Stało się: Łukaszek wraz z okularnikiem z trzeciej ławki i Grubym Maćkiem grali w kosza. Okularnik trafił Maćka piłką, ten się przewrócił i zadrapał sobie rękę o asfalt.
- Nie umrzesz - powtarzał Łukaszek wrzeszczącemu Grubemu Maćkowi.
- Wygląda paskudnie - okularnik spojrzał na Grubego Maćka.
- I krwawi.
- Rana też wygląda paskudnie - przyznał okularnik i pobiliby się z Maćkiem, no ale Maciek był ranny.
Łukaszek wpadł na genialny pomysł aby podjechać autobusem do szpitala niedaleko na SOR.
- To zły pomysł - stwierdził okularnik. - Zrobili model sztucznej inteligencji i zasymulowali, iż trafił w różnych krajach do szpitala. No i ten w Polsce umarł.
Ale Grubego Maćka bolało coraz bardziej, więc pojechali do tego szpitala.
NA SORze trafili na panią recepcjonistkę. Kazała im czekać w kolejce. Na szczęście gwałtownie to szło, ale za każdym razem kiedy Gruby Maciek trafiał na początek kolejki pojawiał się ktoś, kto wchodził przed niego.
Najpierw żołnierz.
Później krwiodawca.
Następnie emeryt.
Na koniec ciężarna.
Kiedy Gruby Maciek znowu był pierwszy do pomieszczenia weszła z zewnątrz jakaś pani z psem.
- Tym razem nie wpuszczę! Tym razem nie wpuszczę! - zarzekał się Gruby Maciek.
Ale pani podeszła prosto do recepcjonistki, pokazał legitymację, iż należy do Podestu Oligarchów i w związku z tym oczekuje, iż zostanie przyjęta natychmiasta. Tak jak zawsze.
- A co dolega? - zapytał zmęczona recepcjonistka.
- coś jest nie tak z ogonem.
Recepcjonistka osłupiała i drżącym palcem zaczęła celować w pacjentkę.
- Nie, nie, to nie ja - zaśmiała się pani. - To on.
I wskazała na psa.
Recepcjonistka zagotowała się i zaczęła krzyczeć.
- On prawie jak członek rodziny! - broniła się pani pacjentka.
- Przepraszam, czy pani jest z Kłodzka? - zapytał ją okularnik i teraz to pani pacjentka zaczęła krzyczeć.
Nagle otworzyły się drzwi gabinetu. Wyszedł z niego mężczyzna w białym kitlu. PRzeszedł przez pomieszczenie, doszedł do kolejnych. Wyjął coś z kieszenie, wrzucił do jakiegoś urządzenia wiszącego na ścianie koło drzwi. Następnie otworzył drzwi i wszedł do kolejnego pomieszczenia.
- No - westchnęła recepcjonistka. - To teraz pan doktor nie przyjmie nikogo przez dziewięć godzin. Ma pauzę. Rząd wprowadził przepisy o monitoringu czasu pracy lekarza w ustawie o wysokości schodów na poddasze. Chcecie czekać?
Pani z psem chciała.
- A ja nie - powiedział ponuro Gruby Maciek. - Czekałem tak długo, iż aż mi się rana zabliźniła.
- Ja mam za to pytanie - odezwał się Łukaszek. - A co to za urządzenie przy drzwiach do którego lekarz coś tam wkładał?
- Tachograf.












![Nocny incydent przy Rejtana. Służby w akcji [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/724113565_4287536098178516_1914141315615919973_n.jpg)


