Dmytro Kułeba, były szef MSZ Ukrainy, ostrzegł 12 września, iż podczas pełnoskalowego ataku europejskim państwom mogłoby zabraknąć rakiet obrony powietrznej już po tygodniu. W wywiadzie dla norweskiego „VG” wezwał do pilnej rozbudowy i odbiurokratyzowania przemysłu zbrojeniowego. Dla Polski oznacza to konieczność budowy własnych zapasów, produkcji i odporności, zamiast wiary w brukselskie harmonogramy.
Ostrzeżenie po doświadczeniach wojny
Dmytro Kułeba nie przedstawił publicznego audytu europejskich magazynów. Podał ocenę wynikającą z doświadczeń państwa, które od lat odpiera masowe ataki rakietowe i dronowe. Jak relacjonuje WP Wiadomości, były minister powiedział norweskiemu dziennikowi „VG”, iż przy uderzeniu na pełną skalę europejskie zapasy rakiet obrony powietrznej wystarczyłyby na tydzień. Taka diagnoza powinna uruchomić alarm w stolicach państw NATO.
Obrona powietrzna zużywa kosztowne pociski szybciej, niż pozwalają uzupełniać je pokojowe linie produkcyjne. Ukraina przekonała się o tym w praktyce, a ostatnie informacje o pilnych dostawach pocisków Patriot na Ukrainę pokazują, iż każde przekazanie uzbrojenia wymaga liczenia zapasów państwa darczyńcy. Europa zbyt długo traktowała przemysł obronny jak sektor niszowy, obciążony rozdrobnionymi zamówieniami i procedurami ciągnącymi się latami.
Przemysł zbrojeniowy ugrzązł w procedurach
Kułeba wezwał do przebudowy branży zbrojeniowej i usunięcia barier biurokratycznych. Jego argument trafia w sedno. Fabryki potrzebują wieloletnich kontraktów, ludzi, materiałów oraz pewności, iż zamówienie nie zniknie po zmianie politycznego nastroju. Dokumenty i konferencje nie przechwytują pocisków manewrujących. Robią to sprawne systemy z pełnymi magazynami.
Sama Komisja Europejska zalicza obronę powietrzną i przeciwrakietową do najpilniejszych luk. Unijna mapa gotowości obronnej do 2030 roku zakłada rozwój Europejskiej Tarczy Powietrznej, wzrost produkcji oraz skracanie terminów dostaw. Plan istnieje, ale jego najważniejsze cele są rozpisane na kolejne lata. Zagrożenie rosyjskie nie będzie czekało na zakończenie następnego etapu konsultacji.
Bruksela może pomagać w łączeniu zamówień i finansowaniu projektów, ale odpowiedzialność za obronę Polski spoczywa na polskim państwie. Przenoszenie decyzji o bezpieczeństwie do kolejnych unijnych struktur byłoby błędem. kooperacja ma wzmacniać nasze zdolności, a nie zastępować narodową kontrolę nad zakupami, zapasami i zakładami produkcyjnymi.
Polska potrzebuje magazynów i własnej produkcji
Dla Warszawy ostrzeżenie Kułeby ma wymiar bardzo konkretny. Polska leży na wschodniej flance NATO, a rosyjskie uderzenia na zachodnie regiony Ukrainy regularnie wymuszają podnoszenie gotowości naszych sił. Pokazał to choćby atak rakietowy na Kijów, który uruchomił polską obronę powietrzną. Bez odpowiedniej liczby efektorów choćby najnowocześniejszy radar i wyrzutnia stają się drogim sprzętem o ograniczonej wartości bojowej.
Państwo powinno znać realne tempo zużycia pocisków w różnych scenariuszach, zabezpieczać amunicję dla własnych jednostek i zwiększać udział polskich przedsiębiorstw w łańcuchach dostaw. Nie chodzi o gospodarczą dekorację. Krajowa produkcja daje możliwość szybszego serwisu, większą kontrolę nad dostawami i miejsca pracy finansowane z polskiego budżetu obronnego. Presja na polskie niebo ze wschodu wymaga także ćwiczeń, rozproszenia magazynów i sprawnego dowodzenia.
Tydzień, który obnaża polityczne zaniedbania
Ocena Kułeby nie jest oficjalnym stanem magazynowym Europy, bo szczegółowe dane pozostają niejawne. Jest jednak ostrzeżeniem od polityka, który jako szef ukraińskiej dyplomacji zabiegał o uzbrojenie podczas wojny o najwyższej intensywności na kontynencie od dziesięcioleci. Lekceważenie tej przestrogi byłoby skrajną nieodpowiedzialnością.
Polacy płacą na obronność wysokie rachunki i mają prawo oczekiwać gotowości mierzonej liczbą dostępnych pocisków, zdolnością ich uzupełniania oraz odpornością przemysłu. Sojusze są potrzebne. W chwili próby liczy się jednak to, co rzeczywiście znajduje się w polskich magazynach i co polskie zakłady potrafią dostarczyć bez cudzej zgody.
Źródło: WP Wiadomości.
Źródło: WP Wiadomości

















