Marcin Bogdan: Czy Kościół podważa męczeństwo Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki ?

W ostatnich tygodniach, wręcz w ostatnich dniach, nastąpiła wyjątkowa intensyfikacja zdarzeń. Pojawiają się nowe informacje mające charakter przecieków ze śledztwa, pojawiają się też działania mające charakter zabezpieczania się przed tymi informacjami, mające charakter rozbrajania min przed ich eksplozją. Czy ta wyjątkowa intensyfikacja zdarzeń jest związana z zapowiadanym przez Kancelarię Prezydenta ujawnieniem aneksu do Raportu o likwidacji WSI? Trudno powiedzieć. Czas pokaże. Kto wie.
W wielkim skrócie można powiedzieć, iż wiele osób związanych ze śledztwem skłania się do wniosku, iż Ksiądz Jerzy Popiełuszko nie zginął 19 października 1984 roku. Tego dnia został przewieziony do bunkrów wojskowych w Kazuniu, gdzie poprzez tortury był nakłaniany do współpracy ze służbami, a śmierć nastąpiła dopiero po kilku dniach od porwania, 25 października 1984 roku. Wiele jest informacji na ten temat w Internecie, część materiałów ze śledztwa, w tym protokoły z przesłuchań świadków jest jawnych i dostępnych dla wszystkich. Każdy może się z nimi zapoznać i wyrobić sobie swoje zdanie. Wiele szczegółów podanych jest też w najnowszej książce prokuratora Andrzeja Witkowskiego „Bolesna tajemnica księdza Popiełuszki”. Nie będę tu szczegółowo przytaczał i omawiał tych informacji.
W dynamikę zdarzeń ostatnich dni wpisała się też zorganizowana 24 kwietnia br. przez Katolicką Agencję Informacyjną konferencja członków Rady Naukowej Muzeum Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie. W konferencji tej uczestniczyli: profesor Paweł Skibiński, przewodniczący tejże Rady, Paweł Kęska, przedstawiciel Muzeum Księdza Jerzego Popiełuszki oraz dr hab. Tomasz Konopka, dyrektor Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie. Można by oczekiwać, iż uczestnicy tej konferencji odniosą się do jawnych materiałów śledztwa zgromadzonych na przestrzeni minionych 40. lat. Nie tylko się nie odnieśli, ale wykazali się kompletnym brakiem wiedzy o przebiegu śledztwa. Profesor Skibiński twierdził, iż uczestniczący w sekcji zwłok profesor Edmund Chróścielewski nigdy nie był przesłuchany w toczącym się po 1990 roku śledztwie. Jeden z dziennikarzy, słuchaczy tej konferencji, podał prof. Skibińskiemu sygnaturę akt, gdzie dostępne są zeznania złożone przez prof. Chróścielewskiego przed prokuratorem Witkowskim. Szokujące. Cóż zatem było przedmiotem tej konferencji?
W zasobach IPN odnaleziono film, nagranie z przebiegu sekcji zwłok Księdza Jerzego Popiełuszki. Film zarejestrowany na taśmie VHS, ponad 40 lat temu, o adekwatnej do upływu czasu jakości obrazu. Film, który był przez wiele lat przechowywany w nieznanym miejscu, w nieznanych okolicznościach, przez nieznane osoby. I film ten stał się przedmiotem jednoosobowej oceny dokonanej przez dr Tomasza Konopkę. I to wnioski z analizy tego filmu dokonanej, podkreślam, jednoosobowo, przez pana Konopkę były jedynym tematem tej konferencji. Cofnięto nas o ponad 40 lat, do roku 1984, pomijając inne materiały czy dowody z ciągle toczącego się śledztwa. Do jakich wniosków doszedł doktor Tomasz Konopka po analizie tego filmu? Stwierdził co następuje: „Jeżeli stosowano tortury, to co najwyżej psychiczne, albo przesłuchania. Prawdziwe tortury zostawiają rzeczywiste obrażenia. Na ciele zmarłego nie było żadnych ran, złamań żeber, zębów ani nosa. Były tylko podbiegnięcia krwawe w skórze i mięśniach”. To haniebne słowa. To słowa, które nie powinny paść. To słowa, które nie powinny paść, a jednak padły. Pan Konopka stwierdził, iż „śmierć nastąpiła z powodu zablokowania górnych dróg oddechowych brutalnie wciśniętym do ust kneblem”, wyjaśniając, iż „brak umocowania pętli na szyi, która była tylko „przełożona” przez szyję, sugeruje iż zakładano ją na zwłoki, żywego obwiązano by solidniej, żeby nie mógł się uwolnić”. To by oznaczało, iż śmierć Księdza Jerzego była dziełem przypadku. Sprawcy chcieli zakneblować usta Księdza, by nie krzyczał, zrobili to jednak tak nieumiejętnie, iż Ksiądz przypadkiem się udusił. To haniebne. To jawne podważanie męczeństwa Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki. I to podważanie pod auspicjami katolickiego Kościoła.
Pod auspicjami Kościoła, bowiem relacja z konferencji z takim przesłaniem pojawiła się na oficjalnej stronie Archidiecezji Warszawskiej. Jak pudła rezonansowe powielały ten przekaz katolickie media, pisząc: „Nieznane wcześniej materiały potwierdzają, iż bł. ks. Jerzy Popiełuszko został zamordowany 19 października 1984, a przyczyną śmierci było uduszenie”. Jeszcze chyba nigdy we współczesnej historii Polski przekaz mediów katolickich nie był tak spójny z tym, co publikowały wrogie Polsce i Kościołowi katolickiemu media lewackie i liberalne. Widać, iż jednym i drugim, zarówno dziennikarzom katolickim jak i lewackim, zależy na tym, by przekonać czytelników, iż Ksiądz Jerzy zginął 19 października, mimo, iż wiele nowych dowodów może świadczyć inaczej. To taki sojusz katolicko - lewacki ponad podziałami. Czemu ma to służyć? Na pewno nie poszukiwaniu prawdy. Szkodliwe konsekwencje tej konferencji i tych publikacji mogą się okazać większe od konsekwencji jakie spowodował ostatni list Episkopatu z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze.
Pisałem na wstępie o intensyfikacji różnych zdarzeń w ostatnim okresie. Oto 15 kwietnia br. Archidiecezja Warszawska wydała komunikat, który wpisuje się w opisywaną narrację. W komunikacie tym czytamy: „W związku z pojawiającą się praktyką nawiedzania miejsca rzekomego przetrzymywania Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki w Kazuniu, Kuria Archidiecezji Warszawskiej przypomina, iż adekwatnym miejscem kultu Błogosławionego na terenie Archidiecezji Warszawskiej jest kościół św. Stanisława Kostki w Warszawie, na Żoliborzu”. Można zadać pytanie, czy ksiądz Prymas Józef Glemp modląc się w bunkrze w Kazuniu nie wiedział, iż adekwatnym miejscem kultu Błogosławionego jest kościół św. Stanisława Kostki? W komunikacie warszawskiej Kurii czytamy też, iż „Pielgrzymujący do grobu Błogosławionego Księdza Jerzego mogą uzyskać w tym miejscu szczególne łaski” a „pozostałe miejsca na terenie Archidiecezji Warszawskiej, powiązane z życiem lub męczeństwem księdza Popiełuszki (faktyczne lub domniemane), nie są rozpoznane przez Kościół jako miejsca święte”. Ale czy kuria może przesądzać, iż w miejscach nierozpoznanych, dodam od siebie, jeszcze nierozpoznanych, jako miejsca święte, nie można doznać szczególnych łask? Czy ważne jest miejsce modlitwy, czy raczej jej gorliwość i wiara w Bożą Łaskę i wstawiennictwo Świętych i Błogosławionych?
Wyraźnie widać, iż zbliża się jakieś przesilenie w tej sprawie. Wygląda to tak, jakby z jednej strony prawda dopominała się o pełne ujawnienie, z drugiej zaś strony próbowano temu rozpaczliwie zapobiec, zawczasu zdezawuować dowody, które mogą zostać ujawnione. Czy ma to związek z zapowiadanym odtajnieniem aneksu do Raportu o likwidacji WSI? Tego nie wiem, czas pokaże. Nie będę tu przytaczał i omawiał już ujawnionych materiałów czy składanych w śledztwie zeznań. Jest tego dużo, a najbliższe tygodnie mogą przynieść wiele nowych informacji. Odniosę się tu do innej kwestii, kwestii szalenie istotnej. Wiele osób pyta, dlaczego mianoby przetrzymywać i torturować Księdza Jerzego Popiełuszkę? Czemu to miałoby służyć? Jaki był cel? Czy zamordowanie Księdza zaraz po porwaniu nie jest logiczne i zgodne z zamierzeniami komunistycznej władzy, która chciała po prostu uciszyć Księdza?
Szukając odpowiedzi na to pytanie przypomnijmy sobie tło omawianych wydarzeń, przywołajmy sytuację krajową i międzynarodową w świetle znanych nam dzisiaj faktów.
Sytuacja międzynarodowa
W roku 1981 z inspiracji i na zlecenie Związku Sowieckiego dokonano nieudanego zamachu na papieża Jana Pawła II. Ojciec Święty powracał do zdrowia i stawał się realną przeszkodą dla komunistów w ich ideologicznym zniewalaniu ludzkich umysłów. 13 maja 1984, w pięćdziesiątnicę, a więc dokładnie pięćdziesiątego dnia po poświęceniu Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, w leżącym na obrzeżach Siewieromorska nad morzem Białym, głównym składzie amunicji radzieckiej Floty Północnej Okolnaja, doszło do eksplozji łańcuchowej. W efekcie poniesionych strat sowiecka flota utraciła kontrolę wojskową na Atlantyku i przestała się liczyć jako realna siła bojowa. Więcej na ten temat można przeczytać w mojej książce „Ostatnie lata Polski w felietonach”. Związek Sowiecki pozbawiony siły militarnej zmuszony został do działań dyplomatycznych, czego zwieńczeniem była pierestrojka ogłoszona i realizowana od marca 1985 roku przez Michaiła Gorbaczowa, nowego sowieckiego przywódcę. Gorbaczow, pozbawiony siły militarnej, musiał sobie zapewnić przewagę negocjacyjną a do tego niezbędna była dobrze umocowana agentura w różnych krajach, w tym także na Watykanie.
Sytuacja krajowa
W roku 1984 Polska, Polacy, świadomość Polaków, były przeorane czołgami Jaruzelskiego. Społeczeństwo było w głębokiej apatii, puste sklepy i brak perspektyw. Kazania Księdza Jerzego Popiełuszki nie zagrzewały do boju, były lekarstwem na beznadziejność, dodawały otuchy, pomagały przetrwać. Stan wojenny złamał Polaków, nie byli zdolni do buntu, nie stanowili zagrożenia dla władzy. Ksiądz Jerzy Popiełuszko swoją postawą, swoim nauczaniem, paradoksalnie, wyrobił sobie swego rodzaju gwarancje bezpieczeństwa. Był już zbyt znany, zbyt szanowany, by przypisać mu śmiertelne przedawkowanie alkoholu na przystanku autobusowym, jak w przypadku księdza Sylwestra Zycha. Był już zbyt znany, zbyt szanowany, by ludzie uwierzyli w zaczadzenie w wyniku pożaru, jak w przypadku księdza Stanisława Suchowolca. Był już zbyt znany, zbyt szanowany, by komunistyczna władza mogła posłużyć się nieznanym sprawcą. Kazania Księdza Jerzego Popiełuszki były niewygodne dla władzy, ale śmierć lub zaginięcie Księdza, byłyby groźniejsze. Mogły wybudzić polskie społeczeństwo z apatii.
Hipoteza
W takich realiach, w takiej sytuacji międzynarodowej i wewnętrznej, krajowej, zrodził się w głowach komunistów szatański plan. Plan szatański, bo ich umysły były opętane przez szatana. Plan ten mógł wyglądać następująco. Podczas jednej z podróży Ksiądz Jerzy Popiełuszko zostaje porwany. Ale podczas porwania, jakimś cudem, z rąk porywaczy ucieka Waldemar Chrostowski, kierowca Księdza. Osoba z bliskiego otoczenia Księdza, ale w rzeczywistości konfident o pseudonimie „desperat”. Skoro Chrostowski był tajnym współpracownikiem SB, to po co uciekał? To klucz do tego szatańskiego planu, zalegendowanie całej koncepcji. Chrostowski powiadamia służby państwowe, które dzięki jego zeznaniom, dzięki jego wskazówkom, po kilku dniach odnajdują porwanego i uwięzionego Księdza. Chrostowski zostaje bohaterem, Ksiądz Jerzy zostaje uratowany zaś funkcjonariusze, którzy dokonali porwania napiętnowani a może choćby przykładnie ukarani. Po tych przeżyciach Ksiądz Jerzy decyduje się na wyjazd do Rzymu, co spotyka się z naturalnym zrozumieniem ze strony wiernych. Ze zrozumieniem i pełną aprobatą. W Rzymie staje się natychmiast bliskim współpracownikiem Ojca Świętego. Taki Kapłan, z taką historią, po takich przeżyciach, musi być bliski papieżowi, Ojciec Święty musi obdarzyć Księdza Popiełuszkę pełnym zaufaniem. Tylko nikt nie wie, iż Ksiądz Jerzy został odnaleziony i uwolniony, gdyż zgodził się na współpracę z komunistycznymi służbami. Taki był szatański plan. Dwa w jednym, pozbycie się niewygodnego Księdza z Polski i ulokowanie super agenta w bezpośredniej bliskości Ojca Świętego. Ten plan był doskonały ale się nie powiódł. Nie powiódł się, gdyż Ksiądz Jerzy Popiełuszko okazał się Niezłomny. W obliczu tortur i męczeńskiej śmierci wypełnił testament Inki, Danusi Siedzikówny, zachował się jak trzeba. Dla komunistów stał się Wyklęty. Zeznania Chrostowskiego, które miały być kluczem do tego szatańskiego planu, okazały się przeszkodą dla zatuszowania sprawy. Musiano awaryjnie stworzyć zafałszowany przebieg wydarzeń, by ukryć rzeczywiste motywy porwania. Musiano stworzyć założycielskie kłamstwo III RP.
To tylko hipoteza. Ale zanim ktoś powie, iż jedynym logicznym przebiegiem wydarzeń było zamordowanie Księdza zaraz po porwaniu, 19 października, niech przemyśli wpierw powyższą hipotezę. Jesteśmy to winni Księdzu Jerzemu, jesteśmy to winni Błogosławionemu, ufam, iż także Świętemu. Jesteśmy to winni Polsce i Kościołowi. Prawda historyczna tego od nas wymaga.
Marcin Bogdan
* * *
Osoby, które są zainteresowane posiadaniem książki, prosimy o dobrowolną wpłatę na cele statutowe Stowarzyszenia Solidarni2010 oraz złożenie zamówienia na adres [email protected], podając jednocześnie informację na jaki adres ma być wysłana przesyłka. W przypadku odbioru w paczkomacie, prosimy o podanie nr telefonu i miejsca odbioru.
Oto nr konta:
67 2490 0005 0000 4520 4582 2486
Książka wydana została staraniem i środkami członków Stowarzyszenia Solidarni 2010 w ramach działań statutowych.













