Trzej europosłowie związani z Mateuszem Morawieckim, Waldemar Buda, Michał Dworczyk i Piotr Müller, mają w przyszłym tygodniu opuścić delegację PiS w Parlamencie Europejskim. Nową, trzyosobową delegacją ma kierować Müller. Dla polskiej prawicy oznacza to przeniesienie wojny frakcyjnej już do Brukseli.
Trzech europosłów poza delegacją PiS
Trzej europosłowie związani z Mateuszem Morawieckim, Waldemar Buda, Michał Dworczyk i Piotr Müller, mają w przyszłym tygodniu opuścić delegację PiS w Parlamencie Europejskim. Nową, trzyosobową delegacją ma kierować Müller. Dla polskiej prawicy oznacza to przeniesienie wojny frakcyjnej już do Brukseli.
Jak podała Interia, współpracownicy byłego premiera zapowiadają formalne wyjście z delegacji PiS w najbliższych dniach. Do Rzeczy wskazuje, iż europosłowie mają stworzyć własną delegację w ramach Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Według tych relacji chodzi o Budę, Dworczyka i Müllera, polityków wybranych w 2024 roku z list PiS, dziś związanych ze środowiskiem Rozwój Plus.
To nie jest tylko techniczna zmiana w europarlamentarnych tabelkach. Delegacja w PE oznacza dostęp do wpływu, ustaleń, stanowisk i rozmów w grupie politycznej. Prawica, która miała w Brukseli mówić twardym głosem o suwerenności, sama pokazuje pęknięcie. Przeciwnicy Polski w unijnych kuluarach nie potrzebują lepszego prezentu.
Nowogrodzka traci monopol na szyld
Rozłam dojrzewał od tygodni. Interia przypomina, iż 13 sierpnia komisja dyscyplinarna PiS usunęła z partii parlamentarzystów lojalnych wobec Morawieckiego. Europosłów nie można było potraktować tym samym mechanizmem, ponieważ formalnie pozostawali w delegacji PiS w Parlamencie Europejskim. Teraz ta przeszkoda ma zniknąć.
DN opisywał już wcześniejszy etap tego procesu, gdy sąd partyjny wykluczył polityków Rozwoju Plus. Tamta decyzja zamknęła okres udawanej jedności. Obecny ruch w Brukseli dopowiada resztę: obóz byłego premiera chce mieć własną podmiotowość, a nie tylko miejsce przy cudzym stole.
Dla Jarosława Kaczyńskiego to problem poważniejszy niż kolejny personalny spór. PiS przez lata budował obraz partii wodzowskiej, zdyscyplinowanej i odpornej na pęknięcia. Teraz bunt nie kończy się na krajowych klubach i konferencjach. Wychodzi tam, gdzie liczy się międzynarodowa pozycja polskiej prawicy.
EKR i polska stawka w Brukseli
Kontekst europejski jest tu kluczowy. Euronews pisał 29 lipca, iż Morawiecki zrezygnował z funkcji przewodniczącego partii EKR, a obowiązki po nim przejął Carlo Fidanza z włoskich Braci Włochów. Ten sam tekst wskazywał, iż polska delegacja PiS w grupie EKR liczyła 20 europosłów, a Buda, Dworczyk i Müller należeli do grona polityków związanych z Rozwojem Plus.
Piotr Müller na stronie Parlamentu Europejskiego figuruje jako europoseł obecnej kadencji. Politycznie ma być teraz twarzą nowej delegacji. To znamienne. Były rzecznik rządu Morawieckiego nie jest postacią przypadkową, ale człowiekiem od komunikatu, dyscypliny i tłumaczenia linii obozu.
Jeżeli trzyosobowa delegacja pozostanie w EKR, nie będzie to odejście z konserwatywnej rodziny europejskiej, ale odejście spod szyldu PiS. Różnica jest zasadnicza. Morawiecki próbuje mówić: wartości podobne, centrum dowodzenia inne. Dla wyborcy prawicy brzmi to jak zapowiedź długiego sporu o to, kto ma prawo reprezentować interes narodowy w Brukseli.
Wojna na prawicy kosztuje Polskę
Ten spór ma realną cenę. Unia Europejska jest dziś miejscem nacisku na państwa narodowe: od polityki migracyjnej, przez Zielony Ład, po próby przesuwania kompetencji w stronę centrum. Polska prawica powinna tam walczyć o suwerenność, przemysł, granice i swobodę decyzji państwa. Zamiast tego część energii idzie na wewnętrzne rozliczenia.
Nie chodzi o sentymentalną tęsknotę za jednością za wszelką cenę. Jedność bez programu i charakteru jest pusta. Ale rozłam bez planu państwowego bywa luksusem, za który płacą wyborcy. DN pisał przy okazji rozejmu między Republiką a Rozwojem Plus, iż prawica płaci za własną wojnę również w przestrzeni medialnej. Bruksela jest kolejnym frontem tego samego kryzysu.
Morawiecki buduje obóz, który chce wyjść z cienia PiS. Nowogrodzka próbuje utrzymać kontrolę nad marką, strukturą i lojalnością. Obie strony wiedzą, iż spór nie dotyczy jedynie mandatów. Chodzi o przywództwo po epoce dominacji Kaczyńskiego, o język gospodarki, migracji, Europy i państwa.
Bruksela nie wybacza słabości
Najgorsze byłoby teraz udawanie, iż sprawa nie ma znaczenia. Ma. W Parlamencie Europejskim liczą się bloki, liczby, kontakty i zdolność do szybkiego uzgadniania stanowisk. o ile polski głos konserwatywny rozchodzi się na kilka mikrocentrów, łatwiej go rozgrywać. Bruksela zna tę metodę bardzo dobrze.
Polacy potrzebują w PE ludzi, którzy rozumieją, iż Unia nie jest celem samym w sobie. Jest polem walki o kompetencje, pieniądze, regulacje i bezpieczeństwo. Rozłam PiS może przynieść odświeżenie, jeżeli powstanie z niego poważna siła państwowa. Może też skończyć się rozdrobnieniem, które ucieszy liberalne centrum i federalistów.
Trzech europosłów to niewielka liczba, ale czasem właśnie małe pęknięcie pokazuje stan całej konstrukcji. Polska prawica musi zdecydować, czy chce spierać się o szyldy, czy odzyskać zdolność działania w interesie narodowym. Bruksela nie czeka, aż polskie frakcje skończą rodzinny proces rozwodowy.
Źródło: Interia, Do Rzeczy, Euronews, Parlament Europejski
Źródło: Interia Wydarzenia












