Konfederacja zaczyna przygotowania do wyborów parlamentarnych w 2027 roku. Jak podaje Do Rzeczy, między Ruchem Narodowym a Nową Nadzieją trwa rywalizacja o pierwsze miejsca na listach. Od sposobu rozwiązania tego sporu zależy, czy prawica wykorzysta rosnące ambicje, czy osłabi się jeszcze przed rozpoczęciem kampanii.
Przygotowania zaczęły się wcześnie
Konfederacja nie czeka na oficjalny początek kampanii parlamentarnej. Według informacji Do Rzeczy ugrupowanie rozpoczęło już prace nad listami wyborczymi, a główną osią rozmów jest podział pierwszych miejsc między Ruch Narodowy i Nową Nadzieję. To właśnie jedynki dają kandydatom największą rozpoznawalność i zwykle najlepszą pozycję w walce o mandat.
Sam fakt rozpoczęcia przygotowań nie powinien dziwić. Wybory do Sejmu wymagają wystawienia kandydatów w 41 okręgach, zbudowania zaplecza terenowego i pogodzenia interesów wielu lokalnych środowisk. Konfederacja równolegle prowadzi Projekt27, dzięki którego zbiera propozycje programowe przed kolejnymi wyborami. Program i listy powstają więc na długo przed głosowaniem.
Dwa środowiska, jeden szyld
Ruch Narodowy, kojarzony z Krzysztofem Bosakiem, oraz Nowa Nadzieja Sławomira Mentzena mają odmienne tradycje polityczne. Narodowcy mocniej akcentują państwo, bezpieczeństwo i interes narodowy. Środowisko Mentzena buduje swoją rozpoznawalność przede wszystkim na postulatach wolnorynkowych, niskich podatkach i ograniczeniu biurokracji. Wspólny start pozwala obu formacjom docierać do szerszej części prawicowego elektoratu, ale przy układaniu list każda z nich pilnuje własnej reprezentacji.
Nie ma dziś podstaw, by ogłaszać rozłam albo otwartą wojnę. Źródło informuje o rywalizacji o miejsca, nie o zerwaniu współpracy. Byłoby jednak naiwnością udawać, iż kolejność kandydatów jest sprawą techniczną. Pierwsze miejsca zdecydują o przyszłym składzie klubu, sile poszczególnych frakcji i ich wpływie na linię całego ugrupowania.
Jedynki rozstrzygną o układzie sił
Każda partia, która rośnie, musi zmierzyć się z napięciem między wspólnym wynikiem a ambicjami swoich działaczy. W Konfederacji ten problem ma szczególne znaczenie. Ruch Narodowy i Nowa Nadzieja wnoszą do koalicji własne struktury, liderów oraz odmienny język polityczny. jeżeli jedno środowisko uzyska wyraźną przewagę na listach, przełoży się to później na obsadę funkcji w klubie i kierunek negocjacji po wyborach.
Dla wyborców prawicy ważniejsze od personalnych targów powinny być kryteria doboru kandydatów. Na jedynkach potrzebni są ludzie przygotowani, odporni na medialną presję i zdolni bronić polskiej suwerenności. Mandat nie może być nagrodą za lojalność wobec jednej frakcji. Ma służyć Polakom, którzy oczekują niższych podatków, bezpiecznych granic i sprzeciwu wobec dalszego ograniczania kompetencji państw narodowych przez Brukselę.
Prawica nie może zmarnować swojej szansy
Konfederacja ma prawo prowadzić twarde negocjacje we własnym gronie. Polityka bez sporu o wpływy nie istnieje. Granica zostanie przekroczona wtedy, gdy walka o mandaty zacznie przesłaniać program i odpowiedzialność za państwo.
Stawką nie jest wygoda działaczy. Chodzi o to, czy w przyszłym Sejmie powstanie silna reprezentacja prawicy zdolna postawić interes narodowy ponad partyjną rutyną oraz zatrzymać rozwiązania uderzające w wolność gospodarczą i suwerenność Polski. Wyborcy gwałtownie rozpoznają listę budowaną według kompetencji. Równie gwałtownie zobaczą układankę przygotowaną wyłącznie dla partyjnych frakcji.
Źródło: Do Rzeczy









