Utworzenie Rady Pokoju uznawane jest za najważniejszy element drugiej fazy planu pokojowego dla Strefy Gazy, na który zgodziły się Izrael i palestyński Hamas. Ma ona zostać powołana do życia przez Donalda Trumpa, który rozesłał zaproszenia do uczestnictwa przedstawicielom państw z całego świata. W gąszczu medialnych informacji na ten temat można się pogubić, ale ważnym wątkiem jest fakt, iż według agencji Bloomberga stałe członkostwo w Radzie Pokoju może kosztować miliard dolarów. Co na to strona polska? Uporządkowaliśmy dla was fakty.
Rada Pokoju Donalda Trumpa: co to jest?
Zacznijmy od początku. Rada Pokoju, po angielsku Board of Peace, to twór, którego pomysłodawcą jest Donald Trump. Prezydent Stanów Zjednoczonych oficjalnie ogłosił utworzenie jej 15 stycznia br. Zadaniem Rady Pokoju ma być zarządzanie Strefą Gazy, ale amerykański przywódca sugerował, iż w przyszłości mogłaby ona zastąpić ONZ.
Trump w oficjalnym wpisie w mediach społecznościowych określił ten organ jako "najwspanialszą i najbardziej prestiżową radę, jaka kiedykolwiek zebrała się w jakimkolwiek czasie i miejscu". Do oficjalnego podpisania dokumentu, a tym samym utworzenia organizacji, ma dojść w czwartek, 22 stycznia, w Davos.
Prezydent USA zaprosił do Rady Pokoju przedstawicieli kilkudziesięciu państw. Jak podaje PAP, powołując się na wypowiedź wysokiego rangą przedstawiciela Białego Domu, zaproszenia miało przyjąć 35 z 50 przywódców, którzy je otrzymali (inny urzędnik przekazał agencji AP informację o około 30 członkach). Propozycję odrzuciły Francja, Norwegia i Szwecja. Kontrowersje wywołuje fakt, iż do Rady Pokoju zaproszony został również Władimir Putin.
Miliard dolarów za członkostwo w Radzie Pokoju. Polski minister reaguje
Polski prezydent Karol Nawrocki również otrzymał zaproszenie do Rady Pokoju od Donalda Trumpa. Szef Biura Polityki Międzynarodowej polityka, Marcin Przydacz, podczas briefingu prasowego potwierdził te doniesienia i dodał:
– Co do finalnych decyzji proszę pozwolić, aby najpierw strona amerykańska poznała odpowiedź prezydenta RP.
Sprawę skomentował również Donald Tusk, który przypomniał internautom (choć można odnieść wrażenie, iż przy okazji prezydentowi), jakich procedur wymaga przystąpienie Polski do organizacji międzynarodowej.
"Rząd kierować się będzie wyłącznie interesem i bezpieczeństwem państwa polskiego. I nikomu nie damy się rozegrać" – zadeklarował dodatkowo premier we wpisie w serwisie X.
Agencja Bloomberga informowała z kolei, iż kraje zainteresowane stałym miejscem w Radzie Pokoju miałyby rzekomo zapłacić "co najmniej miliard dolarów" za trzyletnie członkostwo. Biały Dom nie zdementował krążącej w mediach informacji, a jedynie przekazał, iż "nie ma minimalnej opłaty członkowskiej", dodając, iż zaproszenia otrzymują przedstawiciele państw "wykazujących zaangażowanie na rzecz pokoju i bezpieczeństwa".
Biorąc pod uwagę obecny kurs dolara, oznaczałoby to dla Polski wydatek rzędu 3,6 miliarda złotych. Czy jest szansa, żeby w kasie państwa znalazła się taka suma? To pytanie dziennikarz Business Insider Polska zadał obecnemu w Davos ministrowi finansów, Andrzejowi Domańskiemu.
– Ja nie gdybam: nie mówię tak, nie mówię nie – odpowiedział polityk. Następnie Domański zaznaczył, iż są to decyzje przede wszystkim o charakterze politycznym, których nie podejmuje sam minister finansów; wymagają one decyzji rządu oraz ratyfikacji przez Sejm. Dodał przy tym, iż Polska jest jedną z największych gospodarek na świecie i "zawsze chce być przy stole decyzyjnym".
Do Rady Pokoju oficjalnie przystąpiła już Białoruś, która walczy z kryzysem. Skąd Aleksander Łukaszenko miałby wziąć miliard dolarów?
– Łukaszenko odda swój miliard, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Przeważają w końcu jego ego oraz wszystkie inne korzyści, które w tym widzi – ocenił politolog Aleksander Friedman w wypowiedzi dla serwisu Zerkalo.
Ekspert wskazał, iż niewykluczone jest także, iż Łukaszenko może szukać sposobu na wydanie miliarda nie z własnej kieszeni, a z Rosji, np. z pieniędzy otrzymanych w ramach pożyczki.
