Kontynuacja rozmów z prof. Marią Szyszkowską. Dziś na temat „w poszukiwaniu celu życia”

przegladdziennikarski.pl 3 дни назад

Karol Czejarek (Karol):

Mario Szanowna – pani Profesor: czy możemy porozmawiać o sprawie sformułowanej w tytule?

Maria Szyszkowska (Maria):

Oczywiście, jestem gotowa z Tobą rozmawiać na każdy temat! Zwłaszcza, iż Czytelnicy dotychczasowych rozmów żywo reagowali na naszą wymianę poglądów.

Karol:

Nawet zasugerowali mi dzisiejszy temat, ciekawi Twojego naukowego zdania.

Maria:

Zatem tym bardziej cieszę się na tę rozmowę.

Karol:

Więc udajmy się dzisiaj w podróż w nieznane, by odkryć – używając metafory – „nieznane lądy i poznać odmienne kultury”, które można by określić jako symbol życia.

Maria:

Rodzimy się, dorastamy, a potem jesteśmy nie tylko ciekawi siebie, ale i ŚWIATA, i to w rozmaitych wymiarach.

Karol:

To znaczy, w jakich?

Maria:

Rodzą się pytania o sposób życia w innych kulturach, wzrasta zainteresowanie odmiennymi wyznaniami religijnymi, a także nękają pytania fundamentalne: po co istnieje świat i dlaczego pojawiliśmy się na nim?

Karol:

To są pytania (co wiem ze swego wieloletniego doświadczenia bycia nauczycielem), dotyczące także świata przyrody i jego genezy. Pojawiały się one również u studentów o nastawieniu bardziej refleksyjnym, którzy nie sprowadzali swojego istnienia jedynie dla korzyści materialnych poprzez ukończenie studiów, ale czy to znaczy, iż nie mają oni określonego w życiu celu?

Co Ty Mario na to?

Maria:

Pytania dotyczące świata przyrody są nie mniej istotne niż pytania o przyszłe losy ludzkości. One dręczą osoby, które charakteryzują się głębią życia wewnętrznego. Należy cenić tych, którzy interesują się czymś więcej niż tylko kręgiem własnej rodziny i zdobywaniem dóbr materialnych.

Karol:

Zgoda! Rzeczywiście filozofowie reprezentujący rozmaite nurty, zgodnie oceniają wartości materialne jako niższe. Dlaczego?

Maria:

Wartości wyższych jest o wiele więcej, by podać jako przykład wolność, braterstwo, równość, piękno, pokój, dobro. Do nich mamy zmierzać. Dążenie do wartości niższych jako celów nie wystarcza. Nie rozwiniemy na tej drodze swoich możliwości, w tym talentów.

Karol:

Możesz to Mario poprzeć jakimś przykładem?

Maria:

Np. współczesny niemiecki filozof Gustaw Radbruch, w rezultacie podjętych przez siebie badań historycznych stwierdził, iż społeczeństwa wychowują jednostki, skłaniając je by zmierzały przede wszystkim do jednego z celów zbiorowych. A więc obywatele mają poświęcać swoje życie państwu, albo narodowi bądź społeczeństwu. Ale bywa i tak, iż jako cel nadrzędny wskazuje się jednostkę, która ma zmierzać do swoich indywidualnych celów rozmaitymi metodami. Jednak uwzględniając towarzyszącą im konkurencję i rywalizację – nie służą one wspólnocie.

Karol:

To zapytam: jaka jest według Ciebie różnica w poświęcaniu się państwu, albo narodowi bądź społeczeństwu? Czy to nie to samo? I od razu wiążące się z tym kolejne pytanie: w jakich „czasach” jednostka była celem nadrzędnym? Czy można to odnieść również do naszych obecnych warunków ustrojowych i nie dość bezpiecznej sytuacji międzynarodowej? Mam na myśli to, co dzieje się na Ukrainie, na Bliskim Wschodzie czy w Iranie.

Maria:

Różnica między poświęcaniem życia państwu, narodowi bądź społeczeństwu zawiera się w odmienności ideałów, a jednostkę w każdym z tych przypadków możemy określić jako środek do osiągnięcia zamierzonego celu.

Karol:

To zapytam: w jakim przypadku jednostka była najważniejsza w przeszłości, a w jakim jest (lub powinna być) teraz?

Maria:

Chętnie odpowiem, ale wcześniej dodam, iż np. w XIX wieku (w czasach liberalizmu) jednostka była „wychowywana” na nauce wskazywanej m.in. przez J.S.Milla.

Karol:

Wydaje mi się, iż jego rozprawa o wolności jest wciąż aktualna…

Maria:

Zgoda, choć wcześniej Kant wyraził pogląd, iż człowiek ma być „celem samym w sobie” i iż nie należy traktować jednostki jako środka do celu, choćby ten cel był niesłychanie szczytny.

Żyjemy w tej chwili w epoce neoliberalizmu oraz wpływu amerykańskiej filozofii, czyli filozoficznego pragmatyzmu.

Karol:

To znaczy?

Maria:

Zgodnie z tymi poglądami człowiek jest wartością fundamentalną i ma zmierzać do zaspokajania własnych interesów, nie bacząc na wspólnotę.

Karol:

Moim zdaniem, obowiązkiem każdego z nas jest dążenie do wszechstronnego rozwoju wewnętrznego, a także podejmowanie działań na rzecz wspólnoty nie tylko narodowej, ale także całej ludzkości, bowiem jesteśmy jej składnikiem. Mam rację?

Maria:

Masz bezwzględnie rację, choć w tej chwili ja pozostaję w opozycji do poglądów większości społeczeństwa polskiego. Zdaję sobie sprawę z niepowtarzalności istnienia każdego człowieka, a więc i nonsensu, jakim jest umieranie i zabijanie innych na wojnach.

Karol:

Czy rzeczywiście takie poglądy ma większość naszego społeczeństwa (w co nie bardzo wierzę)? W związku z tym zapytam: co może uratować świat od takiego myślenia?

Maria:

Świat mogą uratować jedynie pacyfiści, ale w Europie nie są dopuszczani do mediów. Żyjemy w przerażającej psychozie możliwej wojny. Nagromadzona broń zagraża pokojowi, ponieważ tę przestarzałą, nie dość nowoczesną w świetle nowych zdobyczy technicznych, najtaniej zużywa się, wywołując wojnę.

Karol:

Zostawiam to stwierdzenie (z którym jednak trudno się nie zgodzić) bez komentarza, jednak ciekaw jestem, co na to nasi Czytelnicy? Czy w ogóle powinniśmy Im coś radzić w tej sytuacji? A co na to współczesna nauka i oczywiście Twoje Mario osobiste zdanie?

Maria:

Niestety, większość myślicieli traktuje wojny jako stan oczywisty i choćby nawiązuje do absurdalnego nakazu mającego genezę w starożytności: chcesz pokoju – szykuj się do wojny. Nurt pacyfistyczny jest liczebnie bardzo niewielki. Był on silny w czasach wojny Amerykanów w Wietnamie. Mam tu na myśli hipisów.

Karol:

Czy wobec tego należy sądzić, iż większość społeczeństw nie podziela stanowiska pacyfistów?

Maria:

Większość osób w poszczególnych państwach aprobuje wojny. Pamiętam niewielkie protesty w Polsce wobec wojny w Iraku na początku naszego stulecia. Wśród chrześcijan stanowisko pacyfistyczne zajmują tylko niewielkie liczebnie wyznania, by wymienić Adwentystów Dnia Siódmego i Świadków Jehowy. Poglądy papieża Franciszka, który zmienił naukę chrześcijańską stwierdzając, iż NIE MA WOJEN SŁUSZNYCH (wbrew poglądom św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu) – zostały skrytykowane.

Karol:

W czym tkwi ten paradoks, iż dla kogoś wojna może mieć oczywisty sens?

Maria:

W tym, iż wyzwala ona troskę o przetrwanie czyli o przeżycie i to staje się oczywistym sensem istnienia! Intensyfikuje nasze życie, niektórych choćby ekscytuje. Powracający z wojny żołnierze, nie mogą się odnaleźć w warunkach pokoju i stagnacji, w zwykłych codziennych czynnościach. Filmy amerykańskie w przejmujący sposób ukazują tę niemożność odnalezienia się w banalnych problemach.

Karol:

Ponawiam więc pytanie o Twoje osobiste zdanie na ten temat…

Maria:

Pytasz mnie o moje zdanie. Wychowałam się w kulcie Powstań Narodowych. Jeden z moich dziadków był działaczem niepodległościowym, a pradziadek powstańcem styczniowym. Jednak pod wpływem filozofii Kanta, zdałam sobie sprawę z wartości pokoju i niezbędności dążenia ku odległemu w czasie wiecznemu pokojowi.

Karol:

Czy dążenie do „wiecznego pokoju” jest wobec tego realne, zwłaszcza w kontekście teorii wspomnianego przez Ciebie filozofa Gustawa Radbrucha?

Maria:

Jest ono wręcz obowiązkiem, jeżeli ceni się istnienie ludzkości, na którą przecież składa się egzystencja poszczególnych jednostek.

Karol:

Mario, nic dodać, nic ująć, ale uzasadniaj dalej…

Maria:

Dążenie do „wiecznego pokoju” staje się jeszcze głębszym zobowiązaniem, o ile przemówi do nas filozofia Radbrucha.

Karol:

I z tym również się zgadzam.

Maria:

Według niego – celem naszego życia powinno być tworzenie świata kultury w nawiązaniu do uznawanego przez nas dorobku twórców z poprzednich wieków. Już kiedyś rozmawialiśmy o tym, jak kolejne pokolenia ogromnie cenią sobie powstałe dzieła kultury swych poprzedników. Co więcej – to, co tworzymy, czyli nasze dzieła, „żyją” dłużej niż ten, kto je tworzy i oczywiste jest, iż tylko pokój jest warunkiem rozwijania możliwości twórczych człowieka. Wojna bezwzględnie niszczy rezultaty jego działań.

Karol:

Tak, masz rację Mario – ROZWÓJ MOŻLIWOŚCI TWÓRCZYCH CZŁOWIEKA JEST MOŻLIWY TYLKO W WARUNKACH POKOJU, a ten jest dzisiaj zagrożony! To w jaki sposób – w świetle filozofii i Twoich doświadczeń życiowych – powinien on być przez KAŻDEGO z nas broniony?

MARIA:

Trzeba wychować nowego człowieka na tyle wrażliwego i uczuciowego, iż nie będzie on zabijać na wojnie.

Karol:

Czy to jest w ogóle możliwe?

Maria:

Tak! Jest to możliwe, bowiem uczynili to ze swoimi wyznawcami Świadkowie Jehowy czy Adwentyści Dnia Siódmego. Są to młode wyznania chrześcijańskie, które w duchu pacyfizmu gwałtownie wychowały swoich wyznawców. Poważnie traktują przykazanie Dekalogu „nie zabijaj !”. Za to ginęli w hitlerowskich obozach, bo nie brali do ręki broni.

Karol:

Oby z tych okrutnych wojennych doświadczeń wyciągać adekwatne wnioski…

Maria:

Ludzkość jest od wieków wychowywana w aprobacie dla wojen – trzeba więc zacząć kształtować pokolenia w wartościach pacyfistycznych. Dążenie do pokoju, to życie wyznaczane przez ideały braterstwa, powszechnej życzliwości. Należy wyrwać jednostki z rozmiłowania w dobrobycie i traktowania dóbr materialnych jako celu istnienia.

Karol:

Niestety, na wojnach można też gwałtownie wzbogacać się! I tu przypomniała mi się „Matka Courage” Brechta: w jego tragedii związane z wojną okrucieństwa zbyt łatwo uchodzi uwadze wielu osobom, które uważały siebie za humanistów.

Mario, droga i szanowna; i znów nie wiadomo kiedy „strzeliło” nam blisko 10 stron rozmowy, więc zakończmy ją. Jednak już dziś myślę o ich kontynuacji, czy masz pomysł na następny , (a może choćby tematy)?

Maria:

Bardzo cenne jest przypomnienie przez Ciebie sztuki Brechta. To znakomita ilustracja części naszego dialogu.

Rozwiązywanie problemów świata zależy od działań człowieka, a one są wyznaczane przez wartości. Przecenia się rolę czynnika ekonomicznego. Do programów edukacyjnych powinno się wprowadzić natychmiastowe zmiany, by kształtowały one uczniów w duchu pacyfizmu i by rozwijały u nich nie tylko sferę intelektualną, ale także wyobraźnię, wrażliwość i uczuciowość. A to stałoby się zaporą dla nienawiści i agresji.

Karol:

Nie tylko Brecht może być „ilustratorem” naszego antywojennego dialogu, mógłbym wymienić wielu autorów ukazujących ludzkie wraki – żołnierzy bez rąk, bez nóg, a nade wszystko „bez duszy”…

Maria:

Wynika z tego, iż długo jeszcze powinniśmy dalej rozmawiać, by odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytanie: co zrobić, aby ludzie przestali się nawzajem zabijać? Zatem cieszę się z perspektywy kontynuacji naszych rozmów. Mam wiele pomysłów na następne, by jako przykład wymienić zagadnienie wolności związane z pytaniem: czy rzeczywiście jest ona aż tak upragniona przez każdego? Inny pomysł na kolejne rozmowy, to zdrowie, ale ujęte w powiązaniu z medycyną naturalną.

Karol:

Z wdzięcznością przyjmuję Twoje obie propozycje, ponieważ wiążą się one z naszymi wcześniejszymi rozmowami. W tym względzie liczę też na naszych Czytelników. DZIĘKUJĘ CI MARIO ZA DZISIAJ.

Maria:

I ja Ci serdecznie dziękuję, pozostając do Twojej dyspozycji na zapowiedziany CIĄG DALSZY.

Читать всю статью