Marynarka wojenna Ukrainy: w poszukiwaniu nowej koncepcji rozwoju

polska-zbrojna.pl 4 часы назад

Dostęp do morza ma najważniejsze znaczenie dla Ukrainy, zarówno ze względów politycznych, jak i gospodarczych. Pomimo trwającej wojny z Rosją Kijów pracuje nad koncepcją rozwoju własnych sił morskich, co pozwoli mu zabezpieczyć interesy na Morzu Czarnym. Chodzi nie tylko o systemy oparte na wyrzutniach lądowych i dronach, ale także większe okręty: korwety i fregaty oraz okręty podwodne. Tylko duże jednostki nawodne są bowiem w stanie zapewnić bezpieczeństwo żeglugi zwłaszcza tam, gdzie przebiegają szlaki eksportu zboża i innych towarów.

Po ogłoszeniu niezależności (24 sierpnia 1991 roku) i rozpadzie Związku Sowieckiego pod koniec 1991 roku Ukraina otrzymała część jednostek i infrastruktury należących wcześniej do Floty Czarnomorskiej ZSRS. Znaczna część okrętów była już wówczas przestarzała, a ich utrzymanie przekraczało możliwości finansowe Ukrainy, wobec tego wiele z nich zostało wycofanych ze służby. Główne bazy ukraińskiej floty były zlokalizowane na Półwyspie Krymskim: dlatego, po jego zajęciu w 2014 roku przez tzw. zielone ludziki (rosyjskich żołnierzy działających bez dystynkcji i oznaczeń przynależności państwowej), większość jednostek została opanowana przez Rosjan.

Większa część działań w wojnie rosyjsko-ukraińskiej po 2014 roku toczyła się na lądzie: akweny morskie (Morze Czarne i Morze Azowskie) pozostały na marginesie. Wobec ograniczonych środków, także finansowych, Ukraina postawiła w tym czasie na rozwój systemów rakietowych bazujących na lądzie (w ten sposób powstał system Neptun) oraz niewielkich jednostek nawodnych – kutrów artyleryjskich i patrolowych, zdolnych do działania w strefie przybrzeżnej lub choćby na większych rzekach, takich jak Dniepr.

W obliczu pełnoskalowej wojny, jaka rozpoczęła się 24 lutego 2022 roku, małe jednostki nie zdały egzaminu. Większość z nich nie weszła w ogóle do działań: zostały zajęte przez siły rosyjskie, wkraczające do miast portowych, takich jak Berdiańsk. Jedyny większy okręt pozostający w składzie ukraińskiej floty – fregata „Hetman Sahajdaczny” – została zatopiona w stoczni w Mikołajowie przez samych Ukraińców w marcu 2022 roku w obawie przed przejęciem jej przez Rosjan (co było decyzją na wyrost, jako iż miasto nie zostało zajęte przez armię rosyjską; okręt przechodził wówczas modernizację, w związku z czym nie przedstawiał wartości bojowej).

REKLAMA

Dużo lepiej sprawdził się system Neptun: w kwietniu 2022 roku wystrzelone przez jedną z wyrzutni pociski trafiły i zatopiły rosyjski krążownik „Moskwa”, flagową jednostkę rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. W obawie przed użyciem kolejnych pocisków (zarówno konstrukcji ukraińskich, jak i dostarczonych przez kraje zachodnie pocisków manewrujących Storm Shadow i SCALP), a z czasem także wobec wdrożenia do eksploatacji przez Ukrainę kolejnych nawodnych dronów morskich, rosyjskie jednostki były zmuszone do ograniczenia swojej aktywności początkowo w zachodniej części, a z czasem – na całym akwenie Morza Czarnego. Obawy te okazały się zresztą słuszne: kilkanaście jednostek, w tym m.in. dwa duże okręty desantowe i trałowiec, zostało zatopionych, a wiele innych (m.in. dwie fregaty: „Admirał Essen” i „Admirał Makarow”, okręt podwodny klasy Kilo „Rostów nad Donem” oraz jedna korweta rakietowa klasy Bujan-M; wszystkie zdolne do odpalania pocisków manewrujących Kalibr) zostało poważnie uszkodzonych na morzu lub w portach. Flota rosyjska była zmuszona do wycofania swoich jednostek z głównej bazy w Sewastopolu na Krymie do Noworosyjska.

Duże jednostki w cenie

Pomimo sukcesów morskich bezzałogowców rozwój sytuacji na Morzu Czarnym pokazuje, iż ani one, ani też niewielkie jednostki, jakie budowała wcześniej Ukraina, nie są w stanie wykonać wszystkich zadań, jakie mogłyby zabezpieczyć interesy gospodarcze na tym akwenie. Co więcej, większość strat, jakie poniosła rosyjska Flota Czarnomorska, zadano dzięki pocisków manewrujących i przeciwokrętowych.

Obecnie coraz poważniejszym problemem dla Kijowa staje się problem z eksportem zboża drogą morską: ataki rakietowe na porty i jednostki handlowe spowodowały rzeczywiste wstrzymanie eksportu. Problem stanowią także aktywność rosyjskich bezzałogowców morskich oraz miny.

Właśnie dlatego Ukraina potrzebuje odbudowy sił morskich – nie tylko systemów opartych na wyrzutniach lądowych i dronach, ale także większych okrętów: korwet i fregat oraz okrętów podwodnych. Tylko duże jednostki nawodne – takie jak fregaty, zbliżone parametrami do tych budowanych w Polsce w ramach programu „Miecznik” – są w stanie zapewnić bezpieczeństwo żeglugi na Morzu Czarnym, zwłaszcza tam, gdzie przebiegają szlaki eksportu zboża i innych towarów. Dotyczy to zarówno obrony przed atakami jednostek nawodnych (także dronów), jak również obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. W dłuższej perspektywie – także obrony przeciwko zagrożeniom spod wody, jako iż Rosja posiada rozbudowane siły podwodne, a pojawienie się bezzałogowców działających pod wodą jest kwestią czasu. Część z tych zadań mogą wykonywać również mniejsze jednostki – także korwety, pod warunkiem otrzymania odpowiedniego wyposażenia.

Proces zmian w ukraińskiej marynarce wojennej już się rozpoczął – w Turcji zostały zwodowane dwie pierwsze jednostki zamówione w 2020 roku przez Ukrainę („Hetman Iwan Mazepa” i „Hetman Iwan Wyhowski”), a w 2024 roku podpisano umowę na budowę dwóch kolejnych. Są to korwety klasy Ada, które posiadają zarówno uzbrojenie artyleryjskie, jak i wyrzutnie pocisków przeciwlotniczych, przeciwokrętowych oraz torped, a także zdolność prowadzenia operacji (w tym ZOP – zwalczania okrętów podwodnych) z wykorzystaniem śmigłowca lub bezzałogowców. Wszystkie jednostki mają zostać zbudowane do 2030 roku, choć ich wejście do służby i harmonogram prac będą z pewnością uzależnione od przebiegu wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Szansa także dla polskiego przemysłu

Nie mniej istotnym problemem dla Ukrainy są – i będą także po zakończeniu aktywnej fazy wojny – miny morskie, masowo używane przez Rosję. Wielka Brytania przekazała Ukrainie dwa wycofane ze służby trałowce klasy Sandown: wobec trwających działań wojennych i obowiązującej konwencji z Montreaux obie jednostki przez cały czas pozostają w Wielkiej Brytanii. Niezależnie od tego Ukraina będzie potrzebować większej liczby nowoczesnych okrętów tej klasy: to zaś tworzy szanse także dla polskiego przemysłu stoczniowego, który mógłby w przyszłości zaoferować ukraińskiej marynarce wojennej niszczyciele min klasy Kormoran II (trzy jednostki są już w służbie w Marynarce Wojennej RP, trzy kolejne w trakcie budowy).

W dłuższej perspektywie, po zakończeniu wojny z Rosją, siły morskie Ukrainy będą oczekiwały na kolejne inwestycje, także w jednostki takie jak fregaty czy okręty podwodne. Będzie to wynikać zarówno z uwarunkowań sytuacji na Morzu Czarnym, jak również z ewentualnych zobowiązań sojuszniczych – zwłaszcza jeżeli Ukraina stanie się członkiem NATO. O ile komponent bezzałogowy będzie stale zyskiwał na znaczeniu, o tyle realizacja zadań służących interesom Kijowa na Morzu Czarnym i poza nim będzie wymagała inwestycji w duże jednostki.

Dariusz Materniak , dziennikarz Działu Zagranicznego Polskiej Agencji Prasowej
Читать всю статью