30 stycznia mija 37. rocznica tragicznej śmierci kapelana białostockiej Solidarności ks. Stanisława Suchowolca. Jego patriotyczne homilie i posługa duszpasterska w środowisku opozycji antykomunistycznej ściągnęły na młodego wikarego szykany Służby Bezpieczeństwa. Choć od śmierci kapłana minęły blisko cztery dekady, to jego słowa przez cały czas pozostają aktualne. – Tak, ukochani – współczesny Polak ginie. Ginie wraz ze swoją ojczyzną. Ginie, ponieważ do swego serca zaprosił takie programy, takie ideologie, które zamknęły drzwi Chrystusowi. (…) – mówił w jednym z kazań.
Ks. Stanisław Suchowolec, 31-letni wikariusz parafii Niepokalanego Serca Maryi w białostockiej dzielnicy Dojlidy, został znaleziony martwy nad ranem 30 stycznia 1989 roku. Choć władze komunistyczne twierdziły, iż przyczyną śmierci duchownego było zatrucie tlenkiem węgla spowodowane wybuchem pożaru na plebanii, to w zasadzie nikt, kto znał ks. Suchowolca i jego działalność nie wierzył w przedstawioną wersję zdarzeń.
Młody wikary był odważnym kapłanem, który po zabójstwie swojego przyjaciela, ks. Jerzego Popiełuszki, z jeszcze większym zapałem angażował się w opiekę duszpasterską nad działaczami „Solidarności”, upamiętniał ważne rocznice patriotyczne, wygłaszał płomienne homilie. Jednocześnie podjął tradycję Mszy świętych za ojczyznę, pielęgnował pamięć o zamordowanym ks. Popiełuszce i modlił się o rozpoczęcie jego procesu beatyfikacyjnego, a także opiekował się rodzicami ks. Jerzego.
Choć rok 1989 niósł nadzieję na przełomowe zmiany polityczne, to władza komunistyczna i Departament IV MSW, który zajmował się Kościołem, kontynuował brutalne działania. Duchownymi, wiernymi, jak i ks. Stanisławem Suchowolcem, wstrząsnęła śmierć zasłużonego, 74-letniego ks. Stefana Niedzielaka, proboszcza parafii św. Karola Boromeusza na Powązkach. Ks. Niedzielak w czasie wojny był m.in. kapelanem AK, walczył w Powstaniu Warszawskim, kierował pracami Czerwonego Krzyża i Głównej Rady Opiekuńczej, poznał raporty podziemia o zamordowaniu przez NKWD polskich oficerów w Katyniu, po wojnie był kapelanem WiN, współtworzył i opiekował się wspólnotą „Rodzina Katyńska – Rodzina Polska”, jak i angażował się w działalność opozycji antykomunistycznej. Zamordowano nocy z 20 na 21 stycznia 1989 roku. „Nieznani sprawcy” najpierw brutalnie pobili kapłana, a później złamali mu kark.
Po tej śmierci, jak relacjonowali przyjaciele ks. Suchowolca, przeczuwał on, iż jego życie również jest zagrożone. – Pętla wokół mnie zacieśnia się coraz bardziej. Czuję się osaczony i zdradzony. Żyję pod ciągłą presją. Mam graniczące z pewnością przekonanie, iż bez wiedzy służby bezpieczeństwa nie mogę zrobić – dosłownie – choćby jednego kroku. Grożą mi. Przyczajeni. Starają się, bym odniósł wrażenie, iż nie będę miał spokoju ani pewności bezpieczeństwa, bo oni wciąż są w pobliżu. Bardzo blisko. W cieniu. Jakbym czuł ich oddech – miał powiedzieć do Włodzimierza Sikory, przewodniczącego Niezależnego Ruchu Społecznego Ks. Jerzego Popiełuszki.
Uroczystości pogrzebowe ks. Stanisława Suchowolca odbyły się 3 lutego i stały się wielką manifestacją patriotyczną. Młodego kapelana białostockiej „Solidarności” żegnało dwóch biskupów, ponad 150 księży, działacze „Solidarności” lokalnej i delegacje z całej Polski.
Rodzinny dom – szkoła patriotyzmu
Postawa patriotyczna ks. Stanisława Suchowolca, który urodził się 13 maja 1958 roku w Białymstoku, kształtowała się w domu rodzinnym. Młody Stanisław wzrastał w rodzinie żyjącej wiara katolicką i wypływającymi z niej wartościami, jak i świadectwem krewnych, przede wszystkim ojca. Marian Suchowolec walczył w wojnie obronnej we wrześniu 1939 roku, później włączył się w szeregi Polskich Sił Zbrojnych i brał udział m.in. w bitwie pod Monte Cassino. Rodzina Suchowolców doświadczyła dramatu okupacji niemieckiej i zniewolenia przez sowietów. Stanisław już od dzieciństwa interesował się historią Polski i miał odwagę stawiać trudne pytania. Z relacji wynika, iż w szkole miał podejmować temat Katynia, który w rządzonej przez komunistów Polsce był nie tylko zakłamywany, ale i zakazany. Był też wnikliwym obserwatorem rzeczywistości i przemian społeczno-politycznych. Wpływ na jego wiarę miała nie tylko rodzina, ale i kapłani, jak chociażby ks. Witold Pietkun, duszpasterz ludzi pracy, wielokrotnie zatrzymywany i skazywany przez władze reżimowe za obronę wartości.
W 1977 roku Stanisław Suchowolec wstąpił do Archidiecezjalnego Wyższego Seminarium Duchownego w Białymstoku. Pewną próbą dla Stanisława, alumna czwartego roku, było wprowadzenie stanu wojennego. Represje i aresztowania groziły choćby za posiadanie publikacji drugiego obiegu, a takie znajdowały się też w białostockim seminarium. To właśnie Stanisław Suchowolec zaproponował ukrycie materiałów w piwnicy rodzinnego domu. Jego postawę dostrzegli przełożeni uczelni. Był nie tylko oczytany i otwarty, ale i odważny.
W czasie nauki w seminarium Stanisław Suchowolec przejawiał również inicjatywy duszpasterskie. Jako kleryk zaczął odwiedzać dzieci niepełnosprawne intelektualnie z Domu Pomocy Społecznej w Zaściankach w Białymstoku. Za jego przykładem poszli i inni seminarzyści, a z czasem posługa wśród podopiecznych placówki nabrała charakteru stałego duszpasterstwa. Tuż po święceniach, które odbyły się jeszcze w czasie stanu wojennego w czerwcu 1983 roku, młody kapłan rozpoczął posługę wikariusza w parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli. To tutaj poznał ks. Jerzego Popiełuszkę, kapelana „Solidarności”, który stał się dla niego nie tylko wzorem duszpasterskiego i społecznego zaangażowania, ale i przyjacielem. Świadectwo tej przyjaźni odzwierciedlały też słowa ks. Jerzego, który doświadczając coraz silniejszych represji ze strony SB zapewniał swoich rodziców, iż jeżeli cokolwiek złego go spotka, to ks. Stanisław zaopiekuje się nimi.
„Jeśli odrzuca się chrześcijaństwo, odrzuca się tradycję, to samym odrzuca się naród”
Zabójstwo ks. Jerzego było wstrząsem dla ks. Stanisława i momentem przełomowym w jego posłudze duszpasterskiej. Młody kapłan był świadkiem reakcji wiernych na wiadomości o zabójstwie ks. Jerzego. Wdział postawę tych, którzy pojawiali się przed Zakładem Medycyny Sądowej w Białymstoku, skąd ks. Jerzy został przewieziony do Warszawy. Ks. Suchowolec powracał do tych dramatycznych przeżyć w kazaniach z lat 1984-1985. Jak podkreślał, w tamtym momencie „zniknęła psychoza strachu przed władzą”. – To nie były moi ukochani głosy nienawiści, to nie były głosy ślepej rozpaczy, to były głosy, to były łzy rozpaczy Polaka nad tym, iż został zamordowany Polak i został zamordowany za nic, za to, iż głosił prawdę, za to, iż chciał, aby Polak był Polakiem, a Polska Polską. I to była jego największa wina – mówił 19 listopada 1984 roku w parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli. Ks. Stanisław widział też zmasakrowaną twarz i dłonie przyjaciela. – Zrobili to ci, którzy, jak powiedział swego czasu pan minister sprawiedliwości, mają czuwać nad bezpieczeństwem księży, nad naszym bezpieczeństwem. Zrobili to ludzie ze szlifami oficerskimi! No bo gdyby jeszcze to zrobił jakiś prowincjonalny sierżancina, jakiś stójkowy, no, to można byłoby to jakoś wytłumaczyć, no, bo to niedouczony, ślepo posłuszny rozkazom, …ale zrobili to o f i c e r o w i e. Nie chcę tu stawiać żadnych pytań, nie żądam ani od was, ani od siebie. Fakt jest faktem. Ksiądz Jerzy został zmaltretowany – mówił.
Ks. Suchowolec, któremu tak bliskie były dzieje ojczyzny, rozpatrywał zabójstwo ks. Jerzego nie tylko w kontekście Ewangelii i odrzucenia Boga, ale właśnie odrzucenia tradycji narodu polskiego, który przez wieki wzrastał na fundamentach chrześcijaństwa. – Przez serce każdego Polaka przepływa cały naród, a naród to tradycja, tradycja zaś to chrześcijaństwo. A jeżeli odrzuca się chrześcijaństwo, odrzuca się tradycję, a tym samym odrzuca się naród. A więc serce tego człowieka jest puste i chociaż może w dowodzie jest zapisane – narodowość polska – to tylko czcza formalność urzędowa. W sercu takiego człowieka nie jest wypisane „narodowość”. Nie dziwmy się więc moi ukochani, iż są w naszym narodzie ludzie zdolni do tego, żeby mordować kapłanów, do tego, aby wciskać w nasze umysły jakieś pseudoideologie – podkreślał w jednym z kazań w listopadzie 1984 roku.
Jednocześnie ks. Suchowolec, w duchu ewangelicznego nauczania i przesłania ks. Jerzego, podkreślał potrzebę i rolę przebaczenia, które może stać się impulsem do zmian społecznych. – Pamiętajmy też o tym, aby męczeńska śmierć księdza Jerzego nie poszła na marne, żeby ona stała się ta iskierką w naszym narodzie, która roznieci płomień wiary, nadziei i miłości. Nie buntu ani nienawiści. To nie tędy droga! I ciągle powtarzajmy: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” – to jest postawa chrześcijanina. To jest postawa każdego Polaka. I ta śmierć człowieka, Kapłana i Polaka ma stać się dla nas tym ogniwem, które roznieci w naszych sercach płomień polskości, prawdziwej polskości. Niech ona będzie motywem naszej wiary, nadziei i miłości, nadziei na lepszą przyszłość – podkreślał.
Po zabójstwie ks. Jerzego ks. Suchowolec, zgodnie z prośbą przyjaciela, pamiętał o rodzicach ks. Popiełuszki, pielęgnował jego pamięć, organizował pielgrzymki do jego grobu. Jeszcze silniej zaangażował się w pomoc prześladowanym przez władze komunistyczne, a przede wszystkim podjął się misji kontynuowania rozpoczętych przez ks. Jerzego Mszy świętych w intencji Ojczyny. Odprawiał je w każdą drugą niedzielę miesiąca. Podniosłe uroczystości, także te upamiętniające ważne rocznice narodowe, gromadziły przedstawicieli „Solidarności” nie tylko z regionu, ale i delegacje z innych miast kraju.
„Dlaczego Polak wychowany na tak wspaniałym dorobku kultury i wiary tak daleko odszedł od tych wartości?”
Homilie ks. Stanisława Suchowolca były starannie przygotowane. Kapłan odwoływał się w nich do Ewangelii i magisterium Kościoła katolickiego, do nauczania papieży i encyklik społecznych, które podkreślały obowiązek i prawo udziału Kościoła w rozwiązywaniu trudnych kwestii społecznych. W homiliach przywoływał wydarzenia historyczne, zwycięstwa, jak i klęski, które wywarły wpływ na kształt naszego kraju i kondycję społeczeństwa. Przypominał czas, gdy Polacy walczyli nie tylko o wolność, ale o przetrwanie narodu, o wiarę, tradycję, kulturę i język ojczysty. W ich treść umiejętnie wplatał fragmenty pieśni patriotycznych i strofy poezji polskich poetów: Mickiewicza, Słowackiego Witwickiego, Asynka czy Konopnickiej. Potrafił przede wszystkim diagnozować kondycję człowieka i mechanizmy nim kierujące – (…) człowiek staje się narzędziem w ręku zła, które zalewa świat. Współczesny szatan – to drugi człowiek. To taki człowiek, który odrywa nas od tego, co najistotniejsze, od naszych korzeni. Korzeniami naszego narodu jest wiara, która wyrosła na polskiej tradycji, tej tradycji która tak głęboko wrosła w serce każdego z nas. Ojczyzna nasza od wieków była miotana przez wrogie naszemu narodowi kraje. I właśnie w tych ciężkich doświadczeniach w naszym narodzie budził się nowy płomień wiary, świadomości, iż „Polska jest Polską, a Polak Polakiem” – mówił 2 grudnia 1984 roku.
Przyczynę trudnej sytuacji Polski i Polaków upatrywał w odrzuceniu Boga i wiary, na której fundamencie powstało państwo polskie. – Tak, ukochani – współczesny Polak ginie. Ginie wraz ze swoja ojczyzną. Ginie, ponieważ do swego serca zaprosił takie programy, takie ideologie, które zamknęły drzwi Chrystusowi. (…) Ciśnie się więc nam na usta pytanie: jak to się mogło stać? Dlaczego Polak, wychowany na tak wspaniałym dorobku kultury i wiary, pozostawionym przez naszych ojców, tak daleko odszedł od tych wartości, które stanowią o godności prawdziwego Polaka – mówił w 1984 roku.
Ks. Suchowolec potrafił wskazać na narzędzia i mechanizmy oddziałujące na człowieka i na społeczeństwo, które ułatwiają wprowadzanie szkodliwych ideologii. – Jedność – to miłość, rozłam – to nienawiść. I właśnie nienawiść wykorzystują ci, którzy pragną skrępować naród polski. Ale czy można mówić o jedności między ludźmi, o jedności między człowiekiem i Bogiem, gdy brak w nas samych tej jedności? Gdy inaczej mówimy, inaczej myślimy, a jeszcze inaczej postępujemy? (…) A wówczas, wbrew własnej woli, stajemy się narzędziem, którym każdy bardzo łatwo może manipulować. I choć pozornie wydaje się, iż jesteśmy wolni, to jednak staliśmy się niewolnikami niewolników. Zaś, jako naród rozbity wewnętrznie, pełen chaosu moralnego, z rękami zmoczonymi krzywdą bliźniemu – stajemy się coraz słabsi, bez widocznych możliwości rozwoju na przyszłość – podkreślał podczas kazania wygłoszonego 20 stycznia 1985 roku w Suchowoli.
W homiliach duchowny często nawiązywał do walki władzy komunistycznej z Kościołem i z wiarą, z chrześcijaństwem, za pomocą którego Polska została włączona w krąg cywilizacji i kultury łacińskiej, a przecież niesie wartości, które są uniwersalne. – Oto współczesny Polak, wychowanek narodu, które symbolem b y ł, j e s t i p o w i n i e n być krzyż rozpoczął z nim walkę. On ponad 40 dla wielu stał się on symbolem tych wartości, które trzeba zniszczyć w naszym narodzie. Stał się jednym z głównych wrogów ustroju i suwerenności „ludowego” państwa polskiego – mówił w homilii 3 marca 1985 roku.
Jak podkreślał, obrona wiary katolickiej, krzyża to nie kwestia walki z ustrojem czy klasą rządzącą. – To jest walka o wolność i godność prawdziwego Polaka. My zaś, jako synowie narodu o tysiącletniej tradycji chrześcijańskiej mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek walczyć o krzyż, który jest symbolem lepszego jutra. Pamiętajmy, jeszcze nikt uczciwie myślący nie zgorszył się widokiem krzyża – przypominał.
Ks. Suchowolec odwoływał się do sumienia każdego człowieka i wzywał Polaków do odpowiedzialności za siebie i za drugiego człowieka. – Każdy z nas winien mieć świadomość swojej wolności, która przejawia się przede wszystkim jako zdolność wyboru dobra, a w każdym razie tego, co rozum przedstawia nam jako dobro. Niestety, jakże często, gdy spojrzymy na karty naszej historii, my Polacy myliliśmy zło z dobrem. Bo czyż można nazwać dobrem, bo czyż można nazwać dobrem akceptowanie ustawy o przerywaniu ciąży, czyż można nazwać dobrem programowe, bo tak chyba można powiedzieć, rozpijanie naszego narodu. (…) Czyż można nazwać dobrem próby zastraszania ludności – podkreślał z kolei w homilii z 20 stycznia 1985 roku.
Głęboko na sercu ks. Stanisławowi Suchowolcowi leżała obrona życia dzieci nienarodzony i zagrożonych aborcją była również jednym z tematów homilii. – Szatan (…) on to sprawia, iż polskie matki mordują swoje dzieci, a ci, którzy mają nas chronić, niosą lęk, trwogę i zastraszenie. Ci zaś, którzy stoją u steru władzy, przez swoje ustawy niszczą podstawowe prawa człowieka, zagwarantowane nie przez ciągle zmieniającą się Konstytucję, ale przez prawo odwieczne, prawo dane od Boga – mówił w dniu 8 grudnia 1984 roku w Suchowoli.
Trzy lata posługi w parafii w Suchowoli sprawiły, iż ks. Stanisław dał się poznać, jako kapłan odważny, który kontynuował wyjątkowe dzieło Mszy świętych za Ojczyznę zapoczątkowanych przez ks. Jerzego. Był znany w środowisku opozycji antykomunistycznej, zapraszany na wydarzenia i uroczystości religijno-patriotyczne w regionie i zaczęto go zapraszać również na uroczystości w innych miastach w kraju.
W czerwcu 1986 roku ks. Stanisław został wikariuszem w parafii Niepokalanego Serca NMP w Dojlidach, jednej z dzielnic Białegostoku. Duchowny zainicjował budowę symbolicznego grobu i pomnika ku czci ks. Jerzego Popiełuszki, stworzył duszpasterstwo robotników, skonsolidował miejscową opozycję, pomagał rodzinom prześladowanych działaczy Solidarności. Także i ta usytuowana na peryferiach miasta parafia stała się centrum spotkań i modlitw działaczy „Solidarności”, którzy licznie gromadzili się wokół ks. Stanisława.
Apostoł prawdy i ludzkiej godności
Działalność duszpasterska ks. Stanisława Suchowolca zwróciła uwagę funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Już w momencie wstąpienia do seminarium duchownego kleryk, jak każdy przyszły duchowny, znalazł się w kręgu zainteresowania białostockiego IV wydziału Służby Bezpieczeństwa. W marcu 1978 roku SB założyła Stanisławowi Suchowolcowi Teczkę Ewidencji Operacyjnej. Wraz z większą aktywnością księdza rosła czujność i inwigilacja kapłana, jak i jego otoczenia. Funkcjonariusze bezpieki nagrywali kazania, które ks. Stanisław głosił podczas uroczystości i Mszy świętych za Ojczyznę w suchowolskiej parafii. SB stosowała naciski na przedstawicieli władz regionu, by ci z kolei wpływali na przełożonych kapłana i żądali zaprzestania aktywności „szkodliwej politycznie”. Gdy to nie przyniosło skutku, zaostrzono inwigilację duchownego i zaczęto zastraszać młodego wikarego. Ks. Suchowolec zaczął otrzymywać pierwsze anonimowe groźby już w 1985 roku. Głuche telefony, ciągła obserwacja stawała się częścią życia ks. Stanisława Suchowolca. Za zgodą przełożonych rozpoczął studia zaoczne z psychologii społecznej i psychologii religii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Młody kapłan przez cały czas intensywnie angażował się w działalność duszpasterską i społeczną. SB nasiliło więc swoje metody, stosowano standardowe metody zastraszania, nękanie, uszkodzenie samochodu, które miały doprowadzić do wypadku. Do mieszkania księdza wrzucono kamień z kartką i zdaniem „zginiesz jak Popiełuszko” innym razem za wycieraczką samochodu ks. Stanisław znalazł kartkę, na której narysowany był człowiek na szubienicy a pod nią podpis „Stanisław”. Szykany dotknęły również bliskich kapłana. „Nieznani sprawcy” wzniecili pożar w domu rodzinnym duchownego. Znajomi ks. Stanisława widzieli go czasem ze śladami pobicia, obrzękami na twarzy, przeciętą wargą, łukiem brwiowym. W obawie przed skrzywdzeniem kapłana najbliżsi współpracownicy, robotnicy, którym posługiwał i przyjaciele stworzyli grupę, która miała chronić ks. Stanisława. Księdzu podarowano również psa dobermana, Nikę. Wydawało się, iż atmosfera w kraju powoli zaczyna się zmieniać, trwały przygotowania do rozmów rządu z opozycją, ale ks. Stanisław Suchowolec czuł się coraz bardziej osaczony.
Kapelan białostockiej „Solidarności” został zamordowany w nocy z 29 na 30 stycznia 1989 roku na plebani przy kościele Niepokalanego Serca Maryi w Dojlidach. Śledczy stwierdzili, iż w pokoju księdza pojawił się pożar, który wywołał uszkodzony grzejnik elektryczny, a sam ksiądz zmarł w wyniku zatrucia tlenkiem węgla. Stwierdzili też obecność alkoholu we krwi, choć ks. Suchowolec był abstynentem. Prokuratura dość gwałtownie umorzyła śledztwo z braku dowodów na udział osób trzecich. Jednak bliscy i przyjaciele ks. Stanisława od początku nie wierzyli w taki scenariusz wydarzeń. Śledztwo ponownie wznowiono w 1991 roku. Zeznawała również gospodyni z plebanii. Była ostatnią osobą, która widziała ks. Suchowolca około północy. Kobieta twierdziła, iż tym czasie widziała na plebanii także trzy nieznane osoby, dwóch mężczyzn i jedną kobietę. Co więcej, podczas oględzin miejsca zdarzenia, jeden ze strażaków stwierdził, iż w rogu szyby okiennej pojawiła się dziura powstała wskutek uderzenia ciężkim przedmiotem. Biegli sądowi zauważyli również ubytek w podłodzie z drewna, który był widoczny z piwnicy, co pozwalało wlać do pokoju łatwopalną substancję. Głos zabrali też weterynarze, którzy oglądając fotografie dobermana stwierdzili, iż pies został zabity lub otruty. Stwierdzono celowe podpalenie, ale i to postępowanie umorzono w1993 roku z powodu niewykrycia sprawców zbrodni.
Pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej, który również badał sprawę kapelana „Solidarności” białostockiej podkreślił, iż w sprawie jego śmierci wszystkie ślady prowadzą do SB. Jednak do dziś nie wykryto ani inspiratorów ani też faktycznych sprawców zbrodni.
W roku 2024 Instytut Pamięci Narodowej uhonorował księdza Suchowolca Krzyżem Wolności i Solidarności, przyznawanym m.in. za zaangażowanie w działalność opozycji antykomunistycznej w Polsce. Dr hab. Karol Polejowski, ówczesny wiceprezes IPN, podczas uroczystości uhonorowania duchownego w białostockim oddziale Instytutu, podkreślił, ks. Stanisław Suchowolec był jedną z ostatnich ofiar reżimu komunistycznego, a działalność opozycyjna, skierowana przeciwko władzom komunistycznym w Polsce nie byłaby możliwa, gdyby nie wsparcie Kościoła katolickiego i księży, którzy otworzyli swoje kościoły.
Prezydent Lech Kaczyński w 2008 roku odznaczył ks. Stanisława Suchowolca pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
Z kolei Radni Miasta Białystok w 40. rocznicę święceń duchownego uhonorowali kapłana za działalność patriotyczną. Jak przypomnieli, ks. Suchowolec nie krył sprzeciwu wobec rządzącej Polską komunistycznej dyktatury. Był, jak go określili, apostołem prawdy i ludzkiej godności, patronem odzyskanej wolności. – Nie ma wątpliwości, iż za Jego śmierć odpowiada Służba Bezpieczeństwa i jej mocodawcy – komunistyczne władze. Zabójstwo księdza Suchowolca jest kolejnym dowodem na to, iż komunizm choćby w swym schyłkowym okresie, był ustrojem zbrodniczym – podkreśli radni.
Redakcja Centrum Życia i Rodziny
Artykuł powstał w oparciu o materiały z publikacji: ks. Adam Szot, Waldemar F. Wilczewski, Homilie: „prawda o odwiecznej wolności, której na imię Bóg”. Ks. Stanisław Suchowolec, jak i biuletynu Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Białymstoku, wydanym z okazji 40. Rocznicy święceń kapłańskich oraz dzieje.pl








