Klęska Trumpa

myslpolska.info 1 час назад

Donald Trump i Republikanie ponieśli druzgocącą klęskę. Takich wyników elekcji połówkowej Ameryka nie widziała od dekad. Demokraci przejmują obie izby Kongresu, wygrywając w stanach, w których nie zwyciężali od kilkudziesięciu lat. Symbolem zmiany może być stan Kansas, który niebiescy odbili po raz pierwszy od 1932 r.

Zakończona elekcja stanowiła plebiscyt poparcia dla polityki Donalda Trumpa. Nie była to zresztą żadna niespodzianka. Wybory połówkowe zwyczajowo stanowią swoiste referendum: czy Amerykanom żyje się lepiej, czy gorzej pod rządami danego prezydenta?
Często dzieje się tak, iż kiedy prezydent jest niepopularny, a Donald Trump w tym momencie jest niepopularny jak nigdy – ma w notowaniach około 30% poparcia, usuwa się w czasie kampanii w cień. Nie jeździ po stanach, nie pokazuje się z kandydatami, żeby nie zaszkodzić ich szansom na zwycięstwo z Demokratami. Tymczasem Donald Trump zrobił zupełnie odwrotnie.

Inaczej niż wszyscy jego poprzednicy. Inaczej niż na przykład niepopularny w pewnym momencie George W. Bush. Donald Trump objeżdżał wszystkie stany, występując na wiecach. Przy okazji zachowywał się w dość osobliwy sposób. Trump mówił wprost: głosujcie tak, jakbym to ja był na liście do głosowania. I tak się stało.

Tylko dwa razy partii prezydenta udało się w wyborach połówkowych zwiększyć stan posiadania w Izbie Reprezentantów, izbie niższej Kongresu. Średnio partia urzędującego prezydenta traci w niej 26 miejsc. Tym razem rezultat elekcji jest wręcz druzgocący dla urzędującego prezydenta. Gdy piszę ten tekst, trwa jeszcze liczenie głosów, ale zanosi się na to, iż w nowym Senacie Demokraci będą mieć 55 mandatów. Tak silni nie byli od ponad dekady. Republikanie stracą osiem mandatów, tyle samo co w 1986 r.

W Izbie Reprezentantów Demokraci zdobędą najprawdopodobniej około 260 mandatów, a Republikanie będą ich mieli około 175. To byłby najlepszy wynik Demokratów i najgorszy Republikanów od 1990 r. W głosowaniu powszechnym do Izby Demokraci prowadzą różnicą ponad 11 pkt proc. Po uwzględnieniu wyników z zachodnich stanów przewaga ta może się jeszcze zwiększyć. Wybory gubernatorów mogą zmienić układ sił z 24 do 26 na 30 do 20 na korzyść Demokratów – najkorzystniejszy dla nich od lat 90.

Skala porażki Trumpa zaskakuje, ale sama porażka już nie. To rachunek wystawiony przez amerykańskich wyborców za drożyznę symbolizowaną przez cenę galona benzyny. Ale także, może w jeszcze większym stopniu, rachunek wystawiony przez zwolenników MAGA za zdradę ideałów. Awanturnicza polityka i udział w inspirowanej przez Izrael wojnie napastniczej przeciwko Iranowi stanowią przecież zaprzeczenie przedwyborczych zobowiązań.

Tak czy inaczej okres łatwych rządów Trumpa zakończył się. Kongres decyduje o finansach i jest to jedna z jego najważniejszych kompetencji. Niektóre cele polityki Donalda Trumpa w nowych realiach nie będą po prostu finansowane. Może pojawić się problem z uchwaleniem budżetu, co doprowadzi do zamknięcia rządu, z którym Ameryka już miała do czynienia w tej kadencji. Przede wszystkim jednak Kongres ma kompetencje kontrolne, z których adekwatnie teraz nie korzysta. Może wzywać członków administracji Donalda Trumpa przed komisje kongresowe i zadawać trudne pytania, na przykład o wojnę w Iranie czy współpracę z Izraelem. Mogą pojawić się nowe komisje śledcze. Prawdopodobna jest też próba wszczęcia procedury impeachmentu.

Paradoksalnie jednak wiele pozostanie po staremu. Wiele osób na świecie chce, żeby Ameryka wróciła do tego, jaka była przed Trumpem. Jednak została już zbyt mocno zmieniona przez Donalda Trumpa, by wrócić do miejsca, w którym była. Donald Trump rozszerzył granice władzy prezydenckiej. Prezydent USA może teraz bardzo dużo. Żaden jego następca, niezależnie od tego, czy będzie Republikaninem, czy Demokratą, nie będzie chciał zmniejszyć tego zakresu władzy.

Rządy Trumpa zmieniły też definicję tego, co można w polityce. Nie ma już takich rzeczy, których nie można zrobić albo powiedzieć. Donald Trump przekraczał wszelkie granice i wygrywał. Po nim może robić to każdy.

Wreszcie Donald Trump przekierował amerykańską politykę na sprawy wewnętrzne. Polityka zagraniczna służy dziś w Ameryce wygrywaniu w polityce wewnętrznej. Dlatego idea America First, czyli skupienie się na polityce wewnętrznej, pozostanie niezależnie od tego, która opcja polityczna wygra — czy to wybory do Kongresu, czy wybory prezydenckie w 2028 roku.

Co oznacza to dla nas? Światowy żandarm skupiony na własnych problemach może być dobrą wiadomością dla państw marginalnych, znajdujących się na obrzeżach stref wpływów. Przynajmniej w krótkiej perspektywie. Na dłuższą metę powrót wojennych jastrzębi związanych z amerykańskim deep state generuje jednak więcej zagrożeń niż szans. Tym bardziej, iż będzie to jednocześnie wiatr w żagle dla cofających się dotąd powoli globalistów.

Pozostaje jedynie cierpliwie przyglądać się polityce zachodniego hegemona. I liczyć, iż będzie się on skupiał na innych niż europejski kierunkach.

Przemysław Piasta

Читать всю статью