Kisiela brak, czyli o jakości politycznej komunikacji

angora24.pl 7 часы назад

Konferencja rządzi się określonymi zasadami. Pierwsza jest taka, iż media są ważniejsze niż prelegent. On przychodzi do dziennikarzy, by wysłuchać pytań i sensownie oraz wyczerpująco na nie odpowiedzieć; czasem także wysłuchać oświadczeń. Zdaję sobie sprawę, iż nie zawsze konferencje przebiegają według takiego wzoru – w rzeczywistości bywa zwykle odmiennie. A to dlatego, iż politycy nie znają tej podstawowej zasady: po pierwsze media.

Wystąpienie Pawła Szefernakera, szefa gabinetu prezydenta, na tle Pomnika Księcia Józefa Poniatowskiego (nie wiem, dlaczego przy pomniku) nazywam więc briefingiem. Minister miał zakomunikować, czyli złożyć oświadczenie dziennikarzom, iż ustawa o statusie osoby najbliższej procedowana w Sejmie nie spotka się z poparciem prezydenta. Nie zapowiedział weta, ale z kontekstu wynikało jednoznacznie, iż ono będzie. Szef gabinetu zapowiada weto, którego jeszcze nie ma…

Zresztą to nie jedyna śmieszność przy tym pomniku. Otóż minister Szefernaker powiedział: „Każdy człowiek może żyć, jak uważa, ale na związki partnerskie nie ma zgody”. Krótko mówiąc: Niech żyją, jak chcą, a my im życia nie ułatwimy. Pan Szefernaker jeszcze przed „prezydentem wszystkich Polaków” wykluczył tych, którzy żyją, „jak chcą”, tylko dlatego, iż związki partnerskie kojarzą się panu ministrowi z małżeństwem.

Jeżeli obok rzeki powstanie kanał żeglugowy, a takie przykłady mamy na podorędziu, to czy on będzie rzeką? Chyba nie. Tak też jest z małżeństwem, które zawsze będzie małżeństwem, choćby obok żyła jak chce niezliczona ilość związków partnerskich. Ale nie ma co przekonywać – panowie ministrowie z pałacu wiedzą lepiej.

Szefernaker przynajmniej sprawia wrażenie skromnego, ale Marcin Przydacz jest już z innej bajki. Parcie na szkło ma większe od niejednej gwiazdy estrady. Jak już zabłyśnie w oknie telewizora, to swym napuszeniem wszem wobec daje do zrozumienia: „ja tu rządzę”. Minister Zbigniew Bogucki – do czasu „szlabanu” marszałka Czarzastego – też nie odpuścił żadnej okazji, by zaistnieć w mediach. Na mównicy sejmowej jawił się jako wyrocznia prawa, najwybitniejszy legislator, jedyny taki prawnik pod słońcem, a w Europie Środkowej już na pewno.

Żałośni są ci napuszeni panowie pokazujący nam się w telewizji. Oczekiwałbym choć odrobiny skromności na przykrycie nieuzasadnionej buty.

Szkoda, iż nie ma już Kisiela. Pamiętamy jego słynne powiedzonka „głupota polityczna”, „dyktatura ciemniaków” i to, iż „jesteśmy w…”. Brakuje nam Kisiela. Nazwałby tak tę naszą rzeczywistość, iż niejednemu politykowi nie tylko szczęka by opadła. Świadomie irytował i władzę ludową, i opozycję, i środowiska katolickie, zmuszając do samodzielnego myślenia.

Czasy się zmieniły, władza jest inna, czy Kisiel byłby Kisielem? Bo głupota polityczna przez cały czas ma się dobrze.

Читать всю статью