Próba odsłonięcia tablicy poświęconej Róży Luksemburg w Zamościu wywołała głośną debatę na temat upamiętniania wrogów Polski. Ostatecznie tablica nie zostanie zamontowana na kamienicy przy ul. Staszica 37. Jak poinformował ratusz, powodem był brak zgody konserwatora zabytków oraz trwające prace renowacyjne na zamojskim Starym Mieście wpisanym na listę UNESCO. Co ciekawe, w obronie upamiętnienia wystąpiły nietypowe osoby.
Lider „Myśli Polskiej” flirtuje z żydokomuną w sprawie Róży Luksemburg. Najpierw jednak warto przypomnieć o co chodzi w sporze o słynną zwolenniczkę światowej rewolucji. Podczas konferencji zatytułowanej „Wolność jest zawsze wolnością dla myślących inaczej”, organizowanej w Zamościu, władze miasta ujawniły, iż zamierzają upamiętnić ją specjalną tablicą, która już raz została zdemontowana na polecenie IPN. Nowa inicjatywa wzbudziła sprzeciw środowisk politycznych i historycznych.
Instytut Pamięci Narodowej ostrzegał, iż przywrócenie tablicy może być sprzeczne z obowiązującym w Polsce zakazem propagowania komunizmu w przestrzeni publicznej. W ocenie IPN Luksemburg była działaczką komunistyczną oraz otwartą przeciwniczką polskich dążeń niepodległościowych.
Z kolei władze Zamościa argumentowały, iż tablica miałaby jedynie charakter informacyjny, przypominający o fakcie narodzin Luksemburg w tym mieście w 1871 roku. Prezydent Zamościa Rafał Zwolak podkreślał, iż dla wielu zagranicznych turystów miasto jest ważnym miejscem właśnie ze względu na jej biografię i nie oznacza to promocji jakiejkolwiek ideologii.
Spór o tablicę gwałtownie wykroczył poza lokalny kontekst i stał się elementem szerszej dyskusji o pamięci historycznej w Polsce. Lewicowy historyk Stanisław Żerko krytykował stanowisko IPN, sugerując, iż instytucja ta zachowuje się jak „policja historyczna”: „Bardzo współczuję prezydentowi Zamościa. Swoje racje przedstawił sensownie, podobnie jak jego rzecznik. W starciu z policją historyczną z IPN, watahą prawicowych dzikusów i bandą kretynów nie ma jednak szans” – napisał w serwisie X.
„Niestety te różne oświadczenia IPN to forma narzucania ludziom prawicowej wersji historii. Będę się temu przeciwstawiał, ale co ja tam mogę… Na szczęście ludzie mają te oświadczenia na ogół gdzieś” – dodał w innym swoim wpisie.
W polemikę włączyli się również deklaratywni wrogowie żydokomuny, w tym publicyści związani ze środowiskiem tygodnika „Myśl Polska”. „I tu się z prof. Żerko zgadzam – ta hucpa wokół Róży Luksemburg jest żenująca. Jestem daleko od sympatii do tej postaci, ale jest to postać historyczna, znana na całym świecie. Kiedy pracowałem w Muzeum X Pawilonu turyści z zagranicy kojarzyli tylko dwie postaci więźniów – Feliksa Dzierżyńskiego i Różę Luksemburg (w Muzeum są tabliczki przy celach, w których siedzieli). Histeria IPN jest kolejnym dowodem na szkodliwość tej instytucji” – napisał na Facebooku Jan Engelgard.
Wpisy tego typu spotkały się z ostrą reakcją części komentatorów, którzy zarzucili autorom relatywizowanie szkodliwej roli komunistycznych działaczy w historii Europy Środkowo-Wschodniej. Swoją drogą to bardzo ciekawe, iż środowisko „Myśli Polskiej”, które dotąd znane było z sentymentu raczej do chamokomuny, zaczęło brać w obronę pamięć o najsłynniejszej żydokomunistce. Przyczyn tego postępowania oczywiście nie sposób dociec, jednak wypowiedź Engelgarda stoi w jawnej sprzeczności z deklarowanym przez niego i jego środowisko, przywiązaniem do idei patriotycznej oraz niepodległości Polski.
Tablica Róży Luksemburg – przynajmniej na razie – nie powróci na ścianę kamienicy przy ul. Staszica i to bardzo dobra wiadomość. Cieszy podwójnie, gdy słyszymy kwik jawnych i ukrytych wrogów Polski.
Polecamy również: Kolumbijczyk zaatakował Polkę w Kutnie













