Drugie mistrzostwo z rzędu. Zapowiedź walki o trzecie. Czy doczekamy się w końcu modelu ligi na wzór tych najlepszych, gdzie kilka drużyn nadaje ton, a mistrzostwo dla kogoś „spoza grona” to ewenement?
Krótkie spojrzenie na najlepsze ligi w Europie – Anglia: ManU, ManC, Arsenal, Chelsea, Tottenham (już nie?), Liverpool; Włochy: Inter, Juve, Milan, Napoli, czasami Lazio czy Roma. W innych nieco mniejszy wybór. Niemcy to Borussia i Bayern, próbuje dobić RasenballSport, w Hiszpanii Barca i Real, a we Francji od kilku lat PSG bezkonkurencyjne. W każdym razie zawsze ktoś jest faworytem i przed sezonem można więcej zaplanować.
W Polsce od lat mówiło się, iż taki model byłby najlepszy. Już za czasów Cupiała w Wiśle. Wtedy mówiło się obok Białej Gwiazdy o Legii czy Lechu. Teraz doszedł dobrze dopakowany Raków i również nieźle zarządzana Jagiellonia. Był moment, gdzie w czołówce co roku była Pogoń. Wydaje się jednak, iż dla drużyn z Białegostoku i Szczecina to był po prostu „dobry moment”. Fatalne zarządzanie klubem doprowadziło do spadków kluby z ogromnym potencjałem, jakimi są ciągle Lechia Gdańsk czy Śląsk Wrocław. Finansowo szansę na czołówkę mają też Widzew Łódź i Motor Lublin, ale zwłaszcza w tym drugim przypadku to może być tylko kaprys miliardera. No więc nie. Na dziś nic nie zapowiada, żeby taki model angielski czy włoski się nam urodził. Prędzej ten francuski.
Lech Poznań nie jest polskim PSG, nie zarządzają nim katarscy multimiliarderzy. Przeciwnie. Finanse Lecha są solidne, ale dlatego właśnie iż dobrze zarządzane. Za każdym razem, gdy Lech sprzedaje swoich wybijających się zawodników, z ust ich kibiców płynie krytyka pod adresem zarządu, iż ten nie inwestuje w piłkarzy zdolnych zastąpić 1-1 tych sprzedawanych. Że odkładane to jest na wszelki wypadek. Oszczędnie, po wielkopolsku. A jednak – co potwierdzają dwa ostatnie sezony – taki model ma sens.
No bo jaka jest alternatywa? Czy Lech ma takim Mońkom płacić kontrakty jak na Zachodzie i ich utrzymać na siłę w klubie? Rozdmuchać budżet na pensje tak, by na żadne inne inwestycje już nie było? Albo upierać się by wypełniali kontrakty do końca i oddawać ich za darmo? W Poznaniu znają swoje miejsce w szeregu i wiedzą, iż nie będą atrakcyjniejsi od Bayeru Leverkusen, Aston Villi czy tam choćby Bologni. Optymalizują więc finanse poprzez konsekwentnie realizowany model dżentelmeńskiej umowy (poza tą papierową) z piłkarzami.
Po drugie, to wcale nie tak, iż duże pieniądze zagrają na boisku. Niech każdy kto ma pretensję o kwoty na transfery przychodzące do Lecha, porówna sobie ile na zakupy i bajeczne pensje wydały Legia Warszawa czy łódzki Widzew. I jaki efekt? Legia nie zagra choćby w pucharach, a Widzew do końca walczył o utrzymanie. A wynik sportowy jest ważny, także z powodów finansowych. Widzew teraz będzie miał problem, bo niby kto kupi tych – jak widać – przepłaconych zawodników, żeby choć trochę obniżyć próg porażki biznesowej? Wątpliwe, by naiwni się znaleźli.
Przy takim modelu, by efektywnie zarządzać nieuniknionymi zmianami z sezonu na sezon, potrzebny jest owszem duży sztab. Skauci, analitycy no i trener-fachowiec, umiejący z tego skleić zespół. Lech Poznań obronił tytuł mistrzowski właśnie dlatego, iż wszystko to miał. I wcale nie zdziwię się, jeżeli za rok po to również sięgnie. w okresie minionym Kolejorz łączył też ligę z pucharami, bez strat dla tej pierwszej. W tym może być ciężej – oby było – bo istnieje taka szansa, iż do stolicy Wielkopolski zawita Liga Mistrzów. Życzmy sobie tego, bo wtedy faktycznie moglibyśmy postawić jakąś tezę o realnym postępie Polski w piłce klubowej. Wtedy i tylko wtedy.
Tomasz Jankowski
fot. profil fb Lecha Poznań
Myśl Polska, nr 23-24 (7-14.06.2026)












