Koniec hegemonii USA nie jest ogłaszany – jest inscenizowany

dakowski.pl 20 часы назад

Koniec hegemonii USA nie jest ogłaszany – jest inscenizowany

Zbigniew Jacniacki wolnemedia/koniec-hegemonii-usa-nie-jest-oglaszany-jest-inscenizowany

Można analizować wizytę Donalda Trumpa w Chinach jako znaczące wydarzenie dyplomatyczne transmitowane przez światowe media. Ale można też uważać, iż była starannie wyreżyserowanym spektaklem politycznym, którego prawdziwym celem nie było ujawnienie rzeczywistych ustaleń między mocarstwami, ale stworzenie narracji możliwej do zaakceptowania przez społeczeństwa. Kamery miały pokazać historię. Rzeczywista historia powstawała jednak poza obiektywem.

Współczesna geopolityka rzadko, o ile w ogóle, rozgrywa się publicznie. Najważniejsze decyzje nie zapadają podczas konferencji prasowych, uroczystych bankietów czy spacerów po pałacowych ogrodach. Są efektem wieloletnich analiz i negocjacji prowadzonych przez wąskie, zawodowe elity państwowe, wojskowe, finansowe i wywiadowcze. Media otrzymują końcowy spektakl — symboliczną inscenizację decyzji podjętych wcześniej. Społeczeństwa mają odnieść wrażenie uczestnictwa w wielkiej polityce.

W rzeczywistości uczestniczą głównie w procesie psychologicznego oswajania zmian. Trump doskonale rozumie logikę medialnej epoki. Wie również, iż amerykańska świadomość polityczna przez dziesięciolecia była budowana wokół przekonania o naturalnej i trwałej hegemonii Stanów Zjednoczonych. Tymczasem świat wszedł w okres głębokiej transformacji. Waszyngton nie posiada już siły pozwalającej samodzielnie organizować globalny porządek tak jak po zakończeniu zimnej wojny. Nie można jednak powiedzieć tego wprost społeczeństwu wychowanemu w poczuciu imperialnej wyjątkowości. Dlatego potrzebna jest nowa opowieść. Nie o utracie dominacji,

lecz o odpowiedzialnym dopuszczeniu Chin do współzarządzania światem — w imię stabilności, pokoju i uniknięcia globalnego chaosu. W tym sensie wizyta Trumpa w Pekinie przypominała bardziej rytuał przekazania części odpowiedzialności za światowy porządek niż klasyczne spotkanie dwóch rywalizujących państw. Imperia bardzo rzadko ogłaszają własny schyłek. Znacznie częściej tworzą ceremonie przejścia, które mają nadać zmianie pozór ciągłości i kontroli. Społeczeństwa nie mogą odnieść wrażenia chaosu — muszą uwierzyć, iż nowy układ został świadomie wybrany przez odpowiedzialnych przywódców.

To właśnie dlatego polityka wielkich mocarstw tak często przypomina teatr. Jednocześnie jest faktem, ze społeczeństwa epoki medialnej coraz rzadziej oczekują rzeczywistego uczestnictwa w procesach władzy. Znacznie bardziej potrzebują emocjonalnych obrazów podtrzymujących poczucie sensu, ciągłości i stabilności świata. Dlatego współczesna geopolityka oprócz decyzji politycznych, musi produkować również widzialne rytuały mające uspokajać zbiorową świadomość. Uściski dłoni, spacery po ogrodach, ceremonialne rozmowy i starannie wyreżyserowane kadry stają się częścią procesu zarządzania społeczną percepcją rzeczywistości. W epoce globalnych mediów imperia nie komunikują już wyłącznie siły — dbają także o psychologiczne poczucie porządku.

Nie oznacza to jednak końca rywalizacji. Stabilność między mocarstwami może trwać bardzo długo, jeżeli główne elity uznają ją za korzystną. Część XIX wieku opierała się na podobnej równowadze. Również okres zimnej wojny, mimo lokalnych konfliktów, był w istocie próbą zarządzania napięciem między wielkimi centrami siły.

Dzisiejszy układ amerykańsko-chiński może więc przetrwać dziesięciolecia. Ale może również rozpaść się stosunkowo szybko.

Wystarczy pojawienie się bardziej agresywnych elit, nowych ambicji ideologicznych albo głębokiego kryzysu gospodarczego, by dotychczasowy kompromis został uznany za oznakę słabości. Historia wielokrotnie pokazywała, iż kolejne pokolenia przywódców często niszczą ostrożny dorobek poprzedników, próbując odzyskać „utraconą wielkość”.

Dla Polski całe to widowisko może mieć również bardzo praktyczne znaczenie. Przez lata każda próba otwartego szukania współpracy gospodarczej z Chinami groziła oskarżeniami o „zdradę Zachodu” albo działanie przeciw interesom Stanów Zjednoczonych. Tymczasem jeżeli sam amerykański hegemon zaczyna publicznie budować narrację partnerstwa i stabilizacji z Pekinem, wówczas także państwa zależne od amerykańskiego parasola politycznego otrzymują ograniczoną przestrzeń do bardziej pragmatycznej polityki. Mówiąc brutalnie: skoro Chiny stają się partnerem naszego politycznego seniora, to również wasale dostają częściowo uchyloną furtkę do „jedwabnego szlaku”.

Nie oznacza to pełnej samodzielności ani strategicznej niezależności. Oznacza jednak możliwość prowadzenia bardziej elastycznej gry gospodarczej bez natychmiastowego ryzyka politycznej stygmatyzacji. Dla państw średnich i peryferyjnych takie przesunięcia w globalnej narracji często mają większe znaczenie niż oficjalne traktaty.

Symboliczny charakter całej wizyty doskonale oddała scena związana ze zwiedzaniem ogrodów przy siedzibie Komunistycznej Partii Chin. Trump najwyraźniej oczekiwał potwierdzenia, iż został potraktowany wyjątkowo — jako partner szczególny, wyróżniony wobec innych światowych liderów. Xi Jinping odpowiedział jednak z chłodnym, niemal konfucjańskim spokojem, iż rzadko zwiedzają je głowy innych państw, ale dodał, iż Władimir Putin zwiedzał te ogrody wielokrotnie.

Była to odpowiedź krótka, elegancka i bardzo chińska. Bez otwartego upokorzenia, ale również bez pozostawienia złudzeń. W kilku słowach Xi pokazał różnicę między cywilizacją myślącą w rytmie wielowiekowej ciągłości państwa a politykiem funkcjonującym w logice medialnego spektaklu i krótkiego cyklu wyborczego.

Dla Zachodu polityka coraz częściej staje się obrazem. Dla Chin pozostaje długim procesem historycznym. Właśnie dlatego obrazy z Pekinu należy analizować ostrożnie. Media widzą czerwone dywany, uściski dłoni i ceremonialne spacery. Prawdziwa geopolityka ukrywa się jednak w subtelnych gestach, pół-zdaniach i symbolach, które dla masowego odbiorcy pozostają niemal niewidoczne. W świecie schyłku hegemonii najważniejsze decyzje rzadko są ogłaszane. Najpierw są negocjowane w ciszy gabinetów, a dopiero później inscenizowane przed kamerami jako nowa opowieść o świecie.

Autorstwo: Zbigniew Jacniacki
Źródło: WolneMedia.net

Читать всю статью