Kuropatwy. Koniec
Słońce umykało w siwych pierzynach. Ziemia kończyła obieg, wraz z wiatrem żegnała rok.
Po polach jeszcze szeleściły kikuty mietlic.
Jechali przez śnieg. Kuropatwy tuliły się, drżące od mrozu i strachu.
Strzał! Ptaki spłoszyły się, upada czerń loków, miesza się w odwieczny kontrast. Czerwień nie farba, bo jelenie się skryły w puszczach.
Odleciały kuropatwy gonione tylko końcem roku.
Stali nad nim, nie udało mu się przejść między latami. Wrota, które o północy miały go wpuścić z weselem, północą, zamknęły się.
Mówiono o nim źle ale prawie nikomu nie było znane, iż serce zgasiła iskra przebaczenia,
*
I czym ta ziemia zgruchotana? Tylko niwą, miejscem na chwilę.
*
Kuropatwy wybrały królową o północy.












