Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział 8 września 2026 roku w Kielcach, iż rozwój klas dronowych stanie się priorytetem MON, a szkolenie z obsługi bezzałogowców ma wejść do każdego oddziału przygotowania wojskowego. Pilotaż obejmuje 16 szkół. Dla Polski oznacza to budowę rezerw kompetentnych operatorów, potrzebnych wojsku i ochronie ludności.
Dron ma wejść do programu klas wojskowych
Władysław Kosiniak-Kamysz przedstawił zapowiedź podczas 34. Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach. Szef MON mówił o rozwijaniu klas dronowych jako jednym z priorytetów resortu. Według relacji Polskiego Radia nauka obsługi bezzałogowych statków powietrznych ma niedługo znaleźć się w każdym oddziale przygotowania wojskowego.
To ważne doprecyzowanie. Nie chodzi o obowiązkowe klasy dronowe we wszystkich polskich szkołach, ale o rozszerzenie szkolenia w klasach przygotowujących młodzież do służby. Taki kierunek odpowiada realnym potrzebom obronnym. Wojna na Ukrainie pokazała, iż sam sprzęt nie wystarczy, jeżeli brakuje ludzi umiejących go sprawnie wykorzystać, serwisować i włączyć w system rozpoznania.
Pilotaż w 16 szkołach
Zapowiedź nie startuje od pustej kartki. Pilotaż programu „OPW z dronem” rozpoczęto w 16 szkołach ponadpodstawowych prowadzących oddziały przygotowania wojskowego. W każdej placówce może uczestniczyć do 30 uczniów z klas 4–5 technikum albo 3–4 liceum. Program ma potrwać do połowy 2027 roku.
Szkolenie odbywa się na trzech poziomach, od podstawowego do zaawansowanego. Wykorzystywane są dostępne na rynku cywilnym quadrokoptery o masie do 5 kilogramów. MON pokrywa 80 procent kosztów zakupu sprzętu, a po dwóch latach drony mają przejść na własność szkół. Uczniowie kończą zajęcia egzaminem teoretycznym i praktycznym w kategoriach A1, A2 i A3. Koszt egzaminów bierze na siebie resort obrony.
Model opiera się na wojskowych instruktorach, którzy najpierw szkolą nauczycieli. Dopiero później pedagodzy prowadzą regularne zajęcia z młodzieżą. Resort zapowiadał, iż docelowo program może objąć choćby 500 szkół średnich. To już skala, która może stworzyć szerokie zaplecze kompetencji, pod warunkiem iż za liczbą placówek pójdą dobry sprzęt, instruktorzy i jasne standardy.
Operator ważniejszy niż efektowna prezentacja
Drony stały się podstawowym narzędziem rozpoznania, obserwacji i naprowadzania. Tanie bezzałogowce potrafią także wykonywać zadania, do których wcześniej kierowano znacznie droższe środki. Polska szkoła wojskowa nie może więc przygotowywać młodzieży według obrazu pola walki sprzed dwóch dekad. Potrzebuje praktyki.
Nie oznacza to, iż kilka godzin lotów quadrokopterem tworzy gotowego operatora wojskowego. Między szkolnym urządzeniem a systemem bojowym istnieje zasadnicza różnica. Potrzebna jest znajomość przepisów, bezpieczeństwa lotów, łączności, nawigacji, obsługi danych oraz działania w warunkach zakłóceń. Program trzeba oceniać właśnie po tym, czy buduje solidne podstawy, a nie po liczbie zdjęć z dronem na szkolnym boisku.
Ta sama lekcja dotyczy całej modernizacji armii. W tekście o przebudowie BWP-1 na pojazdy bezzałogowe wskazywaliśmy, iż technologia ma sens dopiero wtedy, gdy wojsko potrafi połączyć ją z adekwatną organizacją i doktryną. Klasy dronowe mogą być pierwszym stopniem takiego systemu szkolenia. Nie zastąpią jednostek wojskowych ani specjalistycznych kursów. Mogą jednak skrócić drogę młodego człowieka od zainteresowania techniką do świadomej służby.
Polska potrzebuje własnych kompetencji
Największą wartością programu jest możliwość zbudowania umiejętności rozproszonych po całym kraju. Operatorzy bezzałogowców są potrzebni armii, ale także straży pożarnej, ratownictwu, energetyce i rolnictwu. Państwo zyskuje ludzi oswojonych z technologią podwójnego zastosowania. Młodzież dostaje zaś konkretną kompetencję, która może prowadzić do służby albo pracy cywilnej.
Rząd powinien przy tym pilnować, by publiczne pieniądze wzmacniały polskie zaplecze technologiczne. Szkolenie na masowo kupowanym sprzęcie z importu może dać podstawowe umiejętności, ale nie zbuduje suwerenności przemysłowej. Program warto powiązać z krajowymi producentami, uczelniami technicznymi i wojskowymi ośrodkami badawczymi. Bez uzależniania szkół od jednego dostawcy.
Potrzebna jest też uczciwa ocena efektów pilotażu: ilu uczniów ukończyło kurs, ilu zdało egzaminy, jak często sprzęt był faktycznie używany i czy szkoły mają kadrę zdolną prowadzić zajęcia po zakończeniu finansowania. W obronności liczy się zdolność, nie deklaracja. Testowanie osłon polskiego sprzętu przed dronami pokazuje, jak gwałtownie wojsko musi dziś uczyć się na nowych zagrożeniach. Edukacja operatorów należy do tego samego rachunku.
Klasy dronowe są rozsądnym krokiem, jeżeli staną się częścią trwałego systemu, a nie jednorocznym hasłem. Stawką jest bezpieczeństwo Polaków oraz zdolność państwa do samodzielnego rozwijania ludzi i technologii potrzebnych w godzinie próby. Polska nie może kupować wyłącznie urządzeń. Musi wychowywać tych, którzy będą umieli użyć ich mądrze i odpowiedzialnie.
Źródła: Ministerstwo Obrony Narodowej, Polskie Radio.















