Marcin Kierwiński 11 września odrzucił w Polsat News zastrzeżenia Zbigniewa Boguckiego wobec wyboru Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego i odesłał szefa KPRP do wygłaszania ocen „przy obiedzie”. Spór dotyczy wymaganego 10-letniego stażu radcy prawnego, a jego finał zdecyduje, czy Berek obejmie urząd sędziego TK.
Minister odpowiada atakiem
Marcin Kierwiński wystąpił 11 września w programie „Gość Wydarzeń” Polsat News. Pytany o zastrzeżenia Pałacu Prezydenckiego wobec wyboru Macieja Berka, nie podjął szczegółowej polemiki z treścią pisma skierowanego do Sejmu. Zamiast tego zaatakował prawicę i oświadczył, iż czasy, gdy politycy PiS mieli decydować o zgodności działań z prawem, już minęły.
Szef MSWiA zapewnił, iż Sejm świadomie głosował nad kandydaturą i dochował formalności. Następnie stwierdził, iż Zbigniew Bogucki może wygłaszać swoje oceny w domu, „przy obiedzie i do swojej małżonki”, natomiast jako urzędnik państwowy ma przestrzegać prawa. Słowa brzmią ostro, ale nie odpowiadają na podstawowe pytanie: jakie dokumenty potwierdzają wymagany staż kandydata?
Dziesięć lat stażu pod znakiem zapytania
Sejm wybrał Macieja Berka na sędziego TK 4 września. Kandydaturę poparło 226 posłów, przy wymaganej większości 219 głosów. Oficjalne głosowanie odbyło się podczas 64. posiedzenia izby. Berek był wcześniej ministrem odpowiedzialnym za nadzór nad wdrażaniem polityki rządu Donalda Tuska, a jego kandydaturę zgłosili posłowie Koalicji Obywatelskiej.
Zbigniew Bogucki zakwestionował sposób sprawdzenia, czy Berek spełnia ustawowe warunki. Przepisy wymagają od kandydata między innymi co najmniej dziesięcioletniego wykonywania zawodu radcy prawnego albo odpowiedniego stażu na wskazanych stanowiskach prawniczych. Kancelaria Prezydenta wskazała, iż sam wpis na listę radców nie przesądza jeszcze o faktycznym wykonywaniu zawodu przez wymagany okres.
W piśmie do marszałka Sejmu Bogucki poprosił o dokumenty, na podstawie których izba zweryfikowała kwalifikacje Berka. Kandydat przedstawił zaświadczenie Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie. Wynika z niego, iż ma uprawnienia od 25 września 2002 roku oraz zgłosił wykonywanie zawodu w okresach od 1 stycznia 2006 roku do 31 lipca 2009 roku i od 1 sierpnia 2012 roku do chwili obecnej. Spór dotyczy tego, czy ewidencyjne zgłoszenie wystarcza jako dowód rzeczywistej praktyki zawodowej.
Państwo prawa wymaga dokumentów
Rząd może bronić swojego kandydata. Ma też pełne prawo polemizować z Pałacem Prezydenckim. Nie może jednak udawać, iż żądanie okazania dokumentów jest prywatną fanaberią urzędnika. Chodzi o urząd sędziego Trybunału Konstytucyjnego, a nie o partyjną nominację, którą wystarczy przegłosować i ogłosić zakończenie sprawy.
Stawką jest wiarygodność polskiego państwa. o ile dokumenty potwierdzają dziesięcioletni staż Berka, należy je przedstawić i zamknąć spór. o ile ich nie ma, większość sejmowa musi wyjaśnić, na jakiej podstawie dopuściła kandydaturę do głosowania. Brak terminu ślubowania pokazuje, iż procedura nie kończy się na decyzji posłów.
Kierwiński próbuje sprowadzić kontrolę legalności do politycznej pyskówki. To wygodne, bo mocna riposta zastępuje odpowiedź na konkret. Polacy mają jednak prawo oczekiwać, iż przy obsadzaniu Trybunału liczą się ustawy i dokumenty, a nie dyscyplina koalicyjna. Suwerenność państwa zaczyna się od poważnego traktowania jego własnego prawa.
Źródła: Do Rzeczy, Kancelaria Prezydenta RP, Sejm RP.
Źródło: Do Rzeczy











