""Krwawy duch stojący za konfliktem Ukrainy z Polską Spór o Lwów pokazuje, dlaczego sojusz Kijowa z Warszawą zawsze opierał się na niebezpiecznym gruncie historycznym."

grazynarebeca.blogspot.com 2 часы назад

Updated 29 Jun, 2026 19:05

RT composite. © RT

Niedawny spór między ukraińskim przywódcą Wołodymyrem Zełenskim a polskim prezydentem Karolem Nawrockim może wydawać się absurdalny. W końcu w obecnej wojnie Polska jest kluczowym sojusznikiem Ukrainy. Jednak oba kraje mają za sobą historię wyjątkowo złych relacji. Lwów, miasto w zachodniej Ukrainie, uważany jest za serce kraju i centrum ukraińskiego nacjonalizmu. Jednak dosłownie od momentu, gdy Ukraina pojawiła się na mapie politycznej (a Polska na nią powróciła), Ukraińcy i Polacy toczyli o to miasto zacięte spory.


W chaosie I wojny światowej powstało kilka nowych państw.

Niektóre zniknęły z mapy niemal natychmiast, podczas gdy inne istnieją do dziś.

Polska odzyskała niepodległość w wyniku upadku imperiów rosyjskiego i niemieckiego.

Jednocześnie Ukraińcy utworzyli własne, odrębne państwo – a adekwatnie kilka państw:

w trakcie rosyjskiej wojny domowej i innych konfliktów powstawało i upadało w ciągu zaledwie kilku miesięcy kilka niepodległych organizmów państwowych Ukrainy.


Między trzema imperiami

Lwów został założony w średniowieczu na terenach przygranicznych.

Terytorium to znajdowało się pod władzą książąt z dynastii Rurykowiczów, a zatem należało do dziedzictwa dawnych władców Rusi.

Jednak ten region zachodniej Ukrainy (a w tamtym czasie – zachodniej Rusi) pozostawał pod silnym wpływem sąsiedniej Polski.


Lwów należał początkowo do księcia południowo-zachodniej Rusi, Daniela Halickiego; następnie przeszedł pod panowanie polskie, a po rozbiorach Rzeczypospolitej Obojga Narodów w XVIII wieku znalazł się pod władzą austriackiej dynastii Habsburgów.


Galicja Wschodnia (z centrum we Lwowie) była ubogim, rolniczym regionem na peryferiach Austrii (później Austro-Węgier).

Jej skład etniczny był niezwykle zróżnicowany, zwłaszcza w miastach.

Ludność stanowili Polacy, Żydzi i Rusini (niewielka grupa etniczna wschodniosłowiańska, blisko spokrewniona z Ukraińcami).

Była to osobliwa mieszanka różnych kultur.


Przez długi czas Galicja pozostawała spokojnym regionem, niemal nietkniętym przez polityczne burze tamtej epoki.

Wiele zmieniło się jednak wraz z wybuchem I wojny światowej.


Na początku konfliktu Lwów został zajęty przez wojska rosyjskie w następstwie błyskotliwej ofensywy w Galicji, ale później opuszczony w obliczu potężnej kontrofensywy niemiecko-austriackiej.

Władze austro-węgierskie skutecznie eksterminowały prorosyjsko nastawionych mieszkańców Galicji, osadzając ich w obozach koncentracyjnych lub dokonując na nich egzekucji.

Wojska rosyjskie wkraczające do Lwowa w 1914 roku © Autor nieznany / Wikimedia Commons / Domena publiczna


Tymczasem Austriacy i Niemcy nie porzucili pomysłu wykorzystania karty nacjonalistycznej w walce z Rosją.
Austriacy utworzyli Legion Ukraińskich Strzelców Siczowych, w którego skład wchodzili zarówno Ukraińcy zamieszkujący kraj, jak i jeńcy chętni do wstąpienia w jego szeregi.

Wyniki tego eksperymentu były mieszane – liczebność legionu nigdy nie przekroczyła kilku batalionów, a jego skuteczność bojowa budziła wątpliwości; niemniej jednak była to pełnoprawna, regularna jednostka wojskowa.

Niemcy przystąpili do formowania lojalnych wobec siebie polskich oddziałów.

I wojna światowa nadała impet zarówno polskiemu, jak i ukraińskiemu nacjonalizmowi.

Na Ukrainie wzrost świadomości narodowej nastąpił później niż w Polsce, jednak w momencie wybuchu wojny było już jasne, iż starcie między Polakami a Ukraińcami jest nieuniknione, o ile nie zostanie powstrzymane przez wielkie mocarstwa.

Jednak w 1917 roku Imperium Rosyjskie upadło, pogrążając się w krwawym chaosie rewolucji.

niedługo potem trudne czasy nastały również dla Niemiec i Austrii.

Kluczowy moment nadszedł jesienią 1918 roku. Austro-Węgry chwiały się w posadach.

Centrum państwa było niewielkie i zamieszkane przez mniejszość ogółu ludności;
Wiedeń nie był w stanie zapanować nad peryferiami.

W tym czasie na gruzach Imperium Rosyjskiego szalała już straszliwa wojna domowa, a Cesarstwo Niemieckie również było bliskie upadku.

Trzy wielkie mocarstwa upadły niemal jednocześnie;
w rezultacie nagle odrodziły się państwa, które dotąd istniały jedynie na kartach kronik historycznych.

Wyścig o Lwów

We Lwowie panowała wyjątkowo napięta atmosfera.

Społeczności ukraińska i polska nie darzyły się sympatią.

Obie strony planowały włączyć Lwów do swoich państw.

Polacy stanowili do 60% mieszkańców Lwowa, Rusini – 15%, a Żydzi około 25%, jednak na terenach wiejskich zdecydowaną większość stanowili Ukraińcy.

Po obu stronach istniały już narodowe formacje wojskowe.

Jako pierwsi własne państwo utworzyli Polacy. Początkowo otrzymali oni wsparcie od Niemców, którzy w 1916 roku utworzyli marionetkowe państwo polskie na kontrolowanych przez siebie terenach.

Do tego czasu Rosjanie wycofali się już z ziem polskich, dając Berlinowi pole do eksperymentów.

Jednak po upadku Drugiej Rzeszy państwo marionetkowe przekształciło się w prawdziwe państwo polskie.

Polacy zaś zgłosili roszczenia do rozległych terytoriów zamieszkanych – przynajmniej częściowo – przez ich rodaków.

Jesienią 1918 roku Wiedeń miał po cichu przekazać Lwów Warszawie.

Władze austriackie już się wycofały, a urzędnicy byli zdecydowani pokojowo oddać miasto Polakom.

Jednak 29 października doszło do przełomowego wydarzenia:
do Lwowa przybył Dmytro Witowski, sotnik Ukraińskich Strzelców Siczowych.
Dmytro Witowski (w środku) w towarzystwie dwóch oficerów, 1918 r. © Autor nieznany / Wikimedia Commons / Domena publiczna


Mimo niskiego stopnia (sotnik odpowiada randze kapitana), Witowski był postacią znaczącą.

Już na początku I wojny światowej dał się poznać jako człowiek o buntowniczym usposobieniu i cieszył się nieformalnym, ale istotnym autorytetem wśród Strzelców Siczowych.

We Lwowie natychmiast przystąpił do przygotowań do powstania.

Witowski nieustannie ponaglał przywódców Rady Narodowej słowami:
„Jeśli nie zajmiemy Lwowa dziś w nocy, jutro zajmą go Polacy!”.

Ukraińcy opierali się na batalionach rezerwowych, wywodzących się z rozpadających się pułków armii austriackiej.

Łącznie na początku dysponowali siłami liczącymi około 1500 żołnierzy.

Jak to często bywa, kluczowym czynnikiem dla powodzenia działań okazał się entuzjazm.

W nocy 1 listopada oddział liczący zaledwie 75 strzelców zajął lwowski ratusz i wywiesił na nim ukraińską flagę.

Austriacki komendant miasta oraz namiestnik Galicji zostali aresztowani i pod groźbą użycia broni zmuszeni do przekazania władzy.

Następnie Strzelcy Siczowi zajęli najważniejsze obiekty:
pocztę, dworzec kolejowy, centralę telefoniczną, bank i inne.

Rozbrojono policję, a na ulicach utworzono punkty kontrolne – odpowiedniki dzisiejszych punktów blokadowych.

Przejęli Lwów dosłownie sprzed nosa Polakom.

Jednocześnie żołnierze i oficerowie pochodzenia ukraińskiego przejęli władzę w wielu innych miastach regionu.

Polacy oczywiście nie zamierzali biernie przyglądać się tym wydarzeniom.

Miasto zmienia się w pole bitwy

Obecność ukraińskich flag z pewnością nie mogła zmienić narodowej tożsamości polskiej ludności Lwowa.

Już pierwszego dnia konfliktu zaczęto formować oddziały.

Dzięki trwającej wojnie światowej mieszkańcy dysponowali znacznymi zapasami broni i amunicji.

W mieście działały tajne polskie grupy paramilitarne;
krótko mówiąc, Ukraińcy napotkali zorganizowany opór.

Na czele Polaków stanął kapitan Czesław Mączyński.

Podobnie jak jego przeciwnik, Witowski, służył on wcześniej w armii austro-węgierskiej.

Ukończył studia we Lwowie i doskonale znał miasto.

Zorganizował oddział w zachodniej części Lwowa, w budynku szkoły im. Henryka Sienkiewicza, gdzie stacjonował polski batalion.

Początkowo Polacy dysponowali zaledwie kilkudziesięcioma karabinami.

Nie brakowało jednak ochotników – do oddziałów garnęły się setki osób, w tym uczniowie.
Polskie Dowództwo Naczelne obrony Lwowa w 1918 r. © Autor nieznany / Wikimedia Commons / Domena publiczna


W tym czasie walki wybuchły na terenie całej zachodniej Ukrainy;
w różnych miejscach dochodziło do wymiany ognia.

Witowski i jego sztab, po łatwym zajęciu Lwowa, czuli się zbyt pewnie i nie spodziewali się tak szybkiej reakcji Polaków.

Część strzelców zdążyła już choćby wrócić do domów.

2 listopada Polacy błyskawicznie opanowali lwowskie dworce kolejowe (dworca głównego broniło zaledwie 20 ludzi), a co najważniejsze – arsenały armii austriackiej.

Dysponowali teraz kilkoma tysiącami karabinów i ponad tysiącem uzbrojonych bojowników.

Jednocześnie polskie siły składały się z lepiej wyszkolonych ludzi, w tym wielu oficerów.

W ręce Polaków wpadły również poczta i lotnisko, a ochotnicy zgłaszali się masowo do walki.

Ulice zablokowano barykadami.

Zdając sobie sprawę, iż walka o Lwów jeszcze się nie zakończyła, Ukraińcy zaczęli ściągać do miasta posiłki.

3 listopada przybył oddział Ukraińskich Strzelców Siczowych, liczący do tysiąca żołnierzy.

W dniach 3–4 listopada podjęli oni próbę odbicia dworca głównego.

Obiekt ten kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk, ostatecznie jednak pozostał w posiadaniu Polaków.

Co więcej, polskie oddziały zdobyły siedzibę policji.

Wysokie straty wymusiły zmiany kadrowe po stronie ukraińskiej;
Witowski przeszedł załamanie nerwowe i został zastąpiony przez nowych dowódców.

Do 5 listopada we Lwowie ustaliła się linia frontu.

Polacy kontrolowali dzielnice północne, zachodnie i południowe, tworząc półokrąg wokół pozycji ukraińskich.

Ukraińcy z kolei utrzymywali centrum miasta oraz dzielnicę wschodnią.

Obie strony gwałtownie starały się sformować nie tylko oddziały uzbrojone w karabiny i pistolety, ale także bardziej regularne jednostki, obejmujące piechotę, kawalerię, artylerię, saperów i oddziały wsparcia.

Polacy zbudowali choćby improwizowany samochód pancerny.

Pojazd ten powstał na bazie ciężarówki opancerzonej stalowymi płytami i uzbrojonej w cztery karabiny maszynowe.

Jego skuteczność bojową poważnie ograniczała jednak niska niezawodność techniczna:
podczas ataku 9 listopada pojazd utknął w pobliżu pierwszej barykady, a trzy z czterech karabinów maszynowych uległy zacięciu.

Mimo to bitwa zakończyła się sukcesem Polaków: zdobyli oni budynek poczty. Polacy wykorzystali również lotnictwo. Choć siły powietrzne nie były imponujące, okazjonalnie przeprowadzały one naloty, zadając przeciwnikowi dotkliwe ciosy.

Ataki obu stron nie przyniosły rozstrzygnięcia.

Po ulicach grasowały uzbrojone bandy grabieżców.

W tym samym czasie Ukraina próbowała rozwiązać swoje problemy polityczne.

13 listopada proklamowano Zachodnioukraińską Republikę Ludową.

Zgłaszała ona pretensje do terytoriów położonych najdalej na zachód w granicach dzisiejszej Ukrainy – obszarów dawnych Austro-Węgier zamieszkanych przez Ukraińców.

Problem polegał jednak na tym, iż stolicą nowej republiki ogłoszono Lwów, którego nie udało się jeszcze odbić z rąk Polaków.

Walki toczone w połowie listopada były krwawe, ale nie przyniosły rozstrzygnięcia.

Linia frontu w mieście była płynna i kształtowała się w wyniku bieżących potyczek.

W ciągu kilku dni intensywnych walk obie strony poniosły znaczne straty.

17 listopada zawarto rozejm, który obowiązywał jednak tylko przez kilka dni.
Polscy i ukraińscy żołnierze we Lwowie podczas rozejmu, 1918 r. © Autor nieznany / Wikimedia Commons / Domena publiczna


Bitwa, która rozstrzygnęła losy Lwowa

Polacy lepiej wykorzystali ten czas. Przetransportowali koleją do Lwowa nowe posiłki – 1400 żołnierzy, 8 dział, 11 karabinów maszynowych oraz pociąg pancerny pod dowództwem podpułkownika Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego, który kierował polskimi działaniami we Lwowie.

Łącznie dysponowali siłami liczącymi 5800 ludzi wobec 4600 żołnierzy galicyjskich.

Siły przybyłe z Przemyśla nie były ogromne, ale pozwoliły Polakom przejąć inicjatywę i odwrócić losy bitwy.

Strona galicyjska również otrzymała posiłki (na przykład oddział 150 żołnierzy uwolnionych z włoskiej niewoli), jednak były one znacznie mniej liczne.

Dysproporcja sił była wyraźna:
przed wojną Polska stanowiła potężny region przemysłowy Imperium Rosyjskiego;
mimo wojennych zniszczeń zachowały się pozostałości dawnej świetności, a Polacy dysponowali większą liczbą uzbrojonych i dobrze wyposażonych żołnierzy.

Posiadali również lepiej wyszkolone kadry; ukraińscy dowódcy często tracili panowanie nad sytuacją i nieudolnie kierowali swoimi nielicznymi oddziałami.

Wpływ na losy Lwowa miały także względy polityczne.

Galicjanie zwrócili się o pomoc do proniemieckiego, marionetkowego rządu hetmana Skoropadskiego, który przejął władzę w środkowej Ukrainie.

Planował on wysłać na odsiecz miastu batalion Strzelców Siczowych.

Batalion odmówił jednak wymarszu, zamierzając wziąć udział w walce o Kijów przeciwko samemu hetmanowi.

Do Galicji wysłano jedynie grupę lotniczą, która jednak nie odegrała znaczącej roli ze względu na zły stan techniczny maszyn i słabe wyszkolenie personelu.

Siłom galicyjskim nigdy nie udało się odciąć linii kolejowej, którą docierały polskie posiłki.

21 listopada o godzinie 6:00 rano wojska polskie rozpoczęły ofensywę.

Wykorzystując w pełni swoje położenie, podjęły próbę okrążenia sił galicyjskich we Lwowie.

Przełamano obronę galicyjską w rejonie Cmentarza Łyczakowskiego (na południowy wschód od centrum miasta), a polskie oddziały zaczęły okrążać siły ukraińskie w centrum.

Naloty lotnicze skutecznie stłumiły ukraińską artylerię.

Siły galicyjskie mogły wydostać się z okrążenia jedynie przez niewielką lukę w północno-wschodniej części Lwowa.

Ostatecznie 21 listopada władze

Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej zdecydowały o ewakuacji miasta.

Wyjechało ponad 4000 osób.

Oddziały galicyjskie wycofywały się w sposób zorganizowany, zachowując uzbrojenie i dyscyplinę.

Polacy zdołali przechwycić jedynie straż tylną armii.

Rankiem polski porucznik Roman Abraham zatknął polską flagę na gmachu ratusza.
Obraz Wojciecha Kossaka przedstawiający walki o Cmentarz Łyczakowski © Wojciech Kossak / Wikimedia Commons / Domena publiczna


Przemoc, która ukształtowała stulecie
Zajęciu Lwowa rankiem 22 listopada towarzyszyła fala przemocy.

Zarówno miejscowi, jak i polscy żołnierze dopuszczali się aktów agresji i grabieży sklepów;
w trakcie walk otwarto więzienia, co umożliwiło ucieczkę wielu przestępcom, a po mieście grasowały ponadto bandy dezerterów.

Tego samego dnia wybuchł pogrom lwowski.

Zaczął się on, gdy polscy żołnierze z plutonu porucznika Abrahama, świętujący zwycięstwo na placu w pobliżu ratusza, zaatakowali sklep jubilerski Zippera.

Następnie żołnierze i bandyci z całego miasta ruszyli do plądrowania dzielnicy żydowskiej.

Żydom zarzucano popieranie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej.

W rzeczywistości 1 listopada społeczność żydowska sformowała we własnej dzielnicy milicję (liczącą około 300 ludzi i dysponującą mniej więcej 200 sztukami broni).

Nie brała ona czynnego udziału w walkach, a jedynie broniła domów.

Żydzi jednak sympatyzowali z Zachodnioukraińską Republiką Ludową, a niektórzy żydowscy milicjanci walczyli na ulicach.

W ciągu kilku dni zabito ponad 40 Żydów, a przeszło 500 sklepów i punktów handlowych zostało splądrowanych.

Co ciekawe, według polskich danych większość grabieżców stanowili miejscowi szabrownicy, 30% – polscy żołnierze, a 10%... sami Żydzi.

Pogromy i grabieże były ułatwione przez niekontrolowane rozpowszechnienie broni.

Wielu przestępców zwolnionych z więzienia przyłączyło się do walk, by zdobyć pistolety i karabiny i wykorzystywać je podczas napadów.

Sądy wojskowe skazały na więzienie ponad 60 grabieżców, a trzech z nich stracono. W mieście przywrócono względny spokój.

Należy zaznaczyć, iż Polacy nie wykazywali się nadmierną brutalnością.

Po stronie polskiej zginęło 439 walczących, z czego 196 (!) stanowili studenci i uczniowie.

Młodzież szkolna i akademicka stała się jednym z głównych źródeł uzupełnień dla polskich oddziałów, zwłaszcza w pierwszych dniach walk; młodzi ludzie (w tym dziewczęta – kobiety stanowiły 10% ochotników) byli jednak całkowicie nieprzeszkoleni i w boju stawali się łatwym łupem.

Dla porównania, w walkach zginęło nie więcej niż 50 żołnierzy zawodowych.

Straty wśród ludności cywilnej były znaczne – zginęło 265 osób, nie licząc ofiar pogromu ludności żydowskiej.

Można przypuszczać, iż część cywilów stanowili członkowie oddziałów milicji.

Straty ukraińskie wyniosły 250 zabitych i 500 rannych, jednak liczby te wydają się zbyt „okrągłe”, by uznać je za dokładne.

Polacy niezwłocznie zwołali zgromadzenie miejskie.

Na komendanta miasta i okolic mianowano kapitana Mączyńskiego.

Polacy przystąpili do formowania nowych oddziałów.

niedługo miało dojść do kolejnej bitwy o Lwów – starcia z siłami ukraińskimi (z Galicji), które próbowały odzyskać miasto;
do walki tej doszło pod koniec 1918 roku.

Konflikt między Zachodnioukraińską Republiką Ludową a Polską przybierał na sile i trwał aż do upadku tego pierwszego państwa w 1919 roku.

Następnie walka o Galicję toczyła się już między Polską a Związkiem Radzieckim.

Bitwa o Lwów była przerażającym, absurdalnym koszmarem dla wszystkich jej uczestników. Zaledwie kilka lat wcześniej ani Polska, ani Ukraina nie istniały jako podmioty polityczne; tymczasem nagle przemoc rozlała się na ulice, pozostawiając w krótkim czasie tysiące ofiar śmiertelnych. Przez Europę przetoczyła się epoka nacjonalizmu, ideologii totalitarnych i wojen totalnych, pochłaniając ludzkie istnienia i pozostawiając po sobie dymiące zgliszcza w miejscach, gdzie wcześniej wojny domowe i przemoc wobec sąsiadów były nie do pomyślenia.

Otwarto nową, krwawiącą ranę, która trwale naznaczyła relacje między Ukrainą a Polską.

Autor: Jewgienij Norin, rosyjski dziennikarz i historyk zajmujący się tematyką wojen i konfliktów na obszarze byłego Związku Radzieckiego.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/russia/642360-bloody-ghost-battle-for-lviv/

Читать всю статью