Korea Południowa potwierdziła 4 września, iż analizuje wojskowe wsparcie żeglugi w Cieśninie Ormuz, ale decyzja jeszcze nie zapadła. W grę wchodzą samolot patrolowy, okręt logistyczny lub jednostka przeciwminowa, a zgodę musi wyrazić parlament. Seul odpowiada na naciski Donalda Trumpa, pilnując równocześnie obrony przed Koreą Północną.
Seul ma trzy wojskowe warianty
Administracja prezydenta Lee Jae Myunga potwierdziła, iż rozpatruje praktyczne formy udziału w ochronie swobody żeglugi przez Cieśninę Ormuz. Południowokoreańskie media wymieniają morski samolot patrolowy P-8 Poseidon, okręt wsparcia logistycznego oraz jednostkę zdolną do wykrywania i usuwania min. Żaden wariant nie otrzymał jeszcze politycznej zgody.
Przedstawiciel kancelarii prezydenta podkreślił, iż ewentualna misja nie może osłabić zdolności obronnych Korei Południowej. Według agencji Yonhap Seul od miesięcy konsultuje z Waszyngtonem odpowiedź na amerykańskie wezwania do zabezpieczenia strategicznego szlaku. w tej chwili rozmowy obejmują również Wielką Brytanię i Francję oraz możliwe wykorzystanie portów i lotnisk jako punktów wsparcia.
Parlament i społeczeństwo mogą powiedzieć „nie”
Zagraniczne użycie południowokoreańskich sił wymaga zgody Zgromadzenia Narodowego. Rząd nie skierował jeszcze wniosku do parlamentu, a społeczne poparcie dla wysłania okrętów jest ograniczone. W marcowym badaniu Gallup Korea 55 proc. respondentów sprzeciwiało się takiej misji, a 30 proc. ją popierało.
Ta ostrożność ma racjonalne podstawy. Korea Południowa żyje pod stałą presją nuklearnego i rakietowego arsenału Pjongjangu. Współpraca Korei Północnej z Rosją wzmacnia to zagrożenie, więc każde przesunięcie samolotu, okrętu czy wyspecjalizowanego personelu poza region musi zostać policzone pod kątem własnego bezpieczeństwa. Sojusz nie może oznaczać rezygnacji z narodowej odpowiedzialności.
Nacisk Trumpa i rachunek sojuszu
Donald Trump publicznie zarzucał Seulowi brak pomocy w wojnie przeciw Iranowi. W sierpniu powiązał tę odmowę z ograniczeniem wspólnych ćwiczeń amerykańsko-południowokoreańskich. To twarda, transakcyjna polityka wobec sojusznika: bezpieczeństwo, handel i koszty obrony stają się elementami jednego negocjacyjnego pakietu.
Dla Korei Południowej nie jest to jednak odległy spór. Dane przywołane przez administrację wskazują, iż w poprzednim roku przez Cieśninę Ormuz przechodziło 61 proc. południowokoreańskiego importu ropy i 54 proc. importu nafty. Zamknięcie lub trwałe ograniczenie żeglugi uderza więc bezpośrednio w przemysł, transport i rachunki gospodarstw domowych.
Seul ma już doświadczenie w ochronie żeglugi. Od 2009 roku utrzymuje jednostkę Cheonghae u wybrzeży Somalii w ramach działań antypirackich. Misja w Ormuz byłaby jednak pierwszym kolejnym morskim zaangażowaniem poza Półwyspem Koreańskim od rozpoczęcia tamtej operacji i odbywałaby się w znacznie ostrzejszym otoczeniu politycznym.
Polska powinna uważnie patrzeć na ten spór
Dla Polski decyzja Seulu ma znaczenie przez ceny energii, stabilność światowego handlu oraz współpracę obronną z Koreą Południową. Koreańskie czołgi K2 wzmacniają dziś polskie wojsko, dlatego kondycja strategiczna i przemysłowa tego państwa nie jest dla nas abstrakcją. Kryzys w Ormuz może podnosić koszty produkcji, transportu i kontraktów na wielu rynkach.
Seul powinien pomóc w ochronie żeglugi wtedy, gdy warunki misji są jasno określone, ryzyko kontrolowane, a własna obrona zabezpieczona. Presja mocarstwa nie zastępuje decyzji suwerennego państwa. To lekcja ważna również dla Warszawy: sojusze są narzędziem bezpieczeństwa narodowego, a nie zgodą na automatyczne wykonywanie cudzych żądań.













