Władze Lwowa odsłoniły przestrzeń pamięci poświęconą Irynie Farion, radykalnej nacjonalistce i językoznawczyni zastrzelonej w 2024 roku. Postać, która za życia oskarżała Polskę o okupację i sięgała po cytaty z Adolfa Hitlera, znów staje się źródłem sporu o ukraińską politykę pamięci.
Instalacja przy ulicy Masaryka
Upamiętnienie stanęło przy ulicy Masaryka, w pobliżu miejsca, gdzie w lipcu 2024 roku Farion została śmiertelnie postrzelona. Centralnym elementem jest miedziana stela z hasłami odwołującymi się do języka, wolności, narodu i siły, a obok niej kamień z dwudziestoma jej cytatami. Mer Lwowa Andrij Sadowy podkreślał, iż nie chodzi o klasyczny pomnik, przy którym raz w roku składa się kwiaty, ale o żywy element miejskiej przestrzeni publicznej, obecny w codziennym życiu mieszkańców. To świadoma decyzja, by postać działaczki wpisać na stałe w tkankę miasta.
Kim była Iryna Farion
Farion była językoznawczynią i jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy ukraińskiego radykalnego nacjonalizmu, związaną z partią Swoboda i zasiadającą w przeszłości w Radzie Najwyższej. Uczyniła z obrony języka ukraińskiego oś swojej działalności, atakując przy tym rosyjskojęzycznych rodaków, w tym żołnierzy broniących kraju. Ta bezkompromisowość przysparzała jej zarówno zwolenników, jak i licznych krytyków, którzy zarzucali jej rozbijanie jedności narodu w czasie wojny.
Cień antypolskich wypowiedzi
Dla polskiego czytelnika najważniejszy jest inny wymiar jej działalności. Farion wielokrotnie występowała z wypowiedziami wymierzonymi w Polskę, oskarżając ją o okupowanie ukraińskich ziem i Lwowa. Spierała się publicznie także z prezydentem Andrzejem Dudą. Najdalej idącym zarzutem pozostaje przywoływanie przez nią słów Adolfa Hitlera, co dla polskiej pamięci historycznej jest granicą nie do przekroczenia. Trudno o postać, która silniej uosabiałaby najbardziej konfliktowy nurt relacji polsko-ukraińskich.
Trudny sygnał dla Warszawy
Oficjalne upamiętnienie takiej działaczki przez władze dużego ukraińskiego miasta nie jest kwestią obojętną. Ukraina pozostaje partnerem i sąsiadem, któremu Polska realnie pomaga, ale wybory dotyczące pamięci mają swoją wymowę. Wynoszenie na piedestał postaci kojarzonej z antypolską retoryką i banderowskim nurtem nacjonalizmu wysyła do Warszawy sygnał trudny do pogodzenia z językiem sojuszu. To również przypomnienie, iż spór o pamięć na wschodzie bywa łatwo rozgrzewany i chętnie wykorzystywany przez trzecią stronę, dla której poróżnienie Warszawy i Kijowa jest realnym celem.
Źródło: WP Wiadomości











