Marcin Bogdan: Węgierska lekcja

solidarni2010.pl 3 дни назад
Felietony
Marcin Bogdan: Węgierska lekcja
data:25 kwietnia 2026 Redaktor: GKut


„Cieszy mię ten rym: Polak mądr po szkodzie:

Lecz jeżeli prawda i z tego nas zbodzie,

Nową przypowieść Polak sobie kupi,

Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”

W naszej świadomości zapisał się tylko pierwszy wers ostatniej zwrotki „Pieśni V” Jana Kochanowskiego, a warto pochylić się nad całą przytoczoną frazą, łącznie z wersem końcowym. Mam bowiem wrażenie, iż część wyborców w dalszym ciągu nie rozumie przyczyn porażki prawicy w wyborach parlamentarnych w październiku 2023 roku. Do wielu osób nie dociera, iż to prawicowi wyborcy głosując na ugrupowanie PJJ Rafała Piecha walnie przyczynili się do wygranej koalicji pod przywództwem Tuska. jeżeli nie wyciągniemy wniosków z ostatnich wyborów, jeżeli nie przyjrzymy się dokładnie ordynacji wyborczej, jeżeli – cytując Jana Kochanowskiego – i po szkodzie będziemy głupi, to grozi nam powtórka w kolejnych wyborach. Tyle, iż tym razem w roli Piecha obsadzono Brauna.

jeżeli nie potrafimy być mądrzy po swojej szkodzie, to przyjrzyjmy się wynikom wyborów na Węgrzech, które odbyły się zaledwie kilkanaście dni temu. Przysłowie mówi, iż Polak i Węgier to dwa bratanki. Może doświadczenie węgierskich wyborców czegoś nas nauczy. Na wstępie zaznaczę, iż w tym felietonie nie oceniam ani programu, ani wiarygodności obu węgierskich przywódców, Viktora Orbána i Pétera Magyara, ani też ich ugrupowań. Skoncentruję się wyłącznie na stronie technicznej węgierskiej ordynacji wyborczej i wynikach samych wyborów. A podział 199 mandatów był następujący:

TISZA (Péter Magyar) – 141 mandatów

Fidesz–KDNP (Viktor Orbán) – 52 mandaty

Mi Hazánk (skrajna prawica) – 6 mandatów

Każdy kto spojrzy na te wyniki uzna, iż Orbán przegrał z kretesem, iż to był istny pogrom. jeżeli do tego dodamy, iż w poprzedniej kadencji Fidesz miał 135 posłów, czyli tzw. większość konstytucyjną, która wynosi minimum 133 mandaty (2/3 ze 199) a teraz zaledwie 52, to rozmiar katastrofy jawi się ogromny.

Przyjrzyjmy się teraz węgierskiej ordynacji wyborczej. Każdy wyborca ma prawo oddać dwa głosy. Jeden głos na ogólnokrajową listę partyjną. Obowiązuje tu proporcjonalny podział mandatów wg metody d’Hondta z 5% progiem wyborczym, podobnie jak w wyborach do polskiego sejmu. W ten sposób wybiera się 93 posłów. Ale każdy wyborca ma jeszcze drugi głos, który oddaje na kandydata w okręgu jednomandatowym. Jest to tzw. ordynacja większościowa. W ten sposób wybiera się 106 posłów w 106 okręgach. W każdym okręgu wybiera się jednego posła wg zasady kto pierwszy ten lepszy. Kto zdobędzie najwięcej głosów w danym okręgu ten wygrywa. Wygrywa konkretny kandydat a nie partia jako taka. Niezależnie, czy uzyska przewagę jednego głosu, czy kilku tysięcy głosów, to zdobywa jeden mandat z danego okręgu. Tu z kolei jest podobieństwo do wyborów do polskiego senatu.

Jak widać na Węgrzech mamy niejako równolegle wybory według dwóch metod, proporcjonalnej i większościowej. Wyniki obu części są na koniec sumowane i dają ostateczny wynik. Zobaczmy zatem jakie były wyniki wyborów dla obu tych części, przed ich ostatecznym zsumowaniem. W części proporcjonalnej, w głosowaniu na ogólnokrajowe listy partyjne, wyniki były następujące:

TISZA (Péter Magyar) – 45 mandatów

Fidesz–KDNP (Viktor Orbán) – 42 mandaty

Mi Hazánk (skrajna prawica) – 6 mandatów

Tu wygrana Tiszy była minimalna, zaledwie 3 mandaty różnicy. Biorąc pod uwagę możliwą koalicję Fideszu z Mi Hazánk (łącznie 48 mandatów), należy przypuszczać, iż gdyby wybory ograniczały się tylko do tej część, do wyborów proporcjonalnych, to Orbán rządziłby kolejną kadencję.

Teraz przyjrzyjmy się wynikom w części większościowej, w głosowaniu w jednomandatowych okręgach:

TISZA (Péter Magyar) – 96 mandatów

Fidesz–KDNP (Viktor Orbán) – 10 mandatów

Mi Hazánk (skrajna prawica) – 0 mandatów

To tu, w tej części wyborów, nastąpił prawdziwy pogrom kandydatów Fideszu. W poprzedniej kadencji w okręgach jednomandatowych Fidesz zdobył 87 mandatów, teraz zaledwie 10. Jak to możliwe? Czy wyborcy aż tak zmienili poglądy? Nie, w poprzednich wyborach Fidesz był zjednoczony z mniejszymi ugrupowaniami, natomiast opozycja była podzielona na mniejsze partie. Teraz zaś opozycja była zjednoczona pod jednym szyldem, zaś Fidesz miał konkurenta po swojej stronie sceny politycznej w postaci partii Mi Hazánk, Moja Ojczyzna. Podam konkretny przykład z okręgu Borsod-Abaúj-Zemplén 2, gdzie oddano 62 000 głosów. Dla przejrzystości podaję liczby zaokrąglone, by przykład był czytelny:

Kandydat TISZY – 27 400 głosów

Kandydat Fideszu–KDNP – 24 900 głosów

Kandydat Mi Hazánk – 5 300 głosów

Inni kandydaci – 4 400 głosów

W tym okręgu wygrał oczywiście kandydat Tiszy, ale tylko dlatego, iż głosy rozproszyły się pomiędzy Fidesz a Mi Hazánk, na które to ugrupowania oddano łącznie więcej głosów (30 200) niż na Tiszę. Analitycy oceniają, iż gdyby Mi Hazánk nie startował w wyborach, to ok. 65% jego wyborców zagłosowałoby na Fidesz a 35% nie poszłoby do wyborów. To dałoby Fideszowi wynik 28 345,czyli wygraną z Tiszą różnicą 945 głosów.

Poprzez rozproszenie głosów po tej samej stronie sceny politycznej Fidesz stracił kilka, może choćby kilkanaście mandatów, co dało Tiszy większość konstytucyjną. Pozostałe mandaty utracił na skutek przepływu elektoratu bezpośrednio z Fideszu do Tiszy, jak i na skutek bardzo wysokiej frekwencji.

Jakiego rzędu były to przepływy? Rzędu 3 do 5%, a były okręgi, gdzie te przepływy to było zaledwie 1 – 2 %. Fidesz dalej miał wysokie poparcie, ale choćby niewielki przepływ elektoratu powodował, iż tam gdzie Fidesz wcześniej wygrywał małą różnicą głosów, teraz minimalnie przegrał. Ordynacja większościowa w jednomandatowych okręgach wyborczych zadziałała jak potężny wzmacniacz. Liczebnie i procentowo niska przegrana w poszczególnych okręgach przełożyła się na sromotną przegraną w skali kraju. W poprzedniej kadencji Fidesz zdobył 68% mandatów, w tej chwili zaledwie 26%. To efekt obowiązującej ordynacji wyborczej a nie masowej utraty poparcia ze strony wyborców. To jest najważniejszy wniosek z węgierskich wyborów.

Wróćmy na nasze polskie podwórko. W wyborach do senatu obowiązuje w Polsce ordynacja większościowa. Senatorów wybiera się w jednomandatowych okręgach wyborczych, identycznie jak w opisanych 106 okręgach na Węgrzech. Mandat zdobywa ten, kto uzyska choćby jeden głos więcej od najlepszego konkurenta. Tu nie ma miejsca na utratę choćby jednego głosu. Jeden głos może zdecydować o wyniku wyborów w danym okręgu. Wybory do senatu może wygrać tylko ta partia, tylko to ugrupowanie, które nie będzie miało konkurenta po swojej stronie sceny politycznej. Ordynacja większościowa, czego przykład mieliśmy na Węgrzech, premiuje jedność i surowo karze podziały.

W wyborach do sejmu obowiązuje ordynacja proporcjonalna, ale skutki rozproszenia głosów też mogą być katastrofalne. Metoda d’Hondta bowiem także premiuje jedność. Dodatkowo progi wyborcze, które trzeba osiągnąć w skali całego kraju powodują, iż głosy oddane na mniejsze ugrupowania mogą być zwyczajnie zmarnowane. Przy frekwencji na poziomie 75% próg wyborczy dla partii to około 1,1 mln głosów a dla koalicji aż 1,75 mln. Warto tu przypomnieć, iż w 2015 roku lewicowa koalicja skupiona wokół SLD uzyskując 1 147 102 głosy nie weszła do sejmu, dzięki czemu PiS mający poparcie zaledwie 5,7 mln wyborców objął władzę. Podobna sytuacja, tyle, iż z odwrotnym skutkiem, nastąpiła w roku 2023, kiedy to PiS uzyskując aż 7,64 mln głosów utracił władzę, gdyż część jego elektoratu zagłosowała na rzekomo prawicowe PJJ, które nie przekroczyło progu wyborczego.

Co należy zrobić aby uniknąć sytuacji, w których wyniki wyborów nie odzwierciedlają rzeczywistych poglądów wyborców, nie są „lustrem politycznym” społeczeństwa? Należy zmienić ordynację. W wielu kwestiach można to zrobić zwykłą ustawą, czyli zwykłą większością w sejmie. W ten sposób wprowadzono jednomandatowe okręgi wyborcze do senatu. Sejm, w którym PO miała zwykłą większość, uchwalił w 2011 roku ustawę, którą podpisał prezydent Komorowski. Konstytucja stanowi jedynie, iż wybory do sejmu mają być proporcjonalne, ale nie narzuca metody d’Hondta, czy progów wyborczych. Te kwestie regulują zwykłe ustawy. Można zatem zapytać, dlaczego prawica mając przez 8 lat większość w sejmie i swojego prezydenta, nie zmieniła ordynacji wyborczej? I tu można odwołać się do przykładu Węgier. Przez kilka kadencji Orbán korzystał na wadliwej ordynacji. Zdobywał większość konstytucyjną, mimo, iż nie miał tak dużego poparcia społecznego. Aż w końcu mechanizm ten obrócił się przeciw niemu. Tracąc kilka procent poparcia utracił kilkadziesiąt procent mandatów. Poległ od własnej broni. W Polsce mogło zadziałać podobne rozumowanie, skoro wygrywamy przy wadliwych regułach, to nie zmieniajmy tych reguł, bo one nam służą. Jak widać służą do czasu.

W obecnym sejmie, przy obecnej koalicji rządzącej, zmiany ordynacji nie są możliwe. W najbliższych wyborach, w najbliższych zawodach, trzeba grać według takich reguł jakie obowiązują obecnie. Osoby aspirujące do polityki powinny być tego świadome. To nie czas na podziały, to czas na zjednoczenie. Wybory muszą być sprowadzone do „plebiscytu”, kto za Polską silną i suwerenną a kto za Polską zadłużoną i podległą. Wybory do sejmu muszą stać się podobne do II tury wyborów prezydenckich, w których łączą się wyborcy popierający danego kandydata, z tymi wyborcami, dla których ten kandydat jest mniejszym złem niż jego konkurent. To sojusz wyborców a nie polityków. To wybory, w których każdy głos się liczy, bo żadnego głosu nie przekreśla metoda d’Hondta.

A jeżeli politycy nie sprostają wymaganiom czasu? jeżeli zamiast zrobić krok do tyłu, dla dobra Polski, będą przeć do podziałów, lansować swoje ugrupowania, prowadzić do rozbicia głosów? W takiej sytuacji to wyborcy muszą okazać się mądrzejsi od polityków, to my musimy być mądrzejsi od polityków. Nie możemy zmarnować ani jednego głosu, nie możemy głosować na mniejsze ugrupowania, bo ordynacja wyborcza zadziała tak jak na Węgrzech, wzmocni głos tych co się zjednoczą a osłabi głos podzielonych. Czy wyciągniemy wnioski z węgierskiej lekcji?

Ktoś może powiedzieć, iż to zamyka drogę nowym, początkującym politykom, konserwuje stare układy. To ja zapytam, czy piłkarz, który chce zrobić karierę, zakłada własny klub? Czy raczej zgłasza swój akces do już funkcjonującego, znanego klubu. Tam musi się wprawdzie przebijać przez stare układy i przyzwyczajenia, musi zdobywać uznanie trenera, który przyzwyczaił się do swojego żelaznego składu. Ale jeżeli rzeczywiście jest dobry, jeżeli ma talent, to przyjdzie jego czas i przyczyni się do zwycięstwa całej drużyny. jeżeli założy własny klub, to może szybciej stanie się gwiazdą, ale jedynym jego sukcesem może okazać się odebranie punktów zaprzyjaźnionej drużynie i pozbawienie jej szans na mistrzowski tytuł.

Marcin Bogdan

***

Od redakcji:
Przypominamy, iż można nabyć książkę Marcina Bogdana "OSTATNIE LATA POLSKI W FELIETONACH"

Osoby, które są zainteresowane posiadaniem książki, prosimy o dobrowolną wpłatę na cele statutowe Stowarzyszenia Solidarni2010 oraz złożenie zamówienia na adres [email protected], podając jednocześnie informację na jaki adres ma być wysłana przesyłka. W przypadku odbioru w paczkomacie, prosimy o podanie nr telefonu i miejsca odbioru.

Oto nr konta:

67 2490 0005 0000 4520 4582 2486

Książka wydana została staraniem i środkami członków Stowarzyszenia Solidarni 2010 w ramach działań statutowych.

Читать всю статью