
Trudno sobie wyobrazić, iż Elon Musk nie ma pojęcia o technologii. Dlaczego więc snuje idiotyczne wizje kolonizacji Marsa?
Na Marsa leci się raz. Już się stamtąd nie wróci, bo ilości paliwa potrzebnej na powrót żadna rakieta nie wyniesie z Ziemi. Do przeniesienia tony z Ziemi na Marsa potrzeba 300 ton paliwa. Starship Muska ma ważyć 100 ton i zużyć 30 000 ton paliwa. Załóżmy, iż z powrotem potrzeba przetransportować „tylko” 30 ton, a biorąc pod uwagę, iż grawitacja na Marsie jest circa 3 razy mniejsza, to do przelecenia z Marsa na Ziemię potrzeba 3000 ton paliwa. Na wystrzelenie tej ilości z Ziemi potrzeba 900 000 ton paliwa. Absurd? Jak najbardziej.
Musk pewnie by odpowiedział, iż paliwo zostanie wyprodukowane na miejscu, na Marsie. Obawiam się, iż instalacja do wyprodukowania tych milionów to paliwa musiałaby ważyć jeszcze więcej.
Jak ktoś się już jednak znajdzie na Marsie, to musi być w osłonie przeciwradiacyjnej, bo Mars nie ma pola magnetycznego, które by chroniło (tak, jak Ziemia) przed promieniowaniem. Jedyne rozwiązanie, to się schować wiele metrów pod ziemią.
Mniejsza grawitacja oznaczać będzie dość szybki zanik kości i mięśni. Po pewnym czasie człowiek zwiotczeje i przestanie być dzielnym astronautą.
Podobnych idiotyzmów związanych z podróżami na Marsa jest więcej. Dlaczego więc Musk z uporem maniaka opowiada, iż to jedyne rozwiązanie dla ludzkości? Czy odwraca uwagę ludzi od rzeczy naprawdę ważnych? Chociażby od milionów Amerykanów degenerujących się od nadużywania? Albo 2 milionów siedzących w amerykańskich więzieniach?
Na marsjańskie idiotyzmy Muska dają się nabrać, niestety, także polscy dziennikarze i ludzie bez technicznego „background’u”. Co chwila czytam i słyszę, iż rozwiązaniem wielu ziemskich problemów jest kolonizacja Marsa. Ludzie! Ogłupieliście?
Michał Leszczyński













