Jeszcze kilka lat temu w Wielkiej Brytanii kwestionowanie dogmatów ideologii gender groziło społecznym ostracyzmem, utratą pracy albo publicznym napiętnowaniem przez medialnych strażników postępu łatkami pokroju „transfobii”. Dziś choćby Brytyjczycy — przez lata będący europejskim laboratorium neokomunistycznej rewolucji obyczajowej — zaczynają wracać do rzeczywistości, w której biologia nie jest „społecznym konstruktem”, ale po prostu nauką o faktach.
Koniec genderowej iluzji nad Tamizą. Najnowszym symbolem odwrotu od najbardziej kuriozalnej ideologii, jaką jest genderyzm/neołysenkizm jest decyzja brytyjskiej Komisji ds. Równości i Praw Człowieka (EHRC). Zgodnie z nią, toalety i przebieralnie mają być dostępne wyłącznie dla osób danej płci biologicznej tj, mężczyzn i kobiet. Oznacza to, iż mężczyzna „identyfikujący się” jako kobieta nie będzie mógł korzystać z damskich przestrzeni tylko dlatego, iż tak chce.
Decyzja EHRC jest konsekwencją ubiegłorocznego wyroku brytyjskiego Sądu Najwyższego, który uznał, iż pojęcie „płci” w Equality Act odnosi się do płci biologicznej, a nie „tożsamości płciowej”. Innymi słowy: chromosomy XX i XY okazały się bardziej odporne na aktywizm niż przypuszczano.
To kolejny cios dla lobby sodomickiego i ruchu transgenderowego na Wyspach. Dodajmy- cios niejedyny. W ostatnich miesiącach brytyjskie federacje sportowe zaczęły wykluczać mężczyzn podających się za kobiety z kobiecych rozgrywek oraz ograniczono im dostęp do żeńskich schronisk i oddziałów szpitalnych. choćby Partia Pracy – ta sama, która dotąd traktowała genderową nowomowę niemal jak religię – zakazała udziału „transkobiet” w swojej kobiecej konferencji partyjnej. Można powiedzieć, iż brytyjski establishment przeszedł drogę od „trans women are women” do powtórek lekcji biologii z klasy 4. szkoły podstawowej.
Cała sytuacja to oczywiście gigantyczna kompromitacja politpoprawnych elit oraz ideologicznego eksperymentu, który próbował wmówić społeczeństwom, iż rzeczywistość biologiczna jest mniej ważna niż subiektywne odczucia zwichrowanej psychicznie jednostki. Nie bez powodu coraz częściej pojawia się w kontekście genderyzmu określenie „neołysenkizm”, jako jego synonim.
Tak jak radziecki pseudouczony Trofim Łysenko próbował podporządkować biologię ideologii komunistycznej i w tym celu negował istnienie genów, tak dziś aktywiści gender usiłowali podporządkować biologię politycznej poprawności, twierdząc, iż chromosomy nie mają znaczenia. Efekty były równie absurdalne: mężczyźni w kobiecych więzieniach, sportach, szatniach i schroniskach, a każdy sprzeciw wobec tego szaleństwa przedstawiano jako „mowę nienawiści” i „transfobię”. I tak nie jest źle – za sprzeciw wobec oryginalnego łysenkizmu, trafiało się bowiem do łagru.
Szczególnie ironiczne jest to, iż proces odwrotu od genderowej rewolucji zaczyna się właśnie w Wielkiej Brytanii, czyli kraju, który przez lata eksportował lewackie wzorce do reszty Europy. Jeszcze niedawno brytyjskie media i instytucje przekonywały, iż kwestionowanie „tożsamości płciowej” to niemal barbarzyństwo. Dziś te same instytucje tworzą przepisy oparte na prawdziwej biologii.
Oczywiście aktywiści alarmują, iż osoby transpłciowe czują się w związku z tym „wykluczane”. Padają oskarżenia o „segregację”, „transfobię” i „cofanie praw człowieka”. Problem polega jednak na tym, iż coraz więcej zwykłych ludzi przestało wierzyć w narrację, według której bezpieczeństwo i prywatność kobiet mają ustępować miejsca ideologicznym eksperymentom. Rzeczywistość ma to do siebie, iż bywa brutalnym weryfikatorem ideologii.
Być może obserwujemy początek szerszego procesu, a Zachód powoli budzi się z lewackiego snu i przypomina sobie, iż fakty biologiczne nie podlegają głosowaniu, ministerialnym wytycznym, czy emocjonalnym wynurzeniom dewiantów. I choć dla lewej strony sceny politycznej to prawdopodobnie szokujące odkrycie, człowiek przez cały czas rodzi się kobietą albo mężczyzną — niezależnie od tego, ile tęczowych broszur wydrukują urzędy i aktywiszcza za szekle od Sorosa.
Polecamy również: Kolumbijczycy w Polsce. Kto płaci za ten eksperyment?













