Kuba nie wyklucza ataku ze strony USA. Hawana stawia sprawę zero-jedynkowo

natemat.pl 2 часы назад
Kuba po raz pierwszy od wielu dni tak otwarcie mówi o konieczności przygotowania armii na możliwy ruch Stanów Zjednoczonych. Wiceminister spraw zagranicznych Carlos Fernández de Cossío powiedział, iż Hawana jest w pełnej gotowości.


W rozmowie emitowanej przez NBC News Carlos Fernández de Cossío powiedział, iż Kuba historycznie potrafiła zmobilizować się jako naród wobec militarnej agresji i iż także dziś musi być gotowa na taki wariant. Jednocześnie zaznaczył, iż Hawana nie uważa ataku USA za scenariusz szczególnie prawdopodobny, ale nie może tego wykluczyć. To reakcja na zaostrzoną retorykę Donalda Trumpa wobec Kuby.

Dwa dni wcześniej prezydent Miguel Díaz-Canel podczas spotkania z zagranicznymi aktywistami mówił, iż Kuba "nie siedzi z założonymi rękami" i musi liczyć się z możliwością agresji. Prezydent napisał też później w mediach społecznościowych, iż każdy zewnętrzny agresor spotka się z "nieprzeniknionym oporem".



Tłem są rozmowy z USA, ale Kuba stawia granicę bardzo wyraźnie


Równolegle z ostrą retoryką trwa kanał rozmów między Hawaną i Waszyngtonem. Kuba potwierdziła rozpoczęcie rozmów z rządem USA w czasie, gdy wyspa pogrąża się w kryzysie gospodarczym i energetycznym pod wpływem amerykańskiej blokady na dostawy ropy. Jednocześnie Carlos Fernández de Cossío bardzo wyraźnie zaznaczył, iż charakter kubańskiego państwa, jego system polityczny oraz stanowisko prezydenta nie podlegają negocjacjom.

W tle pojawiły się doniesienia mediów amerykańskich, według których administracja Trumpa miała chcieć odsunięcia Díaza-Canela od władzy w zamian za złagodzenie części restrykcji. Kuba publicznie to odrzuciła i postawiła sprawę zero-jedynkowo: o handlu, roszczeniach czy relacjach gospodarczych rozmawiać można, ale o wymuszonej zmianie politycznego układu sił na wyspie już nie.

USA podbijają napięcie, ale wojsko odcina się od scenariusza inwazji


W obecnym kryzysie szczególne znaczenie mają słowa samego Donalda Trumpa. Prezydent w ostatnich dniach zaostrzył retorykę wobec Kuby i miał mówić o "zaszczycie" przejęcia kontroli nad wyspą. – On widzi Kubę jak potencjalną górę złota – mówił ostatnio w naTemat.pl amerykanista prof. Tomasz Płudowski.

Wcześniej Trump publicznie twierdził, iż może zrobić z Kubą "cokolwiek zechce". To właśnie te wypowiedzi w połączeniu z działaniami gospodarczymi budują w Hawanie przekonanie, iż presja USA może nie skończyć się tylko na samych sankcjach.

– Świat może przyglądać się działaniom Trumpa i ustawiać się bokiem, żeby nie dać sobie zrobić krzywdy. Natomiast przeraża bierność Amerykanów wobec wyczynów swojego Kaliguli, który poszedł na wojnę bez najmniejszego uzasadnienia. Przeraża ich ubezwłasnowolnienie i poniżenie, bo to, co robi Trump poniża i upadla Amerykę. Opowiada przy tym kompromitujące głupoty. Wobec niego już dawno powinien być uruchomiony impeachment – komentował w naTemat prof. Roman Kuźniar, były dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Akademii Dyplomatycznej MSZ.

Równolegle pojawił się jednak istotny sygnał z amerykańskiego wojska. Najwyższy dowódca nadzorujący siły USA w Ameryce Łacińskiej powiedział kongresmenom, iż armia nie ćwiczy dziś inwazji na Kubę i nie przygotowuje aktywnie militarnego przejęcia wyspy.

To pokazuje rozjazd między agresywną retoryką polityczną a oficjalnym przekazem wojskowym. Z perspektywy Hawany ten brak jawnych przygotowań wojskowych nie usuwa jednak samego zagrożenia ze strony Trumpa, skoro równocześnie rośnie presja ekonomiczna i publiczne wypowiedzi o "przejęciu" Kuby.

Читать всю статью