Lewica uderza w Silnych Razem. Partyjna armia Giertycha zjada własny obóz

dzienniknarodowy.pl 2 часы назад
Zdjęcie: Lewica uderza w Silnych Razem. Partyjna armia Giertycha zjada własny obóz


6 listopada lewicowa „Krytyka Polityczna” opisała Silnych Razem jako zdyscyplinowane internetowe zaplecze Romana Giertycha, które atakuje także dawnych sojuszników, gdy krytykują rząd Donalda Tuska. Spór wybuchł wokół protestów aborcyjnych i partii Razem. Dla Polaków stawką jest jakość debaty: czy fakty i rozliczanie władzy przetrwają napór partyjnego kibolstwa w sieci.

Krytyka przyszła z lewej strony

Tekst Wojtka Żubra Bolińskiego, opublikowany 6 listopada w „Krytyce Politycznej”, jest wymowny właśnie dlatego, iż nie powstał po prawej stronie sporu. Autor zarzuca najbardziej wojowniczym sympatykom Koalicji Obywatelskiej, skupionym wokół środowiska Silni Razem, iż traktują każdą krytykę rządu Donalda Tuska jak zdradę. Tym razem celem stała się partia Razem oraz uczestnicy protestów domagający się realizacji lewicowych obietnic dotyczących aborcji.

Nie podzielamy postulatów aborcjonistycznej lewicy. Obrona życia pozostaje dla prawicy sprawą zasadniczą. Nie trzeba jednak przyjmować programu Razem, by dostrzec mechanizm opisany przez lewicowego publicystę: część internetowego zaplecza władzy nie broni konkretnej sprawy, ale rządu i jego lidera. Gdy dawny sojusznik żąda rozliczenia obietnic, natychmiast zostaje wpisany do obozu wroga.

Od mobilizacji do partyjnego nadzoru

Autor materiału przedstawia Silnych Razem jako realnych ludzi, a nie automatyczne konta. Opisuje własne doświadczenie sprzed trzech lat z inicjatywą „Sieć na wybory”, ogłoszoną przez Romana Giertycha. Według jego relacji uczestnicy trafiali do małych grup, otrzymywali codzienne sugestie dotyczące promowanych haseł oraz materiały do publikacji. To świadectwo jednego publicysty, nie urzędowy raport o całym środowisku. Pokazuje jednak, jak może działać zdyscyplinowana mobilizacja w mediach społecznościowych.

Sama aktywność polityczna w internecie jest legalną częścią demokracji. Problem zaczyna się wtedy, gdy wspólnota zwolenników zmienia się w aparat dyscyplinowania debaty. Liczy się zgodność z przekazem dnia, a nie prawda, program lub interes obywateli. Taki mechanizm premiuje najgłośniejszych i najbardziej bezwzględnych użytkowników, choć zwykli Polacy oczekują od rządu odpowiedzi o bezpieczeństwo, ceny, usługi publiczne i sprawność państwa.

Roman Giertych jako polityczny zwornik

W ocenie autora „Krytyki Politycznej” Roman Giertych pełni funkcję nieformalnego spoiwa tej społeczności. Dla otoczenia Donalda Tuska internetowa mobilizacja może być cenna, bo pozwala narzucać temat, wzmacniać własny przekaz oraz zasypywać krytyków lawiną odpowiedzi. To przez cały czas interpretacja publicysty, ale dobrze współgra z temperaturą sporów, w których uczestniczy poseł.

Dziennik Narodowy opisywał wcześniej spór o łączenie mandatu poselskiego z obroną Mariusza Krala. Nie chodzi tu o rozstrzyganie każdej sprawy Giertycha jednym internetowym okrzykiem. Chodzi o prawo obywateli do zadawania pytań bez natychmiastowego przypisywania ich do PiS, Konfederacji czy jakiegokolwiek innego obozu. W demokracji poseł podlega ocenie publicznej. Zorganizowany aplauz tej odpowiedzialności nie unieważnia.

Wojna plemion wygodna dla władzy

Źródłowy tekst rozpoczyna się od opisu nowej odsłony konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Po interwencji i sporze o kontrolę nad Trybunałem polityczna sieć znów podzieliła obywateli na dwa wrogie plemiona. Każda ocena ma być deklaracją lojalności. Każda próba rozliczenia obu stron bywa nazywana symetryzmem.

Taki układ służy partyjnym centralom. Gdy Polacy kłócą się o etykiety, mniej uwagi zostaje na bilans rządu, stan finansów, ochronę granic lub koszty życia. Władza nie potrzebuje wtedy przekonujących argumentów. Wystarczy tłum kont gotowych nadać krytyce odpowiednią łatkę i powtarzać ją do skutku.

Prawica powinna wyciągnąć z tej historii również niewygodną lekcję. Partyjne kibolstwo nie jest wadą jednej formacji. Każde środowisko może zamienić lojalność w ślepotę, jeżeli przestanie wymagać od swoich liderów prawdy i skuteczności. Narodowy realizm nakazuje oceniać polityków według tego, co robią dla Polski, a nie według tego, jak sprawnie ich internetowe zaplecze zagłusza pytania.

Stawką jest wolność sądu obywatela

Silni Razem mogą pozostać głośnym fragmentem politycznego internetu. Nie wolno jednak pozwolić, aby rytm anonimowych kampanii wyznaczał granice polskiej debaty. Obywatel ma prawo krytykować rząd, opozycję i medialnych ulubieńców bez meldowania się w jednym z dwóch plemion.

Dla Polaków sprawa jest praktyczna. Debata zdominowana przez skoordynowany wrzask utrudnia rozliczanie decyzji, które dotykają naszych portfeli, bezpieczeństwa i wolności. Kiedy choćby lewica zaczyna alarmować, iż internetowa gwardia władzy atakuje własnych sojuszników, znak jest czytelny: partyjna lojalność pożera już treść polityki.

Źródło: Krytyka Polityczna

Źródło: Krytyka Polityczna

Читать всю статью