Listy do redakcji Angory (31.05.2026)

angora24.pl 1 час назад

„Ja też w sprawie SAFE!” (1)

Problemy z liczeniem?

W 18. numerze ANGORY ukazał się list p. Grzegorza Koniecznego pt. „Ja też w sprawie SAFE!” krytykujący zwolenników tej pożyczki, do którego chciałbym się odnieść jako stały czytelnik tygodnika.

Autor tego listu bardzo ładnie przedstawił dane liczbowe dotyczące pożyczki SAFE, jednak zapomniał przy okazji równie precyzyjnie zaprezentować koszty wcześniejszego zadłużenia przez poprzedni rząd wobec USA oraz Korei Południowej na dozbrojenie naszej armii. Nic to, iż oprocentowanie tej pożyczki to 6 proc., natomiast SAFE dwa razy mniej, czyli 3 proc., nic to, iż środki z SAFE zasilą polskie firmy – SAFE jest „be” i tyle.

Nie jestem zbytnio zdziwiony, ponieważ co rusz mamy do czynienia z przejawami braku wiedzy na poziomie szkoły podstawowej przedstawicieli obecnej opozycji, bo jak inaczej nazwać tych, którzy uważają, iż 3 jest większe od 6 lub próbują udowodnić, iż NBP jest na plusie, podczas gdy faktycznie strata NBP za rok 2025 wyniosła „zaledwie” 35,7 mld zł. Podobno z pustego i Salomon nie naleje, ale co tam, „Polak potrafi”. Natomiast lansowana w tej chwili sprzedaż złota celem pozyskania środków dla wojska byłaby w perspektywie bardziej kosztowna niż SAFE i niekorzystna dla Polski w obecnej sytuacji geopolitycznej.

Niedawnym potwierdzeniem mojej tezy o problemach z podstawami liczenia u przedstawicieli wspomnianej formacji była rozmowa dziennikarza z posłem PiS Markiem Astem, który nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, ile jest 8 x 7. Nic dziwnego, iż potem trudno odróżnić trzy od sześciu czy też plus od minusa (albo zysk od straty).

Na koniec proszę nie deprecjonować osoby prezydenta stwierdzeniem, iż „został nazwany żartobliwie Batyrem”, ponieważ on sam stworzył tę postać jako swoje literackie alter ego.

A w nawiązaniu do polecanego przez Pana Grzegorza positivum dla pana/pani K.J., ja z kolei polecam Panu Grzegorzowi kalkulator, ewentualnie abakus. WITOLD SONIEWICKI

„Ja też w sprawie SAFE!” (2)

Od matematyki do tajemnicy

Pan Grzegorz Konieczny, autor listu „Ja też w sprawie SAFE” (ANGORA nr 18) zupełnie niepotrzebnie troszczy się o zdrowie pozostałych Czytelników – korespondentów ANGORY. Zamiast tego powinien Pan odnowić swój kontakt ze szkolną matematyką i oszczędzić sobie trudów pisania.

W temacie Unii Europejskiej WIEDZA społeczeństwa polskiego na szczęście jest na tyle głęboka, iż kierując się logiką, w ponad 72 procentach jest ono przeciwne jej opuszczeniu. Odnoszę wrażenie, iż pozostałe ponad 27 proc. naiwnie WIERZY, iż wujek Putin tak tylko trochę chce się pobawić. I Pan też? W sytuacji, w jakiej znajduje się dziś Polska, snucie rozważań na temat tego, czy bubel jest bublem i czy nie można by było ze stolca bata ukręcić, czasy Becka przypomina aż za bardzo.

A co do PiS-u, to i kradł, i się zadłużał, a więcej zniszczyć i zmarnować po prostu nie zdążył.

Dane dotyczące budżetu (również obronnego) RP są podawane w mediach na okrągło. Wystarczy się rozejrzeć i posłuchać. Jedno Pańskie pytanie uważam za celnie sformułowane, a tylko adresat jest nieprawidłowy. Zagadnienie „Czy jest coś (może COŚ), o czym naród nie może wiedzieć?” odnosi się świetnie do koreańskich tajemnic posła Błaszczaka. Gdyby naród COŚ wiedział na ich temat, to program SAFE (parametry pożyczki do wygooglowania) wypadłby aż za dobrze. TADEUSZ

Robota na sto dwa

A o czym będzie mowa? O kolejnym przystanku na drodze samowolnego oddalenia się byłego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. Kiedyś nazwał się szeryfem, teraz, po zmianie władzy, czeka go paka, więc zwiał najpierw na Węgry do Orbána, a gdy i ten przegrał, skierował się do USA (tam szeryfów dostatek!). A iż od czegoś trzeba zacząć, to Sakiewicz dał mu u siebie fuchę korespondenta politycznego. Zostanę korespondentem największej konserwatywnej stacji w Europie – oznajmił Ziobro.

Jest takie powiedzenie: Sam majster, wychodząc, powiedział, iż robota będzie wykonana na sto dwa. Majstrów w dziele mieszania polityki z prawem mamy u nas aż dwóch. Pierwszym jest długoletni pisowski mieszacz Adam Bielan, który „załatwił” Ziobrze pobyt w USA. Drugi to sukcesor Ziobry – Waldemar Żurek. Często słyszymy i czytamy w prasie: Sprawa Ziobry i Romanowskiego obnaża niemoc wymiaru sprawiedliwości. To najbardziej ogólne i wygodne dla dziennikarzy stwierdzenie. No bo po co drążyć i pisać o niekompetencji, strachu, nepotyzmie czy wręcz łapówkarstwie wielu prokuratorów i sędziów?

Liczba 102 to nie tylko numer taktyczny czołgu „Rudy”, który posłużył do określenia koloru włosów Donalda Tuska, to także liczba akcji TV Republika, jaką posiada sędzia Joanna Grabowska. Ile i czy w ogóle je ma jej poprzednik Dariusz Lubowski, który nie wyznaczył posiedzenia aresztowego dla Ziobry? Pani sędzia dopiero na 4 września wyznaczyła termin rozpatrzenia wniosku o europejski nakaz aresztowania dla Ziobry. Dlaczego? Bo w składzie będzie już trzech sędziów (wszystko na wniosek obrony) i „mają do przeczytania ponad milion stron”, jak oświadczyła rzeczniczka Sądu Okręgowego w Warszawie – co jest bzdurą, ponieważ zgodnie z prawem sąd ma na to 7 dni, bez względu na liczbę stron całej sprawy. Jednak mylą się ci, którzy myślą, iż sprawa Ziobry przyschnie do wyborów.

Tak nie będzie. Będzie dalej przydatna Koalicji 15 Października w kampanii wyborczej jako przykład i ostrzeżenie przed tym, jak w systemie demokratycznym można wziąć pod but system sprawiedliwości, łamać prawo i ludzi i ciągnąć z tego korzyści, w tym materialne, dla siebie i kamratów. I pewnie trafi do podręczników dla studentów, bo nikt przed Ziobrą i po nim nie wyrządził systemowi, którym zarządzał, tylu szkód – a na koniec zwiał. Komu nawarzył tyle piwa i kto musi je wypić? Naszemu państwu i Jarosławowi K., ale jednego można być pewnym. Ziobro do naszej polityki nie wróci i wiedzą o tym już ci, którzy go wypromowali. Jest przecież tylu zdolnych i rzetelnych dziennikarzy śledczych.

Dlaczego nikt nie rozliczy sędziów za to, iż nakaz aresztowania czy też wystawienie listu gończego były „kilkumiesięczną paranoją, zamiast kilkudniowym, zgodnym z prawem działaniem”? jak napisano w sieci. Czy sędziowie są nietykalni? choćby dla mediów? Można wszystkich krytykować, ale nie sędziów? Bardzo rzadko słychać w mediach pisanych i oglądanych nazwisko sędziego obsobaczonego za jawną obstrukcję, przewlekanie czy wydawanie ezopowych wyroków. Najwięcej obrywają prokuratorzy, którzy przewlekają w nieskończoność sprawy, nie kierując ich do sądów, ale co do sędziów – cisza. Bo co?! Bo to święte krowy? Najłatwiej obwinić Tuska za brak sprawczości. No w jednym dziennikarze sprawczy są na sto dwa. Potrafią udowodnić, iż dwaj posłowie – jeden z opozycji, Ast, i drugi z KO, Kropiwnicki – są na bakier z tabliczką mnożenia. Nie wiedzieli, ile jest 7 x 8. Ha! Zawsze to jakiś sukces. K.J.

„Skromność” Trumpa

Od pewnego czasu krąży w internecie obrazek, ponoć autorstwa samego Trumpa, gdzie obok papieża występuje on sam, stylizowany na Chrystusa Miłosiernego. No, ludzie kochani, jakaż skromność bije z jego postawy i czoła! Przecież mógł się ustanowić jako PANTOKRATOR – władca całego świata, a poprzestał tylko na Synu Bożym. Takie ikony też funkcjonują w religiach kilku krajów. Ot, skromny i pobożny facet, i tyle. Udowodnił tym samym, iż wie o istnieniu takiego malowidła.

Parę dni temu odsłonięto ponad 4-metrową pozłacaną statuę Trumpa. Wprawdzie pokrytą prawdziwym złotem, ale tylko pokrytą! A mógł sobie zażyczyć, by była cała z tego kruszcu. Skromny człowiek, skromny pomnik. O innych objawach „skromności” tego człowieka nie chce mi się choćby wspominać. Nie warto. I jeszcze maleńka sugestia do naszego pierwszego obywatela w sprawie zapowiadanego referendum dotyczącego unijnej polityki klimatycznej.

Proponuję poszerzyć je o dodatkowy punkt 2., zawierający pytanie: „Czy chcesz być zezowaty, garbaty i kulawy?”. Wartość i logika mojej propozycji jest równa poziomowi i logice pytania pana prezydenta: „Czy jest pan/pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”. Nie wiem, czy treść i formę pytania wymyślił prezydent sam, czy tylko je autoryzował. Nieważne. Brzmi to jak kpina z tematu i z nas wszystkich. Pozdrawiam Redakcję i Szanownych „Czytaczy” BABCIA HELENKA

Jak i kiedy odejść z klasą

Profesor Marcin Król to historyk idei, autor książki „Klęska rozumu”, która pokazywała gromadę małych ludzi mających wielką władzę i była skróconą historią współczesnego świata, opisaną jako historia ludzkiej głupoty. Znając od lat Jarosława Kaczyńskiego, był zdecydowanym jego przeciwnikiem i określał go jako polityka z kompleksami i fobiami, uważając, iż nie ma odpowiednich, wykształconych współpracowników, a jego rządy opierają się na konfliktowaniu i chaosie. Stąd słynne, bardzo mocne określenie profesora: „Wielu wysokich urzędników państwa, łącznie z ministrami, to idioci. Nie wątpią, nie zadają pytań, nie myślą”.

Padają też mocne oceny dotyczące prezesa PiS-u: „Kaczyński i większa część jego otoczenia, choć są pewne wyjątki, to ludzie, którzy nie lubią Europy. Nie chodzi o Unię Europejską, ale pewnie o duchową wspólnotę. Nie piją wina w Toskanii, nie jedzą ostryg w Bretanii, nie znają Europy z jej dorobkiem i kulturą” (…). Kaczyński czerpie też pełnymi garściami z doświadczeń PRL, ale i III Rzeszy, i ZSRR. Uważa, iż najlepszym rozwiązaniem dla Polaków i Polski nie jest społeczeństwo obywatelskie, samorządy, ale silne państwo. O tym świadczyła jego wypowiedź sprzed lat: „… będziemy mieli silne państwo. My zniszczymy tych ludzi” (…). Niestety, mierni, ale wierni politycy i wyznawcy stanowiący „nowe elity”, według Kaczyńskiego, stanowili korpus urzędniczy, kadry spółek giełdowych, w których Skarb Państwa miał decyzyjność. To liczna grupa tzw. doradców, którzy w wielu przypadkach nie mieli zakresu obowiązków, natomiast listę płac podpisywali (…).

Te fikcyjne etaty w PKO SA kosztowały akcjonariuszy prawie 30 mln zł. „W momencie, gdy okaże się, iż zamysł objęcia całego państwa nie zostanie zrealizowany (…), pojawią się w obozie Kaczyńskiego ludzie, którzy przestaną akceptować jego projekt, dostrzegając złudzenia, jakim ulegli” – pisze autor książki. Takich spektakularnych odejść z PiS było kilka, zawsze jednak znaleźli się chętni z innych ugrupowań, aby uzupełnić te luki – korupcja polityczna to specjalność tej partii, mającej w nazwie Prawo i Sprawiedliwość. Za przykład może służyć Paweł Kukiz, który w zależności od humoru i stanu emocji startuje w wyborach z listy PiS, aby następnie tworzyć niezależny klubik poselski. Ostatnio jest to „brykanie, żeby wybić się na samodzielność” Mateusza Morawieckiego, który stanowi poważne zagrożenie dla Zakonu PC otaczającego Kaczyńskiego. Zawieszenie w prawach członka partii posła Krzysztofa Szczuckiego, któremu w głosowaniu „sumienie prawnicze nie pozwoliło inaczej”, czy wyrzucenie z klubu partyjnego senatora Jacka Włosowicza, którzy nie zgadzają się do końca z linią partii, to są incydenty, które się zauważa. W Klubie Parlamentarnym PiS-u jest też kilkunastu posłów, którym aktualna narracja polityczna partii nie do końca odpowiada, ale otwarcie tego jeszcze nie demonstrują. Od momentu wchłonięcia Suwerennej Polski przez PiS duża grupa zwolenników Ziobry, udających formalnie lojalność w stosunku do prezesa PiS-u, stanowi dla niego potężne zagrożenie, z czego on nie zdaje sobie sprawy (…).

Dzisiaj opinia publiczna i politycy zajęci są działalnością prezydenta Karola Weto Nawrockiego, projektem SAFE czy potężnym kryzysem bliskowschodnim, wywołanym przez prezydenta USA Donalda Trumpa, zapominając, iż w PiS-ie wrze i trzeba się liczyć z potężnymi ruchami personalnymi w tej partii. To tylko kwestia czasu. Przemysław Czarnek, premier in spe, jest tylko czasowym zabezpieczeniem tyłów prezesa PiS-u, ja bym na jego lojalność zbytnio nie liczył, to jeden z tych, co gra na siebie. Trzeba wiedzieć, jak odejść z klasą. „Umarł król, niech żyje król” to też mądrość, o której należy pamiętać. Nic dodać, nic ująć. Profesor Marcin Król miał w dużym stopniu rację. WARSZAWIAK

Podatek katastralny

To taki podatek, który płacisz za to, iż „coś” posiadasz. I dziś niektórzy politycy wmawiają obywatelom, iż uderzy to tylko w bogatych właścicieli trzeciego mieszkania. A ja twierdzę, iż nie minie dekada od jego wprowadzenia, a będzie trzeba płacić już od drugiej nieruchomości, potem od jednej, ale od jakiejś wartości, a na końcu będzie płacił każdy właściciel dobrostanu. Obalam ten pomysł w moich argumentacjach.

Z wrogością postrzegam ten podatek, bo to jeszcze nie czas, by choćby o nim dyskutować. Moje pokolenie wchodziło na pustynny rynek pracy lat 90., kiedy prawo własności wraz z nowym ustrojem nabrało nowego znaczenia, więc moi rówieśnicy przepracowali jakieś 25 – 35 lat. I powoli wychodzą z kredytów hipotecznych i teraz słyszą o podatku od tego, co spłacili.

Jeżeli ktoś miałby tu płacić podatek katastralny, to dopiero pokolenie naszych dzieci za jakieś ćwierć wieku, kiedy następne pokolenia będą wchodziły we włas ność jako spadkobiercy tych dobór majątkowych, w które nie włożyli ciężkiej pracy i nie spłacali drakońskich rat w bankach. Skutkiem płacenia podatku od któregoś w kolejności mieszkania będą rozdzielności majątkowe, a to jest w kontrze z istotą wspólności małżeństwa. I będzie kombinatorstwo, bo gra będzie warta świeczki. Politycy przebąkują dziś w swoich projektach, iż to dotyczy posiadania trzeciego wzwyż mieszkania – najpierw przez pierwsze 5 lat 0,5 proc., a po dekadzie do 1,5 proc., czyli przy wartości 500 tys. zł, to 2500 zł rocznie, a potem 7500 zł rocznie.

Moja logika podpowiada zaś, iż trzy mieszkania mogą nie stanowić wartości choćby 10 proc. dwóch domów. Sensem podatku katastralnego jest wartość, a nie liczba lokali! Kolejny bezsens to fakt, iż zdecydowana większość posiadająca dodatkowe mieszkania przeznacza je na wynajem. Przecież to dziś jest już opodatkowane i wynosi – w moim odczuciu – rozsądnie – 8,5 proc. Każdy wyższy próg przełoży się na koszty po stronie najemców, a przecież motorem gospodarki jest swobodna migracja. Ostatni argument do obalenia, iż ci, co mają pieniądze, blokują mieszkania, kupując je na wynajem.

Jak politycy mają szczere intencje w kwestii ożywienia rynku, to niech zdejmą podatek dochodowy od sprzedaży nieruchomości przed upływem 5 lat od jej nabycia. Może będzie przez to więcej spekulacji, ale dlaczego nie miałoby być, dlaczego osoba fizyczna nie może zarobić w tym kraju legalnie od sprzedanej swojej własności? Dlatego, iż państwo nie pobierze podatku? Państwo powinno skupić się na wsparciu wynajmu, zamiast wykładać pieniądze z budżetu do kredytów, które w pierwszej kolejności napychają pieniądze bankom i deweloperom. SEBASTIAN SZWAJLIK

Autokar pełen ekspertów

Na każdej zagranicznej wycieczce jest taki moment. Autokar dopiero wyjechał z hotelowego parkingu, a już wiadomo, iż oto powstała nowa, tymczasowa wspólnota narodowa. Polska w miniaturze. Kilkadziesiąt osób, kilka małżeństw z długim stażem, jedna energiczna wdowa, dwóch samotnych panów, jedna była księgowa, ktoś po kolejnictwie, ktoś po wojsku, ktoś po budowlance w Niemczech i ktoś, kto „całe życie robił w kulturze”. Wszyscy wyposażeni w wygodne buty, leki na nadciśnienie i poglądy na wszystko. Znajdują się też natychmiast tacy, którzy narzucają temat dyskusji.

To szczególny rodzaj rozmowy. Polak za granicą nie prowadzi zwykłej konwersacji. On organizuje nieformalny panel ekspercki. Przy śniadaniu hotelowym, pod katedrą, na łódce albo podczas postoju na toaletę rodzą się analizy geopolityczne, reformy gospodarcze i diagnozy cywilizacyjne, których nie powstydziłby się żaden think tank.

Pokolenie obecnych pozasezonowych wycieczkowiczów ma bowiem szczególne poczucie kompetencji życiowej. I trudno się dziwić. To ludzie, którzy pamiętają granice naprawdę. Nie te symboliczne, europejskie, przez które dziś przejeżdża się bez zatrzymywania, ale granice z pieczątką, stresem i celnikiem zaglądającym do bagażnika. Dzisiejszy trzydziestolatek nie zrozumie emocji związanych z przewożeniem kawy, rajstop, dżinsów czy kryształów. Dla tamtego pokolenia była to ekonomia, a tak naprawdę zwrot kosztów wycieczki. Dziś to nie działa, ale co się zarobiło kiedyś, procentuje.

Między jednym zwiedzanym kościołem a drugim pojawia się oczywiście polityka. Niezależnie od kraju, pogody i programu wycieczki. Można stać przed ateńskim Partenonem, pływać po norweskim fiordzie albo oglądać włoską bazylikę – prędzej czy później ktoś westchnie: „U nas to by tego nie potrafili zrobić”. Potem następuje narodowy rytuał krytyki polityków wszystkich opcji. W tej konkurencji panuje zadziwiająca zgoda ponad podziałami. Politycy są albo nieudolni, albo oderwani od życia, albo „wszyscy tacy sami”. Za to uczestnicy wycieczki mają rozwiązania proste, skuteczne i natychmiastowe. W ciągu pół godziny można naprawić służbę zdrowia, szkolnictwo, system podatkowy i relacje międzynarodowe.

Gdyby państwo było zarządzane przez końcowe miejsca w autokarze, Polska byłaby mocarstwem od Bałtyku po Gibraltar. interesujące są też współczesne hierarchie prestiżu. Dawniej nauczyciel był figurą niemal świętą. Dziś, gdy ktoś przyzna się do pracy w szkole, reakcja bywa pełna współczucia, jakby opowiadał o ciężkiej chorobie. Za to historyk sztuki wzbudza autentyczny respekt, choćby jeżeli jest (był) nauczycielem. Kiedy podczas zwiedzania ktoś rzuci mimochodem: „Jestem historykiem sztuki”, grupa patrzy z uznaniem, choćby jeżeli chwilę wcześniej ten ktoś pomylił gotyk z barokiem.

I jeszcze jeden temat powraca – dzieci za granicą. Niemal każdy ma córkę w Irlandii, syna w Norwegii, wnuki w Holandii albo rodzinę „pod Londynem”. Dawna emigracja zarobkowa, kiedyś traktowana jako konieczność i życiowy dramat, dziś stała się czymś zwyczajnym. Rozmowy o tanich lotach przeplatają się z opowieściami o samotności i tęsknocie. „Tam mają lepiej” – mówi ktoś z przekonaniem, po czym po chwili dodaje ciszej: „Ale wracać nie chcą”.

W tych wycieczkowych rozmowach jest coś więcej niż tylko narzekanie i gawędziarstwo. Jest doświadczenie pokolenia, które przeszło przez niedobory, kolejki, transformację, emigracje i ciągłe dostosowywanie się do nowych czasów. Dziś ci ludzie siedzą w hotelowych lobby z kieliszkiem lokalnego wina i opowiadają sobie świat. Czasem śmiesznie, czasem z przesadą, czasem z przekonaniem, iż wszystko wiedzą najlepiej. I może rzeczywiście trochę wiedzą. W końcu mało kto potrafi jednocześnie rozpoznać dobrą oliwę, ocenić sytuację geopolityczną Europy, wspomnieć przemyt alkoholu przez granicę w Cieszynie, a mimo to zdążyć na zbiórkę autokaru o siódmej rano. ANDRZEJ ZAWADZKI

Читать всю статью