Marcin Drewicz: Trwoga po liście KEP „o chodzeniu do synagogi”

magnapolonia.org 8 часы назад

Marcin Drewicz: WCIĄŻ TEN SAM BŁĄD ANTY-MISYJNY, część II: TRWOGA PO LIŚCIE KEP „O CHODZENIU DO SYNAGOGI”

Nadchodzi oto trzecia dekada marca roku 2026 i wszystko zostaje przyćmione, przynajmniej w Polsce, owym przez nikogo z imienia ani nazwiska nie podpisanym, ale jednak oficjalnym Listem Konferencji Episkopatu Polski „o chodzeniu do synagogi”. Po czym nastąpiły medialne bodźce, które nas bezpośrednio skłoniły do napisania niniejszego tekstu.

Te bodźce należą do owych dość licznych (internetowych) głosów oburzenia wywołanych treścią owego Listu KEP, ale głosów wychodzących od katolików – jak to sami o sobie podają – praktykujących niedzielną Mszę Św. Tradycyjną (Trydencką, Wszechczasów) i zarazem… kierujących pewne, wcale nie nowe (!), wezwanie do owych wielomilionowych rzesz braci-Polaków w wierze praktykujących co niedziela jednak w owych kościołach, jak je niektórzy nazywają, „posoborowych”.

Oni te wszystkie rzymskokatolickie kościoły parafialne – a w Polsce dzisiejszej jest ich ponad dziesęć tysięcy – i sprawowaną tam liturgię nazywają także, jak wyżej, „modernistycznymi”. ale my wiemy, iż ta nazwa, owszem, byłaby adekwatna, ale tylko dla pewnej części z tychże świątyń i parafii.

Aczkolwiek owa bieżąca sytuacja w „strefie posoborowej”, „progresywnej” – nazwijmy, iż zawiązywania nowej HEREZJI (sic! od czego broń nas Panie Boże!) – jest przecież dynamiczna, zmienna na niekorzyść katolicyzmu, czego walnym dowodem i przykładem, przecież nie pierwszym, pozostaje ów marcowy heretycki List KEP „o chodzeniu do synagogi”.

Innymi słowy, zwłaszcza w dużym mieście można dziś znaleźć, także w Polsce, dwie sąsiadujące parafie rzymskokatolickie (i zarazem nie „trydenckie”, ale obie przecież „posoborowe”), w których odprawia się jednak wyraźnie się pomiędzy sobą różniące obrzędy, prostym ludziom podawane wciąż jako katolickie („no bo to księża są od tego fachowcami i oni wiedzą lepiej”). Taka sytuacja nasiliła się, jak dobrze pamiętamy, od owych lat „plandemii”: 2020-2022.

„Nowinki” liturgiczne i kaznodziejskie wzmogły się wtedy – jak zauważają niektórzy – w tych parafiach, gdzie działali, zwłaszcza gdy na stanowisku proboszcza, duchowni powiązani z rozmaitymi tzw. wspólnotami („posoborowymi” oczywiście). Ci sami obserwatorzy twierdzą, iż w owych stosunkowo nielicznych parafiach prowadzonych przez (o dawnej metryce) zakony było tych dziwactw mniej lub wcale.

ale co mówili, teraz za pośrednictwem Internetu, owi „trydentczycy” (jak wyżej: tu i gdzie indziej przepraszamy za użyte popularne nazewnictwo) reagujący na – jak to oni ujmowali – zupełną degrengoladę episkopatu i kleru „posoborowego”, zwanego też przez nich od pewnego czasu en bloc „modernistycznym”, ostatnio objawioną we wspomnianym Liście KEP „o chodzeniu do synagogi”?

Oni – a kilka, czy może choćby dziesięć lat temu też już takie głosy z tamtych kręgów słyszeliśmy – nawoływali z uporem, aby WSZYSCY ci katolicy uczęszczający co niedziela (i ci z inną częstotliwością również) na Mszę Św. do świątyni „posoborowej”, ci wszyscy maluczcy nareszcie… porzucili tę praktykę na rzecz uczęszczania do owych kaplic, w których odprawia się Mszę Św. Tradycyjną (sic!).

Możemy sobie tylko życzyć, aby były to głosy, by tak rzec, nieautoryzowane. Parafii rzymskokatolickich (czytaj, tu: „posoborowych”) jest w dzisiejszej Polsce, jak już podano, ponad dziesięć tysięcy, a w nich nadal… miliony ludzi. Natomiast wspomniane kaplice liczy się na… dziesiątki. Stosunek liczbowy placówek jednych do drugich jest mniej więcej jak 250:1; kto ma dokładne dane, niech tę liczbę sfalsyfikuje.

Chłopie, ogarnij iż się jeden z drugim! Jak i gdzie tych wszystkich ludzi chcesz pomieścić? Czy znowu tak, jak na przeznaczonych na zlaicyzowanie wielkich blokowiskach PRL-u – pod gołym niebem wokół prowizorycznego baraku obok miejsca, gdzie ma być podjęta budowa nowego kościoła? Gdy nieopodal będzie sobie stała pokaźna stara świątynia nominalnie „posoborowa”, ale już… pusta. Jakiś kolejny nieszczęsny „absurd polski”.

Otóż właśnie! Komu wy chcecie pozostawić te w Polsce najczęściej zabytkowe, często o najwyższej wartości artystycznej, jedne ocalone z pożogi, inne podniesione z gruzów, przez jakże liczne pokolenia omodlone świątynie rzymskokatolickie, tych naszych najlepszych przyjaciół (sic!), wielesetletnich (a miejscami niechby tylko i aż kilkudziesięcioletnich) świadków życia, pracy, walki, cierpienia i modlitwy Katolickiego Narodu? „Nie rzucim, Chryste, świątyń Twych…”; znacie to chyba, prawda?

Przecież co raz to z tego Zachodu, w który tak cielęco jesteście zapatrzeni, z Francji na przykład, dochodzą wiadomości, jak to „Oni” tylko czyhają aż jakiś kolejny kościół opustoszeje, by go po prostu, zwyczajnie i ordynarnie… zburzyć. Zburzyć! Także, a może przede wszystkiem świątynię zabytkową. A w Stanach Zjednoczonych sprzedać… islamistom lub komuś jeszcze innemu. Albo przerobić na… knajpę, na przykład, lub hotel, a może dom handlowy…

A wy, niby to tacy wzorcowi w wierze i modlitwie (to sam Pan Bóg wie!), będziecie się temu szatańskiemu procederowi biernie przyglądać z poziomu waszej teraz już ponad miarę przepełnionej „tradycjonalistycznej” kaplicy i klaskać z uciechy (?), jak to owi „posoborowcy-moderniści” nareszcie dostają zasłużonego łupnia – iż ośmielimy się doprowadzić ten wątek do absurdu.

Będziecie czynić to głupstwo zamiast… po prostu wejść – tak! wy! tradycjonaliści katoliccy – do tamtej „posoborowej” świątyni i w ciągu jednego dnia (jednego tygodnia?) uczynić ją świątynią PONOWNIE „tradycyjną”, wespół z tamtejszymi dotychczasowymi parafianami, a prawdopodobnie i z tamtym duchowieństwem wypleniając z niej owe „modernizmy”, a w dodatku i „post-modernizmy” (gdzie jakie akurat stwierdzono). Czy to rozwiązanie jest takie trudne do pojęcia, do wyobrażenia?

Skoro masy wiernego ludu ostatnio, a zwłaszcza w czasie „plandemii” lat 2020-2022 biernie akceptowały w Kościele kolejne zmiany „na lewo”, milcząco przyjmując nawet… zasadę „pięciu osób na Mszy Św.”, czy też… zamknięcie kościołów przez księży od wewnątrz na Wielkanoc, to teraz podobnie biernie (a może właśnie aktywnie?) zaakceptują one zmiany „na prawo”.

Ile razy się rozmawiało ze świeckimi aktywistami ruchu Mszy Tradycyjnej, a choćby z księżmi odprawiającymi w Polsce taką Mszę, od trzydziestu już lat, ZAWSZE, ALE TO ZAWSZE słyszało się naszym zdaniem GŁĘBOKO ANTYAPOSTOLSKĄ I ANTYMISYJNĄ odpowiedź, aby wszyscy chętni i zainteresowani do nich na tę Mszę… po prostu przyszli. Zaraz, zaraz… co w tym złego, antyapostolskiego, czy antymisyjnego…? Że ludzie na Mszę Św. „mają przyjść”.

Ano to, iż gdyśmy odpowiadali, iż ci wszyscy ludzie, te miliony także i ostatnio – patrz wyżej – nawoływane do przejścia od „posoborowego” do „przedsoborowego” o tym drugim, czyli o „przedsoborowo-tradycyjnym” nie mają żadnej WIEDZY, iż choćby liczni spośród katolickich księży nie mają o Mszy Trydenckiej zielonego pojęcia (!), w rozmowie następowała… cisza.

„Tradycjonaliści” przez te minione trzydzieści lat przecież nie chodzili (z pewnymi wyjątkami, o czym dalej), ani się, tym bardziej, nie dobijali do parafii „posoborowych” aby nieść do nich WIEDZĘ o owym „tradycjonaliźmie”. Wielu z nich najlepiej czuło się w swoim „sprawdzonym” gronie – o ile my mamy w tym zakresie jakieś rozeznanie.

Jeszcze inaczej: przywołajmy porównanie do niegdysiejszej sytuacji w polityce:

W czasie komuny, zwłaszcza w latach 80. XX wieku, „Solidarność”, przez większą część tamtej dekady nielegalna i podziemna, na różne dostępne wówczas sposoby (nie było komputerów domowych, drukarek itp.) starała się utrzymać kontakt z Narodem i przypominać mu o potrzebie walki z komuną. INFORMOWAĆ GO! Stąd te wszystkie powielacze, ulotki, plakaty, samizdaty, drugi obieg wydawniczy, podziemni drukarze, kurierzy, kolporterzy i kolporterki… Za to była wtedy kara! Ludzi takich komunistyczna esbecja tropiła, łapała, przesłuchiwała, po czym w trybie szybkim skazywani oni byli na kary więzienia.

Dzisiaj – dziękować Panu Bogu – jak dotąd więzienie nikomu za takie i podobne działania nie grozi (i oby tak pozostało!). Owszem, wobec niektórych osób, grup lub redakcji bywają stosowane nieco inne szykany, także w formie nękających procesów sądowych; wiele z tego przeniosło się też do coraz silniej cenzurowanego Internetu.

ale czy zwolennicy Mszy Trydenckiej, aktywiści świeccy i duchowni – na co wskazujemy też wyżej – podjęli w minionym trzydziestoleciu w Polsce jakiekolwiek systematyczne działania, aby ze swoim przekazem i ze swoimi, przecież dość obfitymi (!) publikacjami… docierać do konkretnych parafii „posoborowych” (one są wszędzie!), do tamtejszego duchowieństwa (w pewnej swej części po cichu sprzyjającego owej „tradycji”) i do rzesz wiernych katolików? Aby li tylko i aż ich wszystkich poinformować! Aby nauczyć! Aby przypomnieć! Aby szerzyć wiedzę i dobrą katolicką literaturę w coraz to nowym miejscu, pośród coraz to innych braci-rodaków w wierze.

Temat na rozpoczęcie takich działań zasygnalizowaliśmy powyżej – a będzie to mianowicie upominanie się o powrót, w tych wszystkich ponad dziesięciu tysiącach parafii w Polsce, do szafowania Sakramentu Chrztu Świętego na sposób „tradycyjny”, czyli „przedsoborowy”, zatem według „przedsoborowego” tekstu. Kto i na jakiej podstawie prawno-kanonicznej może się temu sprzeciwić? Że to trochę dłużej trwa? Chrzest jest przecież raz w życiu i o całym życiu on właśnie rozstrzyga!

Tu się „czasu nie liczy”. No to powrócić do jeszcze tak niedawnej praktyki udzielania Chrztu Świętego nie w trakcie Mszy Świętej, ale zaraz po Niej. Ale wszystkim ludziom obecnym na tejże Mszy, owszem, tak jak i teraz oznajmić, iż oto dzisiaj Chrzest otrzyma jedna lub więcej osób. Niech wiedzą!

Że tam może ktoś, choćby i jakiś ksiądz, ofuknął by takich śmiałków za to, iż oni zrazu o „dawny” Chrzest, a niebawem i o inne „tradycje” się upominają; iż by przekonywał, iż „on sobie tego nie życzy, bo on wie lepiej”, albo iż on „nie może wykraczać poza instrukcje biskupa”… No i co z tego? Żeby tylko takie „męczeństwo” dotknęło owych aktywistów, apostołów i misjonarzy Dobrej Sprawy „tradycjonalizmu”.

Ale prawdopodobnie nic nikogo nigdzie nie dotknęło, gdyż – jak słyszeliśmy, i to nie raz – modlący się „po trydencku” nie wykraczają poza swoje dość przecież zamknięte (!) środowisko, a owe wielomilionowe rzesze Polaków-katolików co niedziela „chodzących do kościoła” znajdującego się możliwie blisko swego domu traktują jako ludzi wobec siebie – by tak rzec, dość łagodnie – odmiennych właśnie według kryterium religijnego (sic!).

C.D.N.

Polecamy również: Ukrainka podpaliła Polce włosy

Читать всю статью