Marcin Drewicz: Nieposzanowanie dla Sakr. Małżeństwa – analiza cz. 3

magnapolonia.org 2 часы назад

Marcin Drewicz: NIEPOSZANOWANIE DLA SAKRAMENTU MAŁŻEŃSTWA CZYLI LIST BISKUPÓW „O RODZINIE” Z OSTATNIEJ NIEDZIELI ROKU 2025, część trzecia.

Stanąć w Prawdzie! Prawda to jest zgodność myśli (nazwy) z rzeczą. Nazywać rzecz po imieniu – właśnie to zawsze dotąd było zadaniem przede wszystkiem duszpasterzy na czele z biskupami. I dopiero wtedy podejmować ustalone przez Kościół Święty czynności duszpasterskie – wobec starannie rozpoznanej i nazwanej rzeczywistości. Atoli w tej chwili u nas już od dłuższego czasu dzieje się, niestety, inaczej.

Jednocześnie jest w naszej przynajmniej opinii wyrazem nietaktu i arogancji (!), iż „do jednego wora” są przez autorów i sygnatariuszy „Listu Episkopatu” ładowani zarazem ci rozmaitego typu, bywa iż szczególnie rozwiąźli i rozpustni konkubenci i single żyjący „w różnego rodzaju sytuacjach nieregularnych” (1, co za mętny i przykry język, wybitnie nieteologiczny!), dla których nie ma wszakże żadnych kanonicznych przeszkód, aby możliwie jak najprędzej zawrzeć Sakrament Małżeństwa.

Oni tego jednak nie czynią, gdyż to dobrodziejstwo braku przeszkód lekceważą (sic!) lub go choćby nie dostrzegają (sic!); i wraz z nimi tamci, którzy – przeciwnie – świadomie pragną Sakramentu Małżeństwa, ale może nigdy do niego nie przystąpią z powodu tejże kanonicznej przeszkody – skoro przez cały czas żyje ów sakramentalny współmałżonek rozwodnika.

Autorzy i sygnatariusze omawianego tu „Listu Episkopatu” bardzo daleko posuwają się w swoich, by tak rzec, językowych manipulacjach pisząc – iż przypomnimy – „Każdy z nas jako uczeń Jezusa (24) został odkupiony za cenę Jego Krwi”. Kto to się posłużył tym cytatem (i innymi, o czym dalej)? Prosta zamiana chronologii Zbawienia i jakiż wielki błąd! Czy to dopiero szeregowy teolog-amator musi objawiać, że:

Najpierw Pan Jezus swoją męką krzyżową odkupił wszystkich ludzi, a ci są dla siebie nawzajem bliźnimi (jeśli choćby wielu z nich o tym jeszcze nie wie). Czym innym zaś jest poznanie nauczania Pana Jezusa, a jeszcze czymś innym jego przyswojenie w życiu praktycznym-codziennym i dopiero tym sposobem stanie się Jego praktykującym uczniem, w dowolnych czasach, w dowolnych krajach.

Tak więc ci odkupieni to nie to samo, co uczniowie – aczkolwiek misjonarze wszystkich czasów (ci prawdziwi oczywiście) pracują nad tym, aby Jezusowe przesłanie dotarło do wszystkich ludzi. Ci, którzy wprawdzie znają nauki Pana Jezusa, ale sobie je lekceważą i żyją nie według nich, przecież nie są żadnymi Jezusowymi uczniami. Ale… zawsze mogą się oni zacząć nimi stawać. Ot i różnica. „Od błędów i w godzinie śmierci można rewokować” – jak powiada Klasyk.

Zresztą, owe trzy odnośniki do fragmentów z listów Św.Św. Piotra, Jana i Pawła zostały przez redaktora „Listu Episkopatu” dobrane, najłagodniej mówiąc, nieadekwatnie. Tak nie można! Zatem – w tych konkretnych przypadkach – ani nie „uczniowie”, ani nie „śmierć”, ani nie „zmartwychwstanie” – co każdy może sobie sprawdzić sięgnąwszy po domowy egzemplarz Nowego Testamentu.

Święte Teksty nie są po to, aby nimi żonglować jak się komu akurat zachciewa. Redaktor „Listu Episkopatu”, mówiąc językiem gier zespołowych, zagrał (podał piłkę) „na pamięć”, na zasadzie „trafi-nie-trafi”. Tak nie można! Mówimy tu przecież nie o dowolnie czym, ale – przeciwnie – o Świętych Sprawach Najwyższej Wagi.

Są jeszcze pozostałe cztery części (I-III, V) „Listu Pasterskiego Konferencji Episkopatu Polski na Święto Świętej Rodziny – 28 grudnia 2025” oraz krótki doń wstęp – całość, przynajmniej jak na naszą wrażliwość i spostrzegawczość, utrzymana w stylu owej nowomowy z anglosaskiej post-protestanckiej „komedii romantycznej” lub z bliskiej jej kozetki „u psychoterapeuty”. Naszym amatorskim zdaniem to już nie jest Święta Teologia, ale tylko jakieś „dobroludziowe” i „samopoczuciowe” luźne gawędki.

W „Liście Episkopatu” kilkakrotnie powtarzana jest fraza: „Bóg marzy o rodzinie, która jest domem dla miłości” (14), stanowiąca także jakby podtytuł dla całej tej wypowiedzi. Zatem: Pan Bóg „marzycielem”? Toż to chyba już podpada jako naruszenie Drugiego Przykazania Bożego. Ale miliony katolików w Polsce kilkakrotnie i tego zdania musiały wysłuchać w tysiącach kościołów w trakcie niedzielnych Mszy Św. w dniu 28 grudnia Roku Pańskiego 2025.

Najbardziej naszym zdaniem pokrętny, pełen śmiałych ominięć i obciążony istotnymi przemilczeniami fragment „Listu Episkopatu” przedstawiliśmy powyżej. Czy zachęcać P.T. Czytelników do lektury i przemyślenia całości (dostępnej w Internecie)? Aby się dowiedzieć czegoś „o małżeństwie i rodzinie” to nie. Lepiej sięgnąć do encykliki papieża Piusa XI „Casti connubii” lub do innych prawdziwie (!) katolickich tekstów (określenie „prawdziwy” wprowadzili wszakże sami autorzy „Listu Episkopatu”).

ale kto już osadzi się jakoś w zakresie katolickiego nauczania na dany temat, ten może poczytywać sobie teksty takie, jak ów „List Episkopatu” odczytywany w dniu 28 grudnia 2025 roku, aby rozpoznawać ów sposób, w jaki katolickie do niedawna nauczanie jest w tej chwili zniekształcane (sic!).

Miejmy nadzieję, iż tak jak w przypadku kilku innych „kontrowersyjnych” „Listów Episkopatu” w wieku XXI, ogół katolików w Polsce puści i ten mimo uszu, zatem bez szkody dla siebie. Piszemy wszakże to wszystko z wielką przykrością i z narastającym niepokojem.

Coraz częściej stosowana to metoda: redagowanie dokumentów, także tych „kościelnych” (cudzysłów zachować lub zdjąć), jakby ani Odwieczne Magisterium Kościoła, ani w ten czy inny sposób inspirowane nim teksty kultury dotąd w ogóle nie zaistniały.

To co poprzedza ich autorów to biała karta. Urodzili się „wczoraj”, najdalej tydzień temu, więc wypisują rozmaite dziwactwa, które im akurat teraz do głowy przychodzą. Za miesiąc do głowy przyjdzie coś innego, wszystko jedno co, to i wtedy to ogłoszą wszem i wobec – taką postawę zdają się prezentować autorzy i sygnatariusze owego „Listu pasterskiego Konferencji Episkopatu Polski na Święto Świętej Rodziny”, odczytanego na Mszach Św. niedzielnych w dniu 28 grudnia 2025 roku.

Grunt to konfidencjonalnie poklepać po ramieniu ludzi – wszystkich tak samo i wszystkim powiedzieć, że… „będzie dobrze, nie ma sprawy”, i na tym w zasadzie rzecz zakończyć. No i ta konfidencjonalna maniera wypowiedzi sięgająca także… Świętości. Po co to i czemu to ma służyć?

Autorzy „Listu” najwidoczniej nie sięgali ani do encykliki „Casti connubii” (o małżeństwie chrześcijańskim) papieża Piusa XI, ani do książek Marii Rodziewiczówny, ani do powieści „Bez dogmatu” autorstwa samego Henryka Sienkiewicza, ani do „Lalki” Prusa, ani do wydanej w roku 2018 książki zatytułowanej „Kobiety-Rewolucja-Kaznodziejstwo” autorstwa Sławomira N. Goworzyckiego, ani do opublikowanej dopiero co w mijającym już roku 2025 książki Bartosza Kopczyńskiego zatytułowanej „Rewolucja bachantek” (tej my też jeszcze nie przeczytaliśmy), ani do całego mnóstwa innych tekstów niosących pouczające i inspirujące treści.

Obserwacje co do bieżącego polskiego „życia rodzinnego” (cudzysłów nie bez powodu) owi autorzy i sygnatariusze „Listu pasterskiego” też mają najwidoczniej wybrakowane i już wykoślawione, czego przejawem jest używanie niewłaściwego nazewnictwa spraw, wydawało by się, najprostszych (co nie znaczy, iż wszystkich koniecznie najprzyjemniejszych). A tak po prawdzie, to dla nas nie jest to żaden-tam „list pasterski”, gdyż my w oparciu o przygarść przemieszanych ze sobą przygodnych zdań prawdziwych i fałszywych wcale nie mamy zamiaru „pasać” naszej duszy.

Ów list jest to jakieś takie, by tak rzec, „duszpasterskie GMO”; nie pierwszy tego rodzaju w ostatnich czasach, iż wspomnimy dla przykładu owe bełkoty (sic!) z takoż ostatniej niedzieli roku 2013 na temat tyleż tajemniczego, co dzisiaj już zamilczanego „gendera” (na jego miejsce zdążył w medialnym obiegu wstąpić ów niemniej tajemniczy „lgbt”); lub te z maja 2019 roku dotyczące jakiegoś „molestowania”, czy czegoś w tym rodzaju. Ech, ta neo-pseudo-teologia!

Jak w poprzednich podobnych przypadkach liczymy na to – z przykrością przecież i z niepokojem – iż ogół wiernych, jak to on, już nie pamięta (sic!), co też tam ksiądz z mównicy (z ambony) wyczytywał był na Mszy w niedzielę w dniu 28 grudnia 2025 roku. Wyczytywał, ponieważ zwierzchność kościelna mu to nakazała. I tyle. Wszystkich zaś, w tym tych zgorszonych zasłyszaną tam i wtedy lekturą ponownie zachęcamy do przeczytania owej encykliki „Casti connubii” lub fragmentów „o małżeństwie i rodzinie” z któregoś ze starszych, czyli „przedsoborowych” Katechizmów.

Teksty te, inaczej niż to było w bezbożniczym PRL-u, dzisiaj są dostępne w kilku książkowych wydaniach w języku polskim, a i w Internecie coś znaleźć też można. Osobne opracowania-rozprawki-poradniki o (prawdziwym!) małżeństwie katolickim też można dziś znaleźć.

Skoro bowiem autorzy i sygnatariusze przywoływanego powyżej „Listu Episkopatu” akcentują, pomimo wszystko, ową „prawdziwość”, to my skwapliwie tą akurat dróżką za nimi podążamy. A działo się to w liturgiczne wspomnienie Rzezi Niewiniątek (28 grudnia), aczkolwiek w „Liście” o Świętych Młodziankach nie wspomniano ni słówkiem. Pomimo tematyki „Listu” te fundamentalne pojęcia – ani „narzeczeństwo”, ani „małżeństwo”, ani „rodzina”, ani „rodzicielstwo” – nie są w nim definiowane-przypominane. Dlaczego?

Może dlatego, iż dzisiaj „jest w obiegu medialnym wiele definicji”, więc autorzy „Listu”, co by było ze wszech miar kompromitujące… wahali się nad wyborem. jeżeli tak było rzeczywiście – czego my wszakże wiedzieć nie możemy – to na czym tak po prawdzie polega dziś pełnienie przez nich tego najwyższą odpowiedzialnością obarczonego Urzędu Nauczycielskiego?

Niech sobie wszyscy wreszcie uzmysłowią, iż dzisiaj mamy w „katolickiej Polsce” (w innych krajach podobnie) wyraźny procentowy wzrost liczby dziatwy i młodzieży spłodzonej i zrodzonej pozasakramentalnie, nieochrzczonej, bezreligijnej, zdepolonizowanej, nie mającej z domu wzorca życia małżeńskiego-rodzinnego, a często i wzorca elementarnych odniesień międzyludzkich, w tej chwili przemieszanej (kto do tego dopuścił?) z takoż bez adekwatności dziatwą i młodzieżą nachodźczą, bezbożniczą, post-sowiecką, post-banderowską, post-bolszewicką („nic w przyrodzie nie ginie”) i z innych jeszcze narodów koniecznie (!) nie-katolickich.

A w ogóle to w Polsce dzieci rodzi się coraz mniej, podobno najmniej pośród państw Europy. Takie to są skutki także i owego „postępowego duszpasterstwa”.

Co to będzie dalej z tą Polską?

Polecamy również: Setki imigrantów dostały numer PESEL za łapówki

Читать всю статью