"Kim pani jest?!". Dziennikarz oburzony interwencją rzeczniczki praw dziecka

polsatnews.pl 13 часы назад

- Kim pani jest!? Kim pani jest, iż stawia pani pół warszawskiej policji na nogi? Strach iść przed panią z dzieckiem - grzmiał na antenie Polsat News Grzegorz Jankowski. Odniósł się w ten sposób do doniesień portalu Zero.pl dotyczących rzeczniczki praw dziecka Moniki Hornej-Cieślik, która swoją interwencją chciała doprowadzić do odebrania rodzicom dzieci.

Polsat News
Prowadzący Grzegorz Jankowski w programie Punkt Widzenia Jankowskiego w Polsat News

W środowym wydaniu programu "Punkt Widzenia Jankowskiego" prowadzący Grzegorz Jankowski rozmawiał na temat zdarzenia, do którego doszło w połowie sierpnia na warszawskiej Białołęce. Rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak wdała się wówczas w sprzeczkę z kobietą, którą przyłapała na stosowaniu przemocy wobec swojego czteroletniego dziecka.

O spawie poinformował portal Zero.pl, który relacjonuje, iż gdy Rzecznik zwróciła kobiecie uwagę została zwyzywana. O sprawie poinformowano policję, która sprawdziła, czy istnieją podstawy do podjęcia interwencji w związku z bezpieczeństwem dzieci. Horna-Cieślak interweniowała też w sądzie rodzinnym, który starała się przekonać, iż kobiecie i jej mężowi powinno się odebrać ich dzieci.

Ostatecznie, ani policja, ani sąd nie odnaleźli przesłanek do tak radykalnego działania. Sąd nakazał natychmiastowy powrót małoletnich do prawnych opiekunów i wskazał, iż działania Horny-Cieślak mogą nosić znamiona "przemocy instytucjonalnej".

ZOBACZ: Dzieci odebrane rodzicom. Rzeczniczka praw dziecka wyjaśnia

- Policja się niestety boi - grzmiał w programie Jankowski, mówiąc na temat sprawy. - Przychodzi taka pani rzecznik i stawia na nogi całą komendę. Policja informuje w ogóle, iż komendanta nie było wówczas na komendzie bo to był dzień wolny. Pani ma takie długie ręce, iż potrafi pani organizować takie spotkania - pytał retorycznie Rzeczniczki Praw Dziecka.

- Normalny, zwykły człowiek często nie może się doprosić interwencji, a pani stawia na nogi całą komendę miejską? Kim pani jest? Kim pani jest, iż stawa pani pół warszawskiej policji na nogi? Strach iść przed panią z dzieckiem - komentował Grzegorz Jankowski.

Grzegorz Jankowski grzmi w studiu. Chodzi o Rzecznika Praw Dziecka

Prowadzący "Punktu Widzenia Jankowskiego" wytknął także inne kontrowersje Moniki Hornej-Cieślak. - Najpierw 'osoby uczniowskie', odbiera pani dzieciom płeć. Wcześniej wymyśliła pani te durne lody, których nie można było dawać dzieciom z biało-czerwonym paskiem na świadectwie. Co pani w ogóle wymyśla? - wskazywał.

W programie zwrócił się także do policji. - Jaj nie macie w tej policji po prostu. (...) Urzędnik wysokiej ranki przyszedł, tak jest - mówił Jankowski, wykonując gest salutowania. - Co to za zwyczaje w ogóle? Urzędnik przychodzi, a wy od razu organizujecie spotkanie - reagował na sytuację.

WIDEO: Grzegorz Jankowski o rzeczniczce praw dziecka

W trakcie programu przytoczył także historię zakupów z synem, kiedy odmówił mu kupienia lizaka, na co dziecko w odpowiedzi zaczęło krzyczeć. - Kobieta, która stała za mną w kolejce mówiła: 'pan nie umie wychowywać dziecka'. No nie umiem, rzecznika praw dziecka mi dajcie. Zabierzcie mi dzieci - uniósł się prowadzący.

ZOBACZ: Głośno o interwencji rzeczniczki praw dziecka. Dzieci trafiły do placówki

- Kobieto, pani rzecznik. Jest tyle kontrowersji wokół pani, iż powinna pani mieć krztę honoru i podać się do dymisji - zaapelował do Moniki Hornej-Cieślik.

Zapytał także "jakie ona musi mieć chody", jeżeli może postawić na nogi całą komendę miejską w Warszawie. - To co ona może jeszcze zrobić? Dziecko zabrać? - pytał Grzegorz Jankowski.

"Kim pani jest", "powinna się pani podać do dymisji". Reakcje Jankowskiego na działania Rzeczniczki Praw Dziecka

Horna-Cieślik była także dopytywana o sprawę na antenie Polsat News. Tłumaczyła, iż czekając na autobus zobaczyła kobietę, która w bardzo wulgarny sposób odnosiła się do swojego kilkuletniego dziecka. - Więc proszę sobie wyobrazić, o ile w miejscu publicznym matka w taki sposób mówi do własnych dzieci, to co się dzieje w czterech ścianach? - pytała.

Podczas rozmowy prowadzący Michał Cholewiński przytoczył fragment orzeczenia sądu dotyczące tego, iż działania Hornej-Cieślak "mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej, a machina państwowa i urzędowa została uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia".

Według sądu "punktem wyjścia było co najwyżej szarpnięcie dziecka przez matkę i słowa, iż 'przez całe życie muszę się z tobą męczyć' oraz wulgaryzmy wobec pani Moniki Horny-Cieślak". Również wezwani na miejsce policjanci mieli nie widzieć podstaw do tego, żeby odebrać dzieci rodzicom.

ZOBACZ: Nowy Rzecznik Praw Obywatelskich. Jest decyzja Senatu

Mimo to dochodziło do tajemniczych weekendowych spotkań RPD z komendantem stołecznym policji, które policja określiła mianem "roboczych". - Czy wywierała pani presję na policję, żeby dzieci od rodziców zabrać? - zapytał.

- Po pierwsze, bardzo bym chciała, żeby sąd bazował na całości materiału dowodowego. (...) Kiedy dowiedzieliśmy się w poniedziałek, iż jest rozprawa, która ma dotyczyć tego, co się wydarzyło, sąd mnie choćby nie wezwał, żebym składała zeznania w charakterze świadka. Sama się stawiłam - odpowiedziała. - Druga rzecz, nie spotykałam się z żadnym panem komendantem - dodała.

WIDEO: Komorowski o stałej bazie USA: Nie podniesie bezpieczeństwa Polski
Читать всю статью