Kuba już płonie, Trump zaciera ręce. Ludzie ruszyli na siedzibę komunistów

natemat.pl 1 час назад
Obywatele Kuby wychodzą na ulicę by protestować przeciwko rządowi. W ruch poszły kamienie, podpalona została siedziba Partii Komunistycznej w Morón. Wyspiarski kraj nie radzi sobie z kryzysem energetycznym wywołanym przez amerykańskie sankcje i obalenie Nicolása Maduro w Wenezueli. Rozwiązaniem sytuacji ma być "przyjazne przejęcie" wyspy przez Donalda Trumpa.


W ostatnich miesiącach Kuba została odcięta od ropy naftowej. Jej flagowym dostawcą była Wenezuela, która przestała handlować surowcem po obaleniu dyktatora Nicolása Maduro. Kuba pozyskiwała ropę także z Meksyku i innych państw, takich jak Rosja i Algieria, jednak aktualnie jest to znacząco utrudnione przez działania USA. Stany Zjednoczone zapowiedziały cła na każdy kraj, który będzie sprzedawał Kubańczykom ropę.

Kuba nie posiada silnej gospodarki, jest całkowicie zależna od zewnętrznych dostaw, a sytuacja zwykłych mieszkańców powoduje exodus ludności na gigantyczną skalę. Kubańczycy coraz częściej zmagają się z brakiem prądu, paliwo jest niedostępne, państwo doświadcza intensywnej inflacji, a kryzys gospodarczy hamuje rozwój jakichkolwiek perspektywicznych branż poza turystyką. Nic więc dziwnego, iż ludność zaczyna buntować się w coraz to bardziej radykalny sposób.

Protesty na Kubie zwykle nie przyjmują bardzo radykalnych form. Obywatele boją się wyjść na ulice, z powodu silnych represji ze strony władz. Organizacje praw człowieka regularnie donoszą o naruszaniu podstawowych wolności obywatelskich, aresztowaniach, przesłuchaniach, długich wyrokach i tworzeniu presji środowiskowej na rodzinę i bliskich protestujących.



Sytuacja na Kubie jest jednak na tyle trudna, iż posunęła ludność do agresji niewidzianej na wyspie od lat. Protestujący zaatakowali siedzibę Komunistycznej Partii Kuby w mieście Morón. Demonstranci wzniecili pożar i obrzucili budynek kamieniami.

Protesty realizowane są także w innych miastach, w tym w stolicy Kuby. Studenci z Uniwersytetu w Hawanie zorganizowali także protest typu "sit-in" polegający na pokojowym okupowaniu placówki.

"Przyjazne przejęcie" to amerykański plan rozwiązania kryzysu na Kubie


Dla Donalda Trumpa Kuba jest "potencjalną górą złota", która może stanowić nie tylko kolejny krok w polityce rozszerzania amerykańskiej strefy wpływów, ale też intratny biznes. Ta rajska wyspa znajduje się zaledwie 150 kilometrów od wybrzeży USA.

Kuba wydaje się kurortem idealnym, który tylko czeka na amerykańskich inwestorów, zwłaszcza deweloperów. To kraj o pięknej architekturze, rajskiej naturze, dużym ruchu turystycznym, który jednocześnie jest niezwykle łatwym celem imperialnych zapędów ze strony USA.

Kuba jest aktualnie silnie zależna od decyzji Waszyngtonu. Ekspansyjna polityka Donalda Trumpa rzuciła tamtejszy rząd na kolana. Amerykanie proponują Kubie "przyjazne przejęcie", które nie ma żadnego oficjalnego kształtu. Prezydent wyspiarskiego państwa – Miguel Díaz-Canel zmuszony jest do szybkich działań pod presją rosnącego niezadowolenia ludności i widma nieodwracalnego upadku gospodarki. Załagodzić sytuację mają rozpoczęte rozmowy pomiędzy rządami Kuby a USA, które mogą zadecydować o losach wyspy na kolejne dekady.

Читать всю статью