Drugi finał wielkiego turnieju i pierwsze zwyciestwo.
Niech Państwa nie zmyli zdanie wyżej.
Nie wpadam w amok i nie twierdzę, iż udział w finale jednego z bodaj dziesięciu rozgrywanych w ciągu roku tysięczników, w dodatku obsadzonego nieco słabiej od kilku innych turniejów tej rangi, jest równie wielkim sukcesem jak dostanie się do finału Wielkiego Szlema w Paryżu. Bo nie jest.
Natomiast wygranie takiego turnieju, w dodatku przez zawodniczkę, która jeszcze na początku czerwca tego roku była 114. rakietą rankingu WTA, niewątpliwie wielkim sukcesem jest. Byłoby nim również wtedy gdyby Chwalińska zajmowała wcześniej w rankingu pierwsze, dziesiąte, czterdzieste czy pięćsetne miejsce. Bo to jest obiektywnie wielka rzecz. Wcześniej tej klasy wyczynu dokonały tylko dwie największe w historii Polski tenisistki. Iga Świątek i Agnieszka Radwańska. Smaczku temu zwycięstwu dodaje zresztą fakt, iż zostało ono dodatkowo okraszone półfinałową wygraną właśnie z naszą najlepszą tenisistką, mającą w końcu od kilku lat status Naszego Dobra Narodowego, czyli Igą Świątek.
Trzeba przyznać, iż przez długi czas wyglądało, iż Polka w swoim drugim finale dużego turnieju drugi raz zejdzie z kortu pokonana. Przegrała pierwszego seta, w którym nie miała nic do powiedzenia. Rywalka grała jak w transie, a na dodatek Mai dosłownie nic nie wychodziło. Również zagrania firmowe, z których wcześniej zasłynęła.
W drugiej partii, od razu na początku, też została przełamana. Umiała jednak się pozbierać, gwałtownie odłamała rywalkę i gra się wyrównała. Chwalińska grała na pewno lepiej niż w secie pierwszym, a Kartal loty obniżyła. Ale żeby w tej fazie spotkania były jakieś podstawy do ultraoptymizmu, to nie powiem. Na szczęście w decydujących fragmentach seta fortuna i umiejętności były po naszej, czyli Mai, stronie.
W trzecim secie tracąca siły Brytyjka była co rusz zmuszana do biegania, co powodowało, iż była coraz mniej precyzyjna. Swoje zrobiło też kilka fantastycznych lobów Mai, które okazały się gwoździem do trumny Kartal. Nasza tenisistka z każdą upływającą minutą była coraz pewniejsza, natomiast z Kartal pewność siebie, której nabrała w niezwykle udanym dla siebie secie pierwszym, uleciała zupełnie. Polka bardzo pewnie wygrała seta, a tym samym całe spotkanie i turniej.
Maja Chwalińska, której po wielkim sukcesie w Paryżu niespecjalnie wiodło się w późniejszych turniejach, znów jest na ustach całego tenisowego świata. Nie ma się co dziwić. To, iż zdeklasuje Sherif można było przewidzieć. Ale oprócz tego w fantastyczny sposób odwróciła losy spotkania z Bouzkovą. Bardzo wyraźnie pokonała Jovic. Była lepsza od wracającej do dawnej dyspozycji Sakkari. Wypunktowała grającą od sierpnia znów solidny tenis Świątek. No i dzisiaj w finale po raz kolejny, mimo źle układającego się od początku spotkania, umiała nad tym zapanować i kończyć mecz na własnych warunkach.
Jutro rano WTA zaktualizuje swój ranking. I co zobaczymy? Tak, proszę Szanownego Towarzystwa. Zobaczymy w nim Maję Chwalińską otwierającą drugą dziesiątkę zestawienia! Dwie pozycje za Igą i jedno miejsce oraz 100 pkt przed uznawaną dotąd za rewelację sezonu Jovic. W rankingu Race uwzględniającym dokonania tenisistek tylko w tym roku Polka jest po dzisiejszej wygranej pozycję niżej, to znaczy dwunasta.
Nie wiem jak sobie Chwalińska poradzi w rozpoczynającym się jutro turnieju w Ningbo. Jest pewnie piekielnie zmęczona, a ma też niełatwe losowanie. Dość powiedzieć, iż po meczu z Katarzyną Kawą (gratulacje za przebrnięcie kwalifikacji, gdzie pokonała m.in.. rozstawioną z numerem jeden Snigur), który powinna jednak wygrać w cuglach, trafia na zwyciężczynię meczu Bencić z Ostapenko, a gdyby wygrała, to na Rybakinę. Ewentualny półfinał najpewniej z Jovic, a finał z Igą, jak ta się wcześniej znów o kogoś nie potknie. No to… niech się martwią Rybakina, Jovic i Świątek. No bo przecież nie, będąca na fali, Maja😊.
PS
Mieliśmy w sobotę polski półfinał. Byłoby pięknie, żeby za tydzień tenisowy świat oglądnął wreszcie polski finał. Że mniejsza ranga turnieju? Od czegoś trza zacząć😊. Pytanie co z kontuzją Igi.
PS2
Jeden polski finał już był. Linette pokonala kiedyś w Pradze Fręch. Ale ranga turnieju była niższa niż tego w chińskim Ningbo.










![Szukają 22-latka w rejonie kamieniołomu w Strzegomiu. W akcję zaangażowano strażaków i policję [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/10/Strzegom-poszukiwania-22-latka-2026.10.18-mix.jpg)


