Korzenie sprawy Poczobuta

myslpolska.info 6 часы назад

28 kwietnia 2026 roku był dziennikarz „Gazety Wyborczej” Andrzej Poczobut znalazł się wśród pięciu zwolnionych przez władze białoruskie więźniów politycznych. W tym samym dniu przybył do Polski. W więzieniu przebywał przez 5 lat. W negocjacjach dotyczących uwolnienia uczestniczył specjalny wysłannik prezydenta USA Donalda Trumpa ds. Białorusi John Coale.

Postanowiłem opublikować „List otwarty Związku Polaków na Białorusi” z dnia 24.02.2006 roku. Przybliży on korzenie konfliktu, który niezwykle skomplikował życie Polaków na Białorusi. List ukazał się pierwotnie w „Głosie znad Niemna” 8/2006, a został przedrukowany w redagowanym przez Bogusława Jeznacha „Tygodniku Ojczyzna” 3/2006. List był rozprowadzany w formie odbitki ksero przez ówczesne środowiska narodowe, kresowe i ludowe. Wielkie media przedstawiały konflikt jednostronnie.

Myślę iż ten list pokazuje przyczynę dzisiejszego zamieszania, jasno ukazuje korzenie konfliktu i rolę byłego dziennikarza „Gazety Wyborczej” Andrzeja Poczobuta. Człowieka, który dzisiaj stał się twarzą polskości na Białorusi. Zła historia jest matką złej polityki. List zamieszczam bez żadnych poprawek, jest pisany z serca przez ludzi – którzy poza Polską żyli Polską. Ludzie, którzy wtedy tworzyli ZPnB, to była sól tamtej ziemi – byli w tej grupie AK-owcy i Sybiracy. Wyrządzono im wielką krzywdę.

„List Otwarty Związku Polaków na Białorusi”

Związek Polaków na Białorusi jest społeczno-kulturalnym zjednoczeniem, działa według statutu, nie wtrąca się do polityki i prowadzi działalność wyłącznie kulturalno-oświatową. Nasza praca polega na przeprowadzaniu różnorakich przedsięwzięć, takich jak święto poezji polskiej, tradycyjne konkursy piosenki polskiej, dzień niepodległości, uroczystości poświęcone pamięci naszych rodaków, spotkania opłatkowe, przegląd zespołów kolędniczych, zawody sportowe, konkursy i zabawy młodzieżowe, organizujemy również prace stowarzyszeń według zainteresowań i wiele innych.

Zdawałoby się, iż nikomu nie przeszkadzamy, a w szczególności politykom polskim, ponieważ jesteśmy rodakami i nie ponosimy winy, iż los nas rozdzielił i otrzymaliśmy przydomek „tych zza Buga”. W rzeczywistości w ubiegłym roku znów, tak jak po wojnie, zostaliśmy podzieleni na „uciśnionych” i „upolitycznionych”. Do ostatniego zaliczono dyrekcję szkół z polskim językiem nauczania w Grodnie i Wołkowysku, nauczycieli języka polskiego, działaczy ZPnB, ich dzieci, a choćby wnuków, redaktorów polskich pism „Głos znad Niemna” i „Magazyn Polski”, sportowców, AK-owców i Sybiraków i wielu innych. Wszyscy wyżej wymienieni oraz ci, którzy poświęcili się sprawie odrodzenia świadomości narodowej i kultury polskiej, mają zakaz wjazdu do Macierzy na okres trzech lat, z hańbiącym określeniem „niebezpieczny dla Państwa Polskiego”. Warto zwrócić uwagę na to, iż zakaz dotyczy nie jednej, nie dwóch osób, nie dziesięciu a około 50 osób! Podział został dokonany jeszcze w kwietniu, kiedy niejaki Poczobut, raptem „wieli” działacz ZPnB, mówił otwarcie wszem i wobec, iż jeżeli nie staną po stronie Borys, będą dostawali zakaz wjazdu do Polski aż na 15 lat. Na początku nie brano tego poważnie pod uwagę, choćby gdy straszył sędzinę podczas rozprawy sądowej Andrzeja Dubikowskiego, redaktora „Głosu znad Niemna”. Niemniej jednak posłuchano ZPB , czyli Związku Poczobutów (Porzeckich) i Borysów. Uwzględniono listę zakazanych, sporządzoną przez wyżej wymienionych i zakazy poleciały na głowy Polaków, a listy sporządzano nadal, tylko zamiast 15 lat skazywano na trzy lata … (…)

Na czym ma polegać zagrożenie dla Państwa Polskiego ze strony absolwentów jego uczelni wyższych, którzy powrócili do swoich miejsc rodzinnych, aby rzetelnie pracować na niwie odrodzenia świadomości polskiej. Trzeba było zostać członkiem ZPnB, aktywnie działać w jego strukturach aby potem dostać wyrok bez sądu na podstawie pomówień, bo niektórzy mają chorobliwą wyobraźnię – wszędzie czai się KGB, bo jeżeli jesteś przeciwko Borys, to znaczy iż jesteś w szeregach KGB. Nasuwa się pytanie, w jakich szeregach więc są nasi wielcy „bohaterowie”? Może szykują się oni do odwetu, czerwonego terroru. To całkiem możliwe. Tylko iż Białoruś nie jest krajem bananowym i leży w centrum Europy. Toż tak ładnie padać na kolana i płakać na zawołanie przed kamerą, robić zdjęcia, narzekać – istne kino. Być na topie – jak narkotyk, tym bardziej, iż jeszcze dostają za to pieniądze.

Bardzo boleśnie przyjmują takie oskarżenia osoby, które były obywatelami polski i zostały pozbawione tego zaszczytu nie ze swojej winy oraz ci, którzy przeszli przez obozu stalinowskie, nie doznali euforii dzieciństwa i młodości, stracili bliskie osoby i nie wiedzą choćby gdzie są ich groby, stracili zdrowie, ale zachowali patriotyzm wobec Ojczyzny. Jako przykład można wymienić jedną z pań, której rodzinę w 1952 roku wywieziono do Kazachstanu – pięcioro małych dzieci, zaznanych głód, chłód i poniżania. Ta pani ma pięć nagród państwa polskiego, na początku ubiegłego roku otrzymała „szóstą” – „niebezpieczna dla państwa polskiego” (zakaz wjazdu do Polski)

My, Polacy – obywatele Białorusi, liczba których wynosi ponad milion, nie możemy zrozumieć dlaczego wobec nas stosują metody z okresu stalinowskiego i otwierają krwawiące rany i wspomnienia terroru żandarmerii politycznej.

Grupa bałaganiarzy, która nie jest zdolna do pracy społecznej, przyzwyczajona do bez-kontrolnego trwonienia pieniędzy polskiego podatnika i jednocześnie okłamując go o swoim ciężkim położeniu ze strony mniemanego ucisku przez reżim państwowy, robi wiele zamieszania w relacjach polsko-białoruskich, umyślnie wprowadza polskie państwo w błąd. Właśnie ta awanturnicza grupa podaje tendencyjną, kłamliwą informację w mediach polskich o pozbawieniu ich kierowania organizacją, pomijając wszelką wzmiankę o konkretnej działalności na rzecz odrodzenia tożsamości narodowej, kultury, języka.

Natomiast osoba, która na mapie nie potrafi pokazać Syberii, a stoi na czele organizacji zrzeszającej Sybiraków otrzymała medal od rządu polskiego, choć w latach strasznego terroru stalinowskiego wchodziła w awangardę ruchu komsomolskiego na Grodzieńszczyźnie. Ci, którzy przez ostatnie lata bawili się w opozycjonistów, praktycznie nie uczestniczyli w życiu organizacji, a tylko zakłócając normalny tryb jej pracy, nagle odbierają hołdy w rządzie polskim, stają się „doradcami”, „ambasadorami”, nie dopuszczają do zwołania komisji do zbadania afer finansowych i dokumentów dotyczących setek tysięcy, a może choćby i milionów dolarów USA, które nie znajdują potwierdzenia w księgowości, właśnie oni mają decydować o naszej łączności z Macierzą?
Kłamstwo ma krótkie nogi – wcześniej czy później, ci co wierzyli tym „bohaterom” będą musieli dokonać bilansu strat i zysków. Niestety nie będzie on na ich korzyść”.

Zarząd Główny Związku Polaków na Białorusi.

Читать всю статью