Marcin Bogdan: Rozumienie słów

solidarni2010.pl 1 день назад
Felietony
Marcin Bogdan: Rozumienie słów
data:14 października 2026 Redaktor: GKut

Ludzie, aby się porozumieć, muszą posługiwać się językiem, który będzie uniwersalnym narzędziem komunikacji między różnymi narodami czy grupami etnicznymi. Począwszy od III wieku przed Chrystusem takim językiem była odmiana greki nazywana koiné, czyli „wspólna”. Greka koiné stała się w tamtych czasach globalnym językiem basenu Morza Śródziemnego. Właśnie w tym języku został spisany Nowy Testament, w tym języku modlili się pierwsi chrześcijanie.

Wraz z podziałem Cesarstwa Rzymskiego w roku 395 na dwa niezależne państwa, jedno ze stolicą duchową w Rzymie, a drugie ze stolicą w Konstantynopolu, w części zachodniej rolę języka uniwersalnego zaczęła przejmować łacina. Z czasem łacina stała się uniwersalnym językiem dla całej Europy, służyła do komunikowania się między poszczególnymi państwami i narodami. Na terenach Polski łacina rozpowszechniła się bezpośrednio po przyjęciu chrztu i ukształtowaniu państwowości w roku 966, a językiem urzędowym pozostawała do czasów rozbiorów.

Łacina stała się też powszechnym językiem chrześcijaństwa. Po łacinie odprawiano Msze Święte, sprawowano nabożeństwa i głoszono kazania. Od czasów reformacji w XVI wieku protestanci stopniowo odchodzili od łaciny na rzecz języków narodowych. W Kościele katolickim liturgię sprawowano niemal wyłącznie po łacinie, aż do Soboru Watykańskiego II, który obradował w latach 1962–1965. Sobór wprawdzie nie zabronił sprawowania liturgii po łacinie, ale dopuścił odprawianie Mszy Świętych w językach ojczystych, co w praktyce bardzo gwałtownie wyeliminowało łacinę z liturgii Kościoła katolickiego. Łacina, podobnie jak greka, przestała być językiem porozumiewania się między narodami, przestano jej uczyć, przestano ją rozumieć, a Kościół katolicki zaczął wręcz eliminować łacinę ze swojej liturgii poprzez różne regulacje czy choćby formalne zakazy.

I kiedy już rozumienie słów po łacinie wśród ludzi zanikło, kiedy łacina stała się dla ludzi obca i całkowicie niezrozumiała, do obiegu społecznego wprowadzono łacińskie słowo „aborcja”. Brzmi wszak niegroźnie, bo niezrozumiale. Słowo aborcja pochodzi z łaciny (abortus, abortio) i oznacza „poronienie zamierzone”, czyli świadomie wywołane. Wywodzi się od czasownika „aboriri”, co w łacinie znaczyło „poronić”, „zniknąć”, „zginąć”. jeżeli ktoś ginie na skutek czyjegoś zamierzonego działania, to jest to nic innego jak zabójstwo, nic innego jak morderstwo. Skoro „Polacy nie Gęsi, iż swój język mają”, to dlaczego w tej kwestii, dlaczego akurat w tej sprawie, używamy określenia łacińskiego? Zasłaniamy się łaciną w nadziei, iż złagodzi i ucywilizuje to, co naprawdę kryje się za tym określeniem?

Dlaczego lekarze czy politycy mówią o aborcji, a nie o zabijaniu, mordowaniu? Dlaczego lekarz pyta polską kobietę po łacinie, czy chce dokonać aborcji, zamiast spytać po polsku, czy chce zabić swoje dziecko? Dlaczego księża, w kazaniach i konfesjonałach, używają tak źle widzianej w Kościele łaciny i mówią o aborcji zamiast mówić o zabijaniu? Kilka dni temu, 8 października, Sejmowa Komisja Nadzwyczajna, uwaga, ds. „aborcji”, przyjęła dwa projekty ustaw „aborcyjnych”. Używanie tych łacińskich określeń przez posłów koalicji 13 grudnia nie dziwi. Mam wrażenie, iż większość z nich nie rozumie, co mówi. Mają się za „Europejczyków”, więc używają obcych słów, których znaczenia nie rozumieją. Ale dlaczego prawicowe media, powinienem adekwatnie napisać, dlaczego polskie media, a także media katolickie, używają łaciny, zamiast informować, iż 8 października Sejmowa Komisja Nadzwyczajna ds. zabójstw przyjęła dwa projekty ustaw o zabijaniu dzieci? Dlaczego?

W ostatnich dniach na mój adres mailowy oraz na mój telefon przyszło mnóstwo apeli wyrażonych słowami: „zatrzymaj aborcję”. Gdzie my żyjemy, kim my jesteśmy, iż chowamy się za łacińskimi określeniami? Polakami? Ja mówię i piszę po polsku, zatem apeluję po polsku: czytelniku, zatrzymaj zabijanie, zatrzymaj zabijanie dzieci.

Nie, to nie przypadek, iż zabijanie dzieci próbuje się ukryć pod łacińskim słowem „aborcja”. Z tego samego szatańskiego podszeptu, do obiegu społecznego wprowadzono słowo „eutanazja”. To określenie pochodzi nie z łaciny, ale z greki. Słowo euthanasia (εὐθανασία) to efekt połączenia dwóch greckich słów: „eu” – dobrze, pięknie, oraz „thanatos” – śmierć. Czyli określenie eutanazja oznacza dobrą śmierć. A czym jest dobra śmierć? Dobra śmierć to śmierć naturalna, szybka i wolna od cierpienia. Dobra śmierć to taka, która przychodzi naturalnie, na starość, bez długiej i bolesnej agonii. Skoro dobra śmierć, to śmierć naturalna, to czy dobrą śmiercią można określić śmierć komuś zadaną? Przecież to absurd. Ocena śmierci, czy była dobra, czy nie, jest kwestią bardzo subiektywną. adekwatnie jedyną osobą, która ma prawo do obiektywnej oceny, jest sam umierający. Oceny innych osób będą zawsze subiektywne, będą życzeniowe, będą formą pocieszenia dla tych, co utracili kogoś bliskiego. Jak zatem w ogóle można mówić o dobrej śmierci, gdy śmierć zadaje inna osoba i ta inna osoba potem ją ocenia? Skoro zadajemy komuś śmierć, to dopuszczamy się zabójstwa. Dlaczego zatem nie mówimy po polsku, czy chcesz, by ktoś cię dobrze zabił? Dlaczego dajemy lekarzowi, dajemy drugiemu człowiekowi, dajemy innej osobie prawo do dobrego zabijania? Dlaczego ukrywamy ten fakt pod obcym, greckim słowem eutanazja? Bo to złagodzi i ucywilizuje to, co naprawdę kryje się za tym określeniem?

Skala zabijania dzieci jest porażająca, a sposób dokonywania zabójstw jest najczęściej barbarzyński. Od strony stanowienia prawa pozwalają na to ci sami ludzie, którzy chcą nam ustawowo zagwarantować dobrą śmierć. Należy zadać pytanie, czy nie zmierzamy nieuchronnie do czasów, w których podstawowym, niezbywalnym prawem człowieka będzie interficerowanie. To określenie wprost z łaciny. Przecież niepoprawnie byłoby mówić po polsku, iż wolno kogoś zabić, iż każdy ma do tego prawo. Ale aliquem interficere brzmi doskonale, wpisuje się w podstawowe prawa współczesnego człowieka, prawdziwego homoeuropejczyka. Będziemy musieli ich interficerować, bo jak nie my ich, to oni interficerują nas. Takie prawo, takie będziemy mieli prawo, prawo zbójeckie, prawo europejskiej dżungli. Chyba iż powstrzymamy zabijanie dzieci, chyba iż powstrzymamy ustawowe prawo do dobrej śmierci. Zróbmy to, zanim nas interficerują. To ostatni dzwonek.

Marcin Bogdan

* * *

Od redakcji:

Przypomianmy, iż można nabyć książkę Marcina Bogdana "OSTATNIE LATA POLSKI W FELIETONACH"

Osoby, które są zainteresowane posiadaniem książki, prosimy o dobrowolną wpłatę na cele statutowe Stowarzyszenia Solidarni2010 oraz złożenie zamówienia na adres [email protected], podając jednocześnie informację na jaki adres ma być wysłana przesyłka. W przypadku odbioru w paczkomacie, prosimy o podanie nr telefonu i miejsca odbioru.

Oto nr konta:

67 2490 0005 0000 4520 4582 2486

Książka wydana została staraniem i środkami członków Stowarzyszenia Solidarni 2010 w ramach działań statutowych.

Читать всю статью