Listy do redakcji Angory (01.02.2026)

angora24.pl 8 часы назад

Kibole na fali?

Są takie miasta na świecie, które w historii polityki globalnej coś znaczą. Pisze się o nich, dodając do nazw ważnych umów i traktatów. Czasami, na krótko, oceniane są pozytywnie, by za jakiś czas kojarzyć się negatywnie, np. Weimar, Jałta, Poczdam i wiele innych. Kto choć trochę uczył się historii współczesnej, ten wie, iż pierwsza połowa XX wieku z dwiema wojnami światowymi jest bogata w nazewnictwo, do którego dopisywano nazwy miast.

A czy my mamy jakieś miasto, które można by uznać za znaczące w naszej historii? Warszawa od razu kojarzy się z niechlubnym Układem Warszawskim – ale według mnie tym najważniejszym tutaj nie jest. To Gdańsk. I choć z Gdańska nie jestem, bywałem tam tylko na wycieczkach, to pozwolę sobie na własną refleksję o tym mieście w kontekście nazwisk ludzi, którzy mieli i mają przez cały czas wpływ na to, co się w moim kraju wyprawia. Pominę tu fakt rozsiewania w 1939 r. po Europie i świecie plotki, jakoby to Polacy z Gdańska nie chcieli dać Hitlerowi drogi na Prusy Wschodnie, dlatego wybuchła druga wojna światowa.

No to kogo tu mamy? Mamy Lecha Wałęsę, który, jak mówią, zmienił ustrój państwa, wygonił ruskie wojsko po wypiciu kilku kielichów z Jelcynem. A jak go wybrano na prezydenta, to musiał dopuścić jako doradców takich opozycjonistów, którzy choć trochę znali się na kapitalizmie, by po Gierku spłacać długi. Potem powstała Unia Wolności, a na jej ludziach – Platforma Obywatelska i trzej założyciele: Olechowski, Płażyński i Tusk. Mówią na niego Gdańszczanin. Rządzi już drugi raz z przerwą na Warszawiaków z Żoliborza. A iż w kapitalizmie jest tak, iż muszą być biedni, bo… muszą, to ktoś się za nimi musiał ująć.

Tu szansę zwietrzył Kościół. Bez niego nie byłoby i Wałęsy. Byli i są na tyle uważni i ważni, iż wiedzieli, z kim, kiedy i jak się ustawić, aby dla siebie coś załatwić. Kto się stawiał, ten w wyborach przegrywał. Mają już swój fundusz, emerytury, okazałe mieszkania, ziemię i miejsca krzewienia wiary, ale jakby zapomnieli o swoich owieczkach. Dziwią się dzisiaj i proszą o modlitwy o powołania. Od wieków wiadomo, iż sojusz tronu z Kościołem zawsze źle się kończył, głównie dla owieczek. Donald Tusk, kibic Lechii Gdańsk, im nie przeszkadzał, ale zajęty bronieniem banków i kapitalistów też zapomniał o biedocie. A ta wykreowała psychola, który z Jego imieniem na ustach zabił prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Znowu ten Gdańsk… Jakby tego było mało, po Dudzie kolejny kibol Lechii Gdańsk, Karol Nawrocki, został (p)rezydentem kraju (…). Choć Batyr/Nawrocki księdzem nie jest (całe szczęście!), to raczył też wybrać się po kolędzie na Jasną Górę w Częstochowie. Nienauczony wcześniej, jak działa i do czego służy mikrofon, wrzasnął sobie: „Czołem kibice!”, a ci, jak żołnierze do Zwierzchnika Sił Zbrojnych, odwrzasnęli: „Czołem panie prezydencie!”. Podwójna profanacja, bo i żołnierzy, i miejsca, które paulini zwyczajnie… sprzedali. I potem dziwią się, iż nie ma powołań i ludzi w kościołach! I to gdzie? W sali, w której kręcono (byłem w tym miejscu) wiele scen do filmu „Potop”.

Widziałem dzisiaj zdjęcie szefa wszystkich kiboli Batyra/Nawrockiego, jak wita się w tej sali czule z Tomaszem P., ps. Dragon, wielokrotnie karanym przywódcą gangu kiboli Jagiellonii Białystok. Czeka na wyrok drugiej instancji po tym, jak w 2024 r. został prawomocnie skazany na 6 lat paki za propagowanie nazizmu, kierowanie gangiem i pobicia. Czy go potem ułaskawi? Niewykluczone, jak i to, iż sędziemu skazującemu kibole zrobią jakieś kuku z autem pod ochroną SOP-u. A po co tam pojechał? Podziękować zebranym na błoniach kibolom za wsparcie w trakcie wyborów: „Także dzięki waszej odwadze oraz temu, iż stadionów nie dotknęła propaganda (bzdura!) i chwilowe ideologiczne mody, zostałem prezydentem i za to wam dziękuję”. Dziwię się, iż jeszcze swojemu ziomalowi Tuskowi nie podziękował, bo Hołowni za zaprzysiężenie nie musiał. Ten kibicuje Jagiellonii Białystok. I jak ja mam myśleć dobrze o Gdańsku?! KORDIAN

Stracona szansa

Pies przez cały czas może być trzymany na łańcuchu. Tak postanowili ci, których wybraliśmy – prezydent i popierający jego weto posłowie. Również ci parlamentarzyści, którzy nie wzięli udziału w tym głosowaniu. Zapomnieli, iż nieprzeciwstawienie się złu jest jego czynieniem. I zrobili to ludzie, którzy, składając swoje przyrzeczenie, kończyli je słowami: „Tak mi dopomóż Bóg”. Czyżby obce im były słowa Jezusa: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”. A może postać św. Franciszka również jest im nieznana? I to, kogo święty z Asyżu nazywał „braćmi mniejszymi”?

Deklaratywne chrześcijaństwo nie przeszkodziło nie tak dawno politykowi PiS przywiązać swojego psa do haka holowniczego u samochodu. I ruszyć następnie tym pojazdem, co nieszczęsny zwierzak przypłacił śmiercią w męczarniach. Ale to tylko jeden aspekt prezydenckiego weta i jego podtrzymania w Sejmie. pozostało coś, o czym – zdaje się – zarówno Pan Prezydent, jak i niektórzy posłowie zapomnieli. Dzięki ich decyzji nie weszło w życie prawo.

Można powiedzieć: jedna ustawa więcej obowiązuje lub nie. Cóż za różnica? I tu chyba jest największy problem, bo stanowiący prawo muszą wiedzieć, dlaczego ono istnieje. Prawo, wskazując czyny zabronione i zachowania oczekiwane, stanowi element edukacji społeczeństwa. W ten sposób uczy nas, jak mamy postępować. Brak zakazu stosowania przemocy wobec zwierząt to stwarzanie szansy, iż niektórzy z nas nie będą mieli oporu, by stosować ją wobec innych, słabszych od siebie. Zwierząt albo ludzi. Szanse na tę edukację właśnie straciliśmy. ROBERT KARABIN

Przedświąteczne zakupy

Wiadoma rzecz, iż jak święta, to trzeba kupić duże ilości żywności, bo to goście pewnie przyjadą. W myśl staropolskiej zasady zastaw się, a postaw się, niemal każdy kupuje więcej niż zwykle potrzeba. No, ale żeby niczego nie brakło na stole, to ten raz w roku jest wybaczalne. Ja, podobnie jak wszyscy, też udałem się na zakupy. Głównie wędlin, a ponieważ w sklepie niedużej rzeźni, gdzie zwykle się zaopatruję, była kolejka, postanowiłem kupić wędliny w Biedronce.

Wszystko wyglądało dobrze do momentu rozerwania plastikowego worka, w którym ta wędlina była, bowiem woda z szynki lała się jak z węża strażackiego, a kiedy już osuszyłem ręcznikiem papierowym to, co z szynki zostało, okazało się, iż w mięsie powstały dziury i całość nie trzyma się kupy. Myślałem, iż to jednostkowa sprawa, ale zarówno boczek wędzony, jak i baleron cechowały te same walory: woda cieknąca i w dodatku nieświeży zapach. Myślę, iż wielu klientów doświadczyło podobnej sytuacji.

Tu rodzi się pytanie: Czy nikt nie kontroluje producentów żywności, którzy zamiast wędlin sprzedają nam słoną wodę? I dlaczego nikt nie napiętnuje takiego zachowania, a handlowcy przyjmują towar do sprzedaży bez sprawdzania ich jakości? Przecież to na nich skupia się złość ludzka, bo producentów najczęściej nikt nie zna, ale gdzie ten zasrany towar kupiliśmy – wszyscy wiedzą.

Byłem pewny, iż po historii z wędlinami nic już mnie nie zaskoczy, ale się myliłem. Kupuję pomidory zawsze najlepsze, czyli polskie malinowe, układane manualnie, bo wprawdzie nie są takie, jak wyhodowane we własnym ogródku, ale też niezłe. Przed samymi świętami pojawiły się pomidory olbrzymie – ponad 0,5 kg wagi jeden, ale innych nie było, więc kupiłem trzy. I co się okazało? Kiedy rozciąłem pomidora na połowę, to woda z niego zaczęła wyciekać, wprawdzie nie w takiej ilości jak z wędlin, ale sporo, a poza tym na drugi dzień już był sflaczały i zaczął pleśnieć. Co stało się z naszymi producentami żywności? Niegdyś nasze wyroby cieszyły się znakomitą jakością w całej Europie, a dzisiaj, w pogoni za zyskiem, ludzie zatracili poczucie dumy z tego, co robią. Wstyd, panowie! WŁADYSŁAW GÓRNY

Gdy rozum śpi, budzą się demony

Nastaje czas w polskiej polityce, gdy trzeba bić w tarabany. Historia zatacza koło i brunatna zaraza zagląda do naszych okien. Po 100 latach od wstąpienia Hitlera w 1919 r. do niemieckiej partii nazistowskiej Grzegorz Braun zakłada w 2019 r. Konfederację Korony Polskiej – przemocową, skrajnie prawicową partię o charakterze: monarchistycznym, eurosceptycznym, nacjonalistycznym i antysyjonistycznym. Fizycznie walczy z symbolami wolności i solidarności, m.in. dewastując choinkę świąteczną z ozdobami do nich nawiązującymi (LGBT, konstytucji, wolnych mediów i przyjaźni polsko-ukraińskiej). Rasista G. Braun dokonuje gwałtu na rozumach wyborców hasłem o czystości narodowej: „Polska dla Polaków” i wtóruje nazistowskim potomkom oprawców, zaprzeczając komorom gazowym w Auschwitz. Z usypiającym słuchaczy pozdrowieniem na ustach – „Szczęść Boże” – fizycznie atakuje świece zapalone z okazji Chanuki (świętowanej również przez Jezusa), będące dla chrześcijan symbolem walki o wiarę i światło, przypominające o znaczeniu tolerancji i pokoju.

Jeden z głównych historyków Holocaustu Raul Hilberg twierdził: „(…) nienawiść do Żydów ewoluowała przez wieki, a ciągłość metod i celów była niespotykana. Misjonarze chrześcijaństwa twierdzili – nie macie prawa żyć między nami jako Żydzi; władcy świeccy kontynuowali – nie macie prawa żyć między nami; naziści niemieccy doszli do wersji – nie macie prawa żyć”. Jak daleko jest Braunowi do ostatniej wersji? Czy Nawrocki, idąc tropem prezydenta Hindenburga, wskaże Brauna na szefa rządu po wyborach parlamentarnych w 2027 r.?

Byłby to krok w kierunku spełnienia postulatu Brauna o zmianie ustroju państwa na model prezydencki, w którym ten powoływałby radę regencyjną (tymczasowy organ władzy zwierzchniej). Człowiek, który mógłby spróbować siłą argumentów przekonać w 2023 r. uczestników wykładu w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie do swoich chorych racji o Holocauście, użył argumentu siły, wyładowując agresję na sprzęcie i na prowadzącym wykład profesorze. Tenże cham jest twórcą spiskowych teorii, które wywiedzione są z nurtu anty… niemal do wszystkiego, ubranego w reguły demokracji. Twierdzi, iż członkostwo w UE i NATO ciągnie Polskę ku wojnie z Rosją; Polska powinna być krajem neutralnym; obecność wojsk NATO w Polsce to obca interwencja; w Polsce postępuje „judaizacja i ukrainizacja” z winy „frontu eurokołchozowo-wojenno-covidowo-chanukowego”.

Dla mnie to niskich lotów bełkot, znajdujący jednak podatny grunt wśród wyznawców teorii spiskowych i zahipnotyzowanej, przemocowej części społeczeństwa. Aforyzm Stefana Packa: „Durnym narodem rządzi się łatwiej” znany jest tym politykom, którzy wierzą, iż wyborcy przyjmą ich wypowiedzi za pewnik i bez sprawdzenia powtarzać będą brednie urągające rozumowi. Do sukcesu politycznego nie tylko G. Brauna potrzebne jest, zawinięte w sreberko, zmanipulowane kłamstwo, czyli propaganda trafiająca m.in. do odbiorców o bardzo długich przewodach myślowych, których intelekt nie pozwala na zweryfikowanie jej treści. Za całokształt dotychczasowej antypolskiej działalności w duchu „ruskiego miru” białoruska fundacja im. dezertera z polskiej armii, kierowana przez byłego pracownika białoruskiego KGB, przyznała w listopadzie 2025 r. myślącemu inaczej G. Braunowi Nagrodę Pokoju i Praw Człowieka. Gdy rozum śpi… JANUSZ

Młodzieżowe Słowo Roku

Zastanawiam się, ile z tych piętnastu słów nominowanych do plebiscytu na Młodzieżowe Słowo Roku przetrwa i wejdzie do językowego obiegu, tak jak to się stało z pocztówką – wyrazem używanym przez Polaków od przeszło stu lat. Wymyślił go Sienkiewicz biorący udział w konkursie na polską nazwę karty korespondencyjnej (z niem. Postkarte). Ukrywając się pod pseudonimem „Maria z Brzezin”, zaproponował pocztówkę, która pokonała inne słowa, takie jak: pisanka, odkrytka czy listówka. Wyraz ten powstał poprzez dodanie przyrostka -ówka do rdzenia poczt-. Jest to proste, ale niezwykle trafne rozwiązanie, bo od razu sugeruje użytkownikowi, do czego dany przedmiot służy i z jaką instytucją się wiąże, w przeciwieństwie do pisanki kojarzonej raczej z tradycją wielkanocną.

Język, oprócz przekazywania informacji, pełni szereg innych zadań, a wśród nich funkcję ekspresywną, pozwalającą na wyrażanie uczuć i stanów wewnętrznych, tak jak popularna w tej chwili essa jako wyraz psychicznego luzu. Ponadto jego rola estetyczna wpływa na skupienie się odbiorców na pięknie i formie przekazu, co jest domeną poetów i pisarzy. Natomiast funkcja identyfikacyjna pozwala zamanifestować przynależność do konkretnej grupy społecznej, a w przypadku młodzieży – wiekowej. Kiedy Sienkiewicz tworzył słowo pocztówka, dbał o to, aby Polacy mieli wspólne poprawne słowo budzące poczucie tożsamości narodowej. Dziś neologizmy młodzieżowe działają odwrotnie, służą do oddzielenia młodych od dorosłych. Dlatego dla dorosłego nowe młodzieżowe słowo to często „bełkot”, a dla nastolatka kod potwierdzający przynależność do grupy ludzi młodych. jeżeli język ma służyć budowaniu więzi z rówieśnikami, to większą wartość będą mieć dla młodych słowa kojarzące się z zabawą i dobrymi dla nich emocjami – takimi jak u rapera lub influencera.

Choć dziewiętnastowieczną prasę, w której Sienkiewicz zamieszczał utwory, i dzisiejszego TikToka dzieli przepaść technologiczna, to w obu światach można dostrzec też wspólny cel tych, którzy je tworzyli i tworzą: dążenie do znalezienia języka idealnie dopasowanego do medium funkcjonującego w ich epoce (…). Sienkiewicz walczył o polskie słowo w świecie zdominowanym przez języki zaborców. Dzisiejsi influencerzy oraz inni młodzi ludzie działają w rzeczywistości, gdzie królują język angielski i kultura globalna. Tu potwierdza się dawno temu sformułowana myśl, iż rozwój języka narodowego jest zależny od różnych czynników zewnętrznych. W czasach Sienkiewicza, cechujących się przymusem politycznym, urzędowymi były języki zaborców. Aby chronić polską kulturę, Polacy przeciwstawiali się temu, tak jak to czynił autor „Trylogii”. Współcześnie, w dobie internetu, AI i globalizacji, tworzy się hybrydy językowe oraz dokonuje zapożyczeń, szczególnie z angielskiego, po to, aby gwałtownie i sprawnie komunikować się w sieci.

Chociaż współczesna technologia może przetwarzać ogromne ilości danych, to brakuje jej tego, co mają Sienkiewicz i influencerzy: emocji i autentyczności. Nie można zapominać, iż proces tworzenia języka pozostaje domeną człowieka. To nie technologia, ale ludzki autorytet – czy to w osobie pisarza, czy współczesnego influencera – nadaje słowom znaczenie i emocjonalny ładunek. Ostatecznie to my, jako użytkownicy, decydujemy, które neologizmy przetrwają, co dowodzi, iż język jest i będzie odbiciem naszych wspólnych doświadczeń. ADAM KALIŃSKI

STOP dla ekspansji rodzaju ludzkiego

Chciałabym odnieść się piórem i kolażem do artykułów: „Lotniska na… wodzie”, „Czy wieloryby ocalą Ziemię?”, „Zwierzęta domowe idą pod młotek”, „I Bóg zabrał Bardotkę” oraz „Bóg stworzył kobietę, diabeł wymyślił BB” (ANGORA nr 2). W tych artykułach, pozornie dotyczących różnych tematów, skupiam uwagę na ludzkiej ekspansji w świecie zwierząt, obojętności na ich cierpienia fizyczne i psychiczne oraz na nielicznych próbach zmiany podejścia do zwierząt dzikich, hodowlanych, domowych, kręgowców i bezkręgowców. Jestem wdzięczna ANGORZE, iż w dziale „A to Polska właśnie” zamieściła przedruk artykułu z „Nowości” o bezdusznym poddaniu licytacji psa i kota dłużnika. Nie wchodząc w sytuację właściciela zwierząt ani emocje związane z zajęciem komorniczym jego żywych przyjaciół, potraktowanych jak mebel czy ekspres do kawy, przeraża mnie już sama myśl, co czuje ten pies i kot odebrane od właściciela, wyrzucone ze swojego miejsca na ziemi. Czy ktokolwiek zastanawiał się nad emocjami tych istot żywych?

Trudna do zrozumienia jest postawa komornika, nic jej nie usprawiedliwia i nie mogę pojąć, jak może funkcjonować tak bezduszne prawo. Z kolei artykuł „Lotniska na… wodzie”, napisany w celu pokazania rozwoju technologicznego i ewentualnych problemów, w ogóle nie podejmuje tematu wpływu takich inwestycji na ekosystem.

Potrzeba ekspansji rodzaju ludzkiego jest niezaspokojona – obejmuje lądy, morza, oceany, powietrze. My, bezmyślni ludzie, chcemy wszędzie postawić naszą stopę, by zrobić selfie, nie martwimy się, iż zostawiamy po sobie spaloną ziemię, jałowy grunt, wybetonowany krajobraz, a czasami ten krajobraz upiększony zgodnie z naszym poczuciem estetyki, wzbogacony gatunkami inwazyjnymi flory i fauny tylko po to, by zachwycać się feerią barw, nie dbając o rodzime gatunki. Na morzach i oceanach budujemy lotniska, nie bacząc na dewastację środowiska, zaś fajerwerkami, które cieszą nas krótką chwilę i z każdym rokiem muszą być głośniejsze i bardziej migotać, atakujemy bezbronną przyrodę, a na każdej wyższej górce musimy budować „podniebne wieże”, by przez kilka minut cieszyć się widokiem z góry.

Mój kolaż zatytułowałam „STOP dla ekspansji rodzaju ludzkiego”, bo mówię STOP dla krzywdzenia zwierząt, zabijania ich bronią, ale i poprzez odbieranie siedlisk. STOP dla ginięcia kolejnych zagrożonych gatunków, STOP dla nieodpowiedzialnej ekspansji człowieka, STOP dla zadawania cierpienia zwierzętom z pobudek ekonomicznych czy pychy człowieka „czyniącego sobie świat poddanym”. STOP dla wszystkich ludzkich działań, zabiegów, kaprysów zmierzających do tego, by – jak w artykule „Czy wieloryby ocalą Ziemię” – Friedlaender mógł zauważyć, „że lepiej by było, gdyby wieloryb nie musiał nam mówić: Oto wszystko, co robicie, żeby nas wykończyć”. Może zatem warto podejmować walkę w obronie tych istot zdanych na nas i w tych działaniach wziąć za przykład Brigitte Bardot, sprzeciwiającą się noszeniu futer i domagającą się „stosowania pistoletu do bezbolesnego ogłuszania zwierząt przed ubojem”. I zdobyć się na refleksję, czy rzeczywiście będziemy szczęśliwsi, gdy pozostaniemy jedynym gatunkiem żyjącym na Ziemi? KATARZYNA JANIA

Читать всю статью