie wysoką cenę: procesami sądowymi, ostracyzmem społecznym i etykietkami „islamofobek”.
Dziś, na początku 2026 roku, gdy Europa przez cały czas walczy z falami migracji, debatami o integracji i tożsamości kulturowej, ich głosy brzmią proroczo dla jednych, ostrzegawczo dla innych. Były atakowane, ale i podziwiane przez tych, którzy czuli, iż ktoś wreszcie mówi głośno to, co wielu myśli po cichu.
Dwie kobiety, jeden krzyk: bronić Zachodu, zanim będzie za późno. Czy miały rację? Historia wciąż pisze swój werdykt. Ale na pewno miały coś, czego dziś brakuje wielu: odwagę.
Leszek Miller
Na zdjęciu: BB z Jean-Marie Le Penem (1958)
Za: X





