Marcin Bogdan: Mordercy są wśród nas

Gazeta opublikowała komentarz, w którym powiela rosyjską narrację z pierwszych dni po katastrofie. Gazeta pisze o tym, iż „wszystkie osoby znajdujące się na pokładzie zginęły wskutek rozległych obrażeń wielonarządowych”. To jakby cytat z przeprowadzonych przez Rosjan sekcji zwłok. Gazeta sugeruje też, iż "brak pozostałości materiałów wybuchowych na przedłożonych przedmiotach wskazywałby, iż nie było bezpośredniego kontaktu pomiędzy badanymi przedmiotami a materiałami wybuchowymi". Podane przez gazetę informacje były wystarczające dla Pawła Deresza, męża poseł Jolanty Szymanek-Deresz, jednej z ofiar katastrofy smoleńskiej, do wystosowania ckliwego apelu: „Jestem przerażony opieszałością prokuratury, która prawdopodobnie dysponuje już dokładnymi informacjami na temat tego, jak doszło do katastrofy. Mogłaby jednoznacznie potwierdzić, iż nie było zamachu, ale katastrofa lotnicza”. Paweł Deresz dodaje też, iż „ludziom starszego pokolenia należy się choć odrobina satysfakcji”. Czyżby ukrycie prawdy o zamachu miałoby być dla Pawła Deresza tą „odrobiną satysfakcji”?
gwałtownie się wyjaśniło, iż artykuł gazety wyborczej, ochoczo powielany przez lewicowo-liberalne media, nie był powodowany sezonem ogórkowym. To była próba działania prewencyjnego, ataku wyprzedzającego, w obliczu informacji, które krótko potem przedstawił profesor Wiesław Binienda w „Magazynie śledczym” Anity Gargas. Profesor Binienda opisał szczegółowo dwie fazy przeprowadzonego zamachu, uzupełnił brakujące ogniwa, połączył ze sobą wszystkie kropki. Ale Profesor podał też informację fundamentalną, zaskakującą i szokującą zarazem. Mówiąc o zamontowaniu w skrzydle rządowego samolotu zapalnika, elementu wyzwalającego ładunek wybuchowy, stwierdził, iż detonator ten „w nocy z 9 na 10 został uzbrojony na Okęciu w Warszawie. Te osoby, które to zrobiły w dalszym ciągu są tutaj w Polsce i w dalszym ciągu są aktywni”. Na pytanie dziennikarki: „a skąd ta pewność?” Profesor Binienda odpowiedział: „bo ja wiem kto to zrobił”. To świadczy, iż nie tylko odtworzono, udokumentowano i udowodniono przebieg zamachu, ale wskazano też, może nie tyle zleceniodawców, co bezpośrednich wykonawców zamachu. A to jest (no właśnie, czy jest?), to powinna być przełomowa informacja w śledztwie. Informacja, która nie powinna schodzić z pierwszych stron gazet, powinna być newsem we wszystkich mediach. A po mediach niesie się jedynie prewencyjny apel Pawła Deresza, aby prokuratura ogłosiła, iż nie było zamachu, tylko zwykła katastrofa.
Na końcu felietonu zamieszczam link do filmu pokazującego wyniki prac „Podkomisji do Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego TU 154-M” oraz link do wywiadu z Wiesławem Biniendą przeprowadzonego przez Anitę Gargas. Aby poznać i zrozumieć to co się stało 10 kwietnia 2010 roku, aby zrozumieć to co się wtedy stało z Polską, aby dobrze zrozumieć to co się dzieje w Polsce po dzień dzisiejszy, trzeba zobaczyć ten film i trzeba wsłuchać się w ten wywiad. Trzeba znaleźć na to czas, jesteśmy to winni Polsce. Żeby uzmysłowić Państwu o czym mowa jest w tym filmie i w tym wywiadzie, opiszę po krótce ustaloną chronologię wydarzeń, które miały miejsce 10 kwietnia 2010 roku:
- Od rana w rejonie Smoleńska emitowany był fałszywy sygnał GPS mający zmylić polskich pilotów
- Rosyjscy kontrolerzy poinformowali polskich pilotów, iż wysokość decyzyjna dotycząca lądowania dla lotniska w Smoleńsku wynosi 50 m
- Piloci TU-154M decyzję o przerwaniu lądowania i odejściu na drugi krąg podjęli jednak, zgodnie z polskimi przepisami, na wysokości 100 m
- W tym celu, po komendzie „odchodzimy”, pierwszy pilot wcisnął przycisk „uchod”, który odpowiada za uruchomienie funkcji automatycznego pilota i przejście samolotu do lotu wznoszącego
- Jednak funkcja automatycznego pilota była przeprogramowana tak, iż samolot zamiast się wznieść do góry, zanurkował w dół
- Reakcja pilotów była błyskawiczna, na poziomie jednej sekundy, pierwszy pilot gwałtownie przyciągnął do siebie wolant, przejmując ponownie manualne sterowanie samolotem
- Wywołane przeprogramowaniem przycisku „uchod” zanurkowanie spowodowało, iż samolot obniżył się o 80 m, z wysokości decyzyjnej 100 m obniżył się o 80 m, czyli znalazł się przez moment na wysokości 20 m nad ziemią, kiedy to ponownie zaczął unosić się do góry
- To była pierwsza, nieudana faza zamachu. Gdyby piloci uwierzyli w podaną przez rosyjskich kontrolerów informację, iż wysokość decyzyjna wynosi 50 m a samolot zanurkowałby 80 m ……. doszłoby do „naturalnej” katastrofy, rozbicia samolotu o ziemię, nie trzeba by było mataczyć, można by było dopuścić do badania międzynarodową komisję i zwrócić Polsce wrak samolotu.
Czy pamiętacie Państwo medialny szum, jaki się podniósł, gdy badający katastrofę niezależni eksperci zaczęli analizować działanie przycisku „uchod”? Pamiętacie, jak wmawiano opinii publicznej, iż za sterami siedział debil, który nie wiedział, iż w tym modelu samolotu przycisk „uchod” nie uruchamia autopilota? Eksperci dotknęli wtedy kluczowego zagadnienia pierwszej fazy zamachu i zadziałało znane przysłowie: „uderz w stół a nożyce się odezwą”.
- Dzięki profesjonalizmowi polskich pilotów samolot TU-154M wyrwał się ze śmiertelnej pułapki. Od wysokości 20 metrów zaczął unosić się w górę i odchodzić na drugi krąg. Wtedy rozpoczęto drugą, niejako awaryjną fazę zamachu.
- Poprzez zdalne uruchomienie zamontowanego w nocy z 9 na 10 kwietnia zapalnika, zdetonowano ładunek wybuchowy ukryty w skrzydle samolotu.
- Po oderwaniu się skrzydła, spowodowanym eksplozją, samolot zaczął się obracać kołami do góry, co wyzwoliło żyroskopowe zapalniki głównego ładunku wybuchowego zamontowanego w kadłubie samolotu podczas remontu w Samarze. Zapalniki żyroskopowe nie wymagają zasilania i samolot mógł latać bezpiecznie z tak zaprojektowanym ładunkiem wybuchowym aż do czasu nadarzającej się okazji na przeprowadzenie zamachu. Dobrze ukryty ładunek wybuchowy bez wymagającego zasilania zapalnika był niewykrywalny dla służb sprawdzających samolot przed każdym lotem.
To właśnie o zamontowaniu w skrzydle samolotu zapalnika, wymienionego w przedostatnim punkcie chronologii wydarzeń, powiedział Profesor Binienda: „ja wiem kto to zrobił”. Dlaczego dopiero teraz, po 16 latach, prowadzący śledztwo posiedli tę wiedzę? Tu należy przypomnieć, iż właśnie tej nocy, z 9 na 10 kwietnia 2010, tajemniczej awarii uległ system ewidencjonowania osób wchodzących na wojskowy teren warszawskiego lotniska Okęcie. Przypadek czy świadome zacieranie śladów?
Rozumiem, nie, to jest złe słowo, ja zdaję sobie sprawę, iż część społeczeństwa nie chce wiedzieć, kto zamordował polskiego Prezydenta, iż jest im to obojętne. Dziwię się jednak, iż także ci, którzy utracili swoich najbliższych, nie chcą wiedzieć kto ich zamordował, iż Paweł Deresz nie chce wiedzieć, kto zamordował jego żonę. Prawda o zamachu jest już znana. Ksiądz Mateusz Szerszeń w niedawnym kazaniu zacytował słowa Profesor Chantal Delsol: „W społeczeństwie nie chodzi tylko o prawdę, w dobrym społeczeństwie chodzi o to, czy ludzie wierzą prawdzie”. Dopóki w polskim społeczeństwie ludzie nie będą wierzyć prawdzie, dopóty mordercy będą spokojnie żyć wśród nas.
Marcin Bogdan
Link do filmu: Wyniki prac Podkomisji do Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego TU 154-M:
https://www.youtube.com/embed/t8AH6lwh0ZE
Linki do obu części rozmowy Anity Gargas z Profesorem Wiesławem Biniendą:
Osoby, które są zainteresowane posiadaniem książki, prosimy o dobrowolną wpłatę na cele statutowe Stowarzyszenia Solidarni2010 oraz złożenie zamówienia na adres [email protected], podając jednocześnie informację na jaki adres ma być wysłana przesyłka. W przypadku odbioru w paczkomacie, prosimy o podanie nr telefonu i miejsca odbioru.
Oto nr konta:
67 2490 0005 0000 4520 4582 2486
Książka wydana została staraniem i środkami członków Stowarzyszenia Solidarni 2010 w ramach działań statutowych.











![Obcokrajowiec bił Polkę na ulicy. Policja go nie zatrzymała, bo była to „prywatna sprzeczka” [+VIDEO]](https://kresy.pl/wp-content/uploads/2026/09/Po-dwoch-stronach-barykady-47.jpg)





