Kiedy wydatki na armię stają się inwestycją w gospodarkę

liberte.pl 11 часы назад

Od kapitału do bezpieczeństwa

7 lipca 2026 PKO Bank Polski poinformował, iż wspiera inicjatywę Call to Action, skierowaną do sektora finansowego i dotyczącą zwiększenia udziału prywatnego kapitału w finansowaniu obronności, bezpieczeństwa i odporności państw NATO [1]. Ten komunikat pokazuje głębszą zmianę w polityce gospodarczej Zachodu. Bezpieczeństwo przestaje być wyłącznie pozycją w budżecie państwa. Staje się jednym z największych obszarów mobilizacji kapitału publicznego i prywatnego.

Instytucje finansowe uczestniczące w inicjatywie NATO miały już zmobilizować 217 mld dolarów na cele związane z bezpieczeństwem i obronnością. W komunikacie PKO BP wskazano również, iż modernizacja polskiej obronności może do 2035 wygenerować łączny impuls popytowy sięgający niemal 1,3 bln zł [1]. W raporcie „Wydatki militarne – bezpieczeństwo i rozwój” bank szacuje odrębnie, iż dodatkowy popyt może przełożyć się na około 1301 mld zł dodatkowego PKB [2].

Te szacunki nie oznaczają, iż wydatki obronne same się zwrócą ani iż budżet odzyska podobną kwotę w podatkach. Pokazują skalę potencjału. Modernizacja armii może stać się jednym z największych programów popytowych i inwestycyjnych najbliższej dekady. Słowo „może” jest jednak najważniejsze. Są to wyniki symulacji zależne od realizacji planów modernizacyjnych oraz założeń dotyczących importu, krajowej produkcji i kosztów utrzymania sprzętu.

W ekonomii sama skala wydatków nie przesądza o ich efekcie. O tym decyduje struktura. Inaczej działa miliard złotych przeznaczony na gotowy sprzęt kupiony za granicą, a inaczej miliard, który uruchamia krajową produkcję, serwis, naprawy, modernizację, komponenty, badania i rozwój (B+R), własność intelektualną i eksport. W pierwszym przypadku część impulsu gwałtownie wypływa z gospodarki. W drugim: pozostaje w krajowym obiegu i może zwiększać mnożnik fiskalny.

Dlatego nie wystarczy pytać, ile Polska wyda na armię. Trzeba pytać o importochłonność, udział zawartości krajowej w zamówieniach (local content), transfer technologii, zdolności utrzymania, napraw i modernizacji sprzętu wojskowego (MRO, maintenance, repair and overhaul) oraz finansowanie firm tworzących technologie podwójnego zastosowania (dual-use technologies). Te kategorie przesądzają, jaka część popytu zostaje w kraju i czy wydatki tworzą tylko krótkotrwały impuls, czy także moce produkcyjne, kompetencje, technologie i eksport.

Raport PKO BP przenosi debatę z poziomu skali nakładów na ich strukturę i efekty. Państwo będzie w najbliższych latach jednym z największych zamawiających w gospodarce. Stawką jest nie tylko lepsze uzbrojenie, ale także to, czy po dekadzie rekordowych wydatków pozostaną w Polsce przemysł, technologia, eksport i zdolność do trwałego finansowania bezpieczeństwa.

To rozróżnienie ma znaczenie także dla finansów publicznych. Wydatki obronne są konieczne, ale nie są fiskalnie darmowe. Zwiększają potrzeby pożyczkowe, konkurują z innymi priorytetami i wymagają wiarygodnego finansowania przez wiele lat. Przy programie tej skali choćby niewielka różnica w strukturze zakupów może oznaczać dużą różnicę w krajowej wartości dodanej, wpływach podatkowych, zatrudnieniu i długu publicznym.

Pytanie nie dotyczy więc tego, czy wydawać na obronność. Po 2022 odpowiedziała na nierzeczywistość. Dotyczy tego, jak wydawać, aby pieniądze przeznaczone na bezpieczeństwo budowały równocześnie krajowy przemysł, technologię, eksport, odporność i wiarygodność finansową państwa.

Co naprawdę oznacza 1,3 biliona złotych

1,3 bln zł nie oznacza zwrotu wydatków ani dochodów podatkowych tej skali. To szacunek skumulowanego wpływu na PKB, zależnego od struktury zakupów, importu, serwisu i krajowej produkcji [2].

Trzeba rozróżnić trzy wielkości. Pierwsza to wydatki na sam sprzęt wojskowy, szacowane do 2035 na 641,5 mld zł. Druga to łączny impuls popytowy, obejmujący także utrzymanie, serwis i powiązane usługi – 1228,5 mld zł. Trzecia to szacowany wpływ na PKB. Według raportu dodatkowy popyt w latach 2024-2035 może wygenerować 1301 mld zł dodatkowego PKB, czyli około 38 proc. PKB Polski z 2023 [2].

Wydatki publiczne są punktem wyjścia, ale nie są jeszcze efektem gospodarczym. Impuls popytowy pokazuje, gdzie trafia zamówienie państwa. Wpływ na PKB pokazuje, jak popyt przekłada się na krajową produkcję, dochody, zatrudnienie i aktywność w sektorach powiązanych.

Największym bezpośrednim beneficjentem modernizacji armii byłoby przetwórstwo przemysłowe, zwłaszcza naprawa, konserwacja i instalacja maszyn i urządzeń, produkcja sprzętu transportowego i wyrobów metalowych. Wzrost popytu odczułyby także: budownictwo, handel i transport. Obronność jest więc łańcuchem popytu, którego część może zasilać krajowe firmy, a część zostać przejęta przez import.

Raport zakłada, iż 60 proc. sprzętu wojskowego w ramach modernizacji armii będzie pochodzić z importu. Jednocześnie większość środków związanych z utrzymaniem sprzętu może trafić do podmiotów krajowych, przede wszystkim do sektora naprawy, konserwacji i instalacji maszyn i urządzeń [2]. Zakup jest najbardziej widoczny politycznie. Utrzymanie, serwis i modernizacja są mniej widoczne, ale gospodarczo mogą być równie ważne.

Znaczenie tych wydatków rośnie w czasie. W pierwszej fazie państwo kupuje sprzęt szybko, często za granicą, bo musi uzupełnić luki w zdolnościach obronnych. W kolejnych latach coraz większą część rachunku tworzą infrastruktura, części, amunicja, przeglądy, naprawy, modernizacje i szkolenia. Deloitte szacuje, iż wydatki obronne Polski w latach 2025-2035 mogą wynieść około 1,9 bln zł. Jednocześnie tylko 41 proc. zakupów zbrojeniowych przewidzianych na lata 2024-2035 ma zostać fizycznie zrealizowanych w Polsce [3]. Im większą część kosztów cyklu życia sprzętu uda się osadzić w kraju, tym większy będzie gospodarczy efekt modernizacji.

Jeżeli państwo nie mierzy krajowej wartości dodanej w dużych programach obronnych, nie zna ich rzeczywistego efektu gospodarczego. Sama wartość kontraktu mówi niewiele. Liczy się udział importu i krajowej produkcji, zakres serwisu w Polsce, transfer technologii, udział poddostawców oraz prawa do dalszej modernizacji sprzętu. Liczba 1,3 bln zł jest więc mniej odpowiedzią, a bardziej pytaniem o warunki, od których zależy efekt modernizacji.

Jeżeli Polska nie zbuduje zdolności utrzymania i modernizacji, będzie płaciła nie tylko za zakup sprzętu, ale także za trwałą zależność od zagranicznego serwisu, części, licencji i aktualizacji. Z perspektywy bezpieczeństwa jest to ryzyko operacyjne. Z perspektywy gospodarki – słabszy mnożnik, mniejsza wartość dodana i ograniczony transfer technologii.

Pomiar powinien obejmować nie tylko miejsce montażu, ale także źródło komponentów, udział polskich firm w projektowaniu i integracji, zakres praw własności intelektualnej oraz zdolność do samodzielnej modernizacji. Kontrakt zmontowany w Polsce może przez cały czas pozostawać wysoko importochłonny. Z kolei zakup zagranicznej platformy może dać większy efekt krajowy, o ile obejmuje serwis, amunicję, oprogramowanie i udział poddostawców przez cały cykl życia.

Gdzie zostaje popyt: importochłonność i mnożnik

Najważniejsze pytanie ekonomiczne nie brzmi, czy wydatki obronne zwiększają popyt. Zwiększają. Pytanie brzmi, gdzie ten popyt zostaje zaspokojony. o ile w kraju, wzmacnia produkcję, zatrudnienie, podatki, kompetencje i inwestycje. o ile za granicą, zasila przemysł innych państw.

Część importu jest nieunikniona. Polska musi gwałtownie uzupełniać zdolności wojskowe i nie zbuduje w krótkim czasie wszystkich technologii, platform oraz systemów uzbrojenia. Nie oznacza to jednak, iż skala importu jest obojętna. Według symulacji PKO BP spadek importochłonności zakupów sprzętu z 60 do 30 proc. zwiększyłby efekt dla PKB o około 360 mld zł w całym okresie analizy [2]. To jedna z najważniejszych liczb w tej debacie. Struktura wydatków może być niemal tak ważna, jak ich skala.

W praktyce chodzi o local content i udział krajowej wartości dodanej. Nie jest to hasło protekcjonistyczne, ale kategoria ekonomiczna i strategiczna. Ten sam kontrakt może mieć zupełnie inny wpływ na gospodarkę zależnie od tego, czy Polska kupuje tylko gotowy produkt, czy także technologię, komponenty, dokumentację, serwis, prawa do modernizacji i miejsce dla krajowych poddostawców.

Największą część wartości nie zawsze tworzy produkcja końcowa. W nowoczesnych systemach duże znaczenie mają: oprogramowanie, integracja, sensory, dane, certyfikacja, diagnostyka i aktualizacje. Dlatego polityka local content nie powinna sprowadzać się do procentu elementów wyprodukowanych w kraju. Powinna mierzyć, które kompetencje zostają w Polsce i czy pozwalają rozwijać kolejne generacje produktu.

Szczególną rolę odgrywa MRO. Sprzęt wojskowy jest eksploatowany przez dekady, a koszty utrzymania, części, napraw i modernizacji mogą stanowić znaczną część całego rachunku. Zdolności MRO tworzą stabilny popyt dla przemysłu, ale mają też znaczenie strategiczne: w kryzysie dostęp do zagranicznego serwisu może zostać ograniczony, a czas naprawy staje się elementem zdolności bojowej.

W Polsce przez cały czas brakuje precyzyjnych danych pozwalających ocenić wpływ przemysłu obronnego na PKB, zatrudnienie, eksport, podatki i krajową wartość dodaną [4]. Państwo widzi wartość kontraktów, ale nie ich pełny rachunek gospodarczy.

Szacunki mnożników wydatków obronnych są zróżnicowane. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wskazuje, iż wiele krótkookresowych ocen mieści się w przedziale około 0,6-1,0 [8]. Są one zwykle niższe od szacunków dla dobrze przygotowanych inwestycji infrastrukturalnych, zwłaszcza gdy zakupy obronne są wysoko importochłonne. Nie oznacza to, iż obronność jest mniej potrzebna. Pokazuje jedynie, iż jej efekt gospodarczy jest silnie zależny od struktury zakupów i zdolności krajowej podaży.

Badanie „Buy Guns or Buy Roses?” pokazuje, iż szok wydatkowy równy 1 proc. trendowego PKB może w krótkim okresie zwiększyć produkcję w Unii Europejskiej o około 1,4 proc. w pierwszym roku i 1,6 proc. w drugim. Efekt wygasa jednak w średnim okresie. Mnożnik jest wyższy tam, gdzie istnieje przestrzeń fiskalna i niższe uzależnienie od importu. Przy ograniczonej przestrzeni fiskalnej i wysokiej importochłonności może spaść do zera lub przyjąć wartości ujemne [5].

Dla Polski to szczególnie ważne ostrzeżenie. Wysoki deficyt, rosnący dług i duży udział importu mogą istotnie osłabić krajowy efekt bilionowego programu modernizacyjnego. Nie chodzi jednak o prostą opozycję: import zły, produkcja krajowa dobra. Polska potrzebuje kooperacji międzynarodowej, najlepszych technologii i interoperacyjności z sojusznikami. Import powinien być jednak powiązany z transferem technologii, udziałem poddostawców, serwisem, szkoleniami, dokumentacją i możliwością rozwoju eksportu.

Kooperacja międzynarodowa może wzmacniać krajową gospodarkę, o ile Polska uczestniczy w podziale pracy jako partner technologiczny i produkcyjny. Może ją też utrwalać w roli klienta, o ile kontrakty kończą się na dostawie gotowego systemu. Granica między tymi wariantami przebiega przez dokumentację, prawa do naprawy i modernizacji, certyfikację poddostawców oraz dostęp do przyszłych zamówień eksportowych.

Dlatego duże kontrakty zagraniczne powinny być oceniane równocześnie według kryteriów wojskowych i gospodarczych. Cena, termin i parametry techniczne są podstawowe. Obok nich trzeba jednak badać udział polskich firm, zakres MRO, transfer technologii, możliwość produkcji części i amunicji oraz potencjał wejścia do globalnego łańcucha dostaw.

Wydatek obronny działa przez trzy kanały. Pierwszy jest popytowy: państwo zamawia sprzęt, amunicję, usługi, infrastrukturę i serwis, a firmy zwiększają produkcję oraz zatrudnienie. Drugi jest podażowy: wydatki tworzą moce produkcyjne, kompetencje, B+R, technologie podwójnego zastosowania i eksport. Trzeci jest fiskalny: większy popyt jest finansowany wyższymi potrzebami pożyczkowymi, które przy wysokim długu i kosztach finansowania mogą wypychać inne wydatki albo wymuszać późniejszą konsolidację.

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy podkreślają, iż wpływ wydatków obronnych zależy od importochłonności, przestrzeni fiskalnej, sposobu finansowania i reakcji krajowej podaży [8][10]. Podstawowym celem obronności jest bezpieczeństwo, ale jej uboczny efekt gospodarczy może być większy lub mniejszy zależnie od jakości alokacji środków.

Szacunki skali efektu są zróżnicowane. W stylizowanej, ogólnounijnej symulacji Komisji Europejskiej, zakładającej stopniowy i finansowany długiem wzrost wydatków obronnych o 1,5 proc. PKB do 2028, realny PKB byłby w 2028 o około 0,5 proc. wyższy, a relacja długu do PKB o około 2 pkt proc. wyższa niż w scenariuszu bazowym [9]. Goldman Sachs szacuje mnożnik bliski 0,5 w horyzoncie około dwóch lat, podczas gdy Ethan Ilzetzki wskazuje na wyższe efekty, gdy zamówienia trafiają do europejskiej produkcji wysokotechnologicznej [11][12].

Wspólny mianownik tych analiz jest czytelny. Mnożnik nie wynika z samej nazwy wydatku, ale z tego, co wydatek uruchamia w gospodarce. Import gotowego sprzętu przy wysokim deficycie daje ograniczony efekt krajowy. Produkcja, technologia, serwis, eksport i krajowe łańcuchy dostaw mogą działać znacznie silniej.

Różnice między szacunkami nie oznaczają, iż któreś badanie musi być błędne. Poszczególne analizy przyjmują inne horyzonty, sposoby finansowania i reakcje podaży. Jedne mierzą krótkookresowy wzrost popytu, inne trwały efekt technologiczny, a jeszcze inne koszt wyższego długu. Dla polityki gospodarczej najważniejsze nie jest więc szukanie jednej uniwersalnej wartości mnożnika, ale rozpoznanie warunków, które mogą go podnieść albo obniżyć.

Wysoki mnożnik nie powinien być zresztą warunkiem każdego zakupu. Część wydatków trzeba ponieść z czysto wojskowych powodów, choćby o ile efekt gospodarczy będzie mały. Przy programie liczonym w setkach miliardów złotych państwo powinno jednak systemowo wykorzystywać te obszary, w których bezpieczeństwo można połączyć z krajową produkcją, innowacjami i eksportem.

Od polityki zakupowej do polityki zdolności

Jeżeli efekt gospodarczy zależy od importochłonności, krajowej wartości dodanej i konstrukcji kontraktów, Polska nie może ograniczyć się do polityki zakupowej. Potrzebuje polityki zdolności: przemysłowej, technologicznej i obronnej.

Polityka zakupowa koncentruje się na tym, co kupić, od kogo, za ile i w jakim terminie. To pytania konieczne, zwłaszcza w warunkach podwyższonego ryzyka bezpieczeństwa. Polityka zdolności pyta dodatkowo, co zostaje po stronie krajowej podaży: moce produkcyjne, udział polskich poddostawców, kompetencje serwisowe, transfer technologii i potencjał eksportowy.

Sprzęt wojskowy ma długi cykl życia. Koszt nie kończy się w momencie dostawy. W wielu przypadkach wtedy dopiero zaczyna się zasadniczy strumień wydatków: części, amunicja, przeglądy, naprawy, modernizacje, aktualizacje oprogramowania, szkolenia, magazynowanie i infrastruktura. Im większa część tego cyklu jest obsługiwana w Polsce, tym większy krajowy efekt programu modernizacyjnego i mniejsza zależność operacyjna.

Cykl życia zmienia także rozkład korzyści w czasie. Zakup platformy daje szybki efekt wojskowy, ale krajowa wartość dodana może pojawiać się stopniowo – wraz z budową infrastruktury, szkoleniem kadr, uruchamianiem serwisu, produkcją amunicji i kolejnymi modernizacjami. Dlatego ocena programu wyłącznie w momencie podpisania kontraktu zaniża znaczenie późniejszych decyzji przemysłowych.

Sama obecność produkcji w kraju nie wystarcza. Montaż końcowy daje zatrudnienie, ale nie musi tworzyć trwałej przewagi technologicznej. Liczy się miejsce powstawania wartości: komponentów, projektu, integracji systemów, oprogramowania, dokumentacji, serwisu, modernizacji, testowania, certyfikacji i praw do dalszego rozwoju produktu.

Konstrukcja kontraktów ma więc znaczenie makroekonomiczne. Ten sam program może być prostym importem gotowego systemu albo narzędziem budowy krajowego łańcucha dostaw. W pierwszym wariancie efekt jest głównie krótkookresowy i popytowy. W drugim pojawia się efekt podażowy: większe moce produkcyjne, uczenie się przez produkcję, rozwój poddostawców, wzrost produktywności i możliwość sprzedaży za granicę.

Nowoczesny przemysł obronny jest ekosystemem obejmującym producentów uzbrojenia, elektronikę, informatykę, cyberbezpieczeństwo, telekomunikację, logistykę, energetykę, sektor kosmiczny, uczelnie i finanse. Wydatki związane z bezpieczeństwem oddziałują również na budownictwo, transport i sektory technologiczne [2]. Polska nie musi produkować wszystkiego. Może szybciej budować przewagi w amunicji, dronach, rozpoznaniu, oprogramowaniu, łączności, cyberbezpieczeństwie oraz utrzymaniu i modernizacji sprzętu.

W takim ekosystemie istotną rolę mogą odgrywać także firmy spoza tradycyjnej zbrojeniówki. Przedsiębiorstwa cyfrowe, producenci elektroniki, operatorzy infrastruktury, spółki energetyczne i start-upy technologiczne wnoszą kompetencje, których nie da się gwałtownie stworzyć wewnątrz jednego koncernu. Państwo musi umieć włączać je do zamówień, nie obniżając standardów bezpieczeństwa i niezawodności.

Nie oznacza to osłabienia państwowego przemysłu obronnego. Duże przedsiębiorstwa publiczne pozostają najważniejsze w wielu strategicznych programach. Potrzebny jest jednak model współpracy, w którym państwowe podmioty pełnią funkcję integratorów, a prywatne firmy i instytuty wnoszą specjalistyczne technologie, komponenty oraz szybkość działania.

Warunkiem jest przewidywalność. Przemysł nie inwestuje w nowe moce z powodu jednorazowego kontraktu. Inwestuje, gdy widzi wieloletni portfel zamówień, stabilne reguły, dostęp do finansowania i perspektywę eksportu. W obronności ma to szczególne znaczenie, bo inwestycje są kapitałochłonne, procedury długie, a ryzyko regulacyjne wysokie.

Przewidywalność nie oznacza gwarantowania każdej firmie zamówień. Oznacza publikowanie wieloletnich potrzeb, stabilne standardy techniczne, przejrzyste procedury kwalifikacji i konsekwentne rozliczanie wyników. Dzięki temu przedsiębiorstwa mogą podjąć ryzyko inwestycji, a banki oraz inwestorzy lepiej ocenić możliwość jej spłaty.

Zdolności przemysłowe są jednocześnie kategorią ekonomiczną i strategiczną. W czasie pokoju wpływają na produkcję, zatrudnienie, eksport i dochody podatkowe. W czasie kryzysu decydują o tempie odtwarzania zdolności wojskowych. Największe ryzyko polega na tym, iż po dekadzie rekordowych nakładów Polska będzie miała znacznie więcej sprzętu, ale nieproporcjonalnie mniej nowych zdolności przemysłowych.

Na tym polega różnica między zakupem bezpieczeństwa a inwestycją w bezpieczeństwo. Zakup jest konieczny, gdy trzeba gwałtownie uzupełnić zdolności. Inwestycja zaczyna się wtedy, gdy po zakupie zostają w kraju kompetencje, produkcja, technologia i zdolność do samodzielnego działania.

Kapitał, B+R i eksport

Budżet państwa pozostanie głównym źródłem zamówień, ale firmy muszą wcześniej sfinansować moce produkcyjne, zapasy, certyfikację, kapitał obrotowy, eksport i B+R. Kapitał prywatny nie zastępuje państwa. Pozwala przedsiębiorstwom odpowiedzieć na popyt publiczny, zanim kontrakty zamienią się w przychody.

To szczególnie ważne dla małych i średnich firm. Duże koncerny mają lepszy dostęp do finansowania i zabezpieczeń. Mniejsze firmy technologiczne często mają kompetencje, ale nie mają bilansu pozwalającego gwałtownie zwiększyć skalę. W obronności liczy się nie tylko prototyp, ale powtarzalna produkcja, jakość, serwis i możliwość eksportu.

Mniejsze przedsiębiorstwa napotykają dodatkowo problem zabezpieczeń i długiego czasu oczekiwania na płatność. Kontrakt obronny może wymagać zakupu specjalistycznych maszyn, zatrudnienia inżynierów i utrzymywania zapasów, zanim pojawi się pierwszy przychód. Dlatego potrzebne są gwarancje, finansowanie zamówień i instrumenty dzielenia ryzyka dostosowane do specyfiki sektora.

Zmienia się także podejście do kryteriów środowiskowych, społecznych i ładu korporacyjnego (ESG, environmental, social and governance). Po 2022 automatyczne wykluczanie całego sektora obronnego z finansowania stało się trudne do uzasadnienia, choć przez cały czas potrzebne są: przejrzystość, kontrola końcowego użytkownika i ocena ryzyka eksportowego.

Brak finansowania gwałtownie tworzy wąskie gardła. o ile firmy nie zwiększą mocy produkcyjnych, popyt publiczny przełoży się bardziej na ceny i import niż na krajową produkcję. Brak kapitału obrotowego ograniczy poddostawców, brak gwarancji utrudni eksport, a brak finansowania inwestycji zatrzyma wzrost skali. Kapitał prywatny może ograniczyć te bariery, ale tylko w połączeniu z wiarygodnym, wieloletnim popytem państwa.

Drugim warunkiem jest B+R. Według porównywalnych danych wykorzystanych przez PKO BP wydatki na B+R w obronności stanowiły w Polsce w 2023 tylko 0,3 proc. wydatków obronnych, podczas gdy we Francji i Niemczech udział ten był około dziesięciokrotnie wyższy [2]. Inne ujęcia, oparte na krajowych danych o publicznych nakładach na B+R, wskazują na wyższy udział, dlatego wartości te zależą od przyjętej metodologii [13]. Można więc wydawać dużo i przez cały czas nie budować przewagi technologicznej.

Niski udział B+R oznacza, iż większość środków służy odtwarzaniu lub kupowaniu istniejących zdolności, a zbyt mała część tworzy zdolności przyszłe. Tymczasem technologie wojskowe zmieniają się coraz szybciej. System kupiony dziś może wymagać nowych sensorów, systemu lub środków przeciwdziałania jeszcze przed zakończeniem pełnego cyklu dostaw.

W obronności innowacyjność nie może być mierzona wyłącznie liczbą projektów badawczych. Liczy się zdolność przejścia od laboratorium do testów, od testów do pilotażu, a następnie do produkcji seryjnej i ciągłego doskonalenia. To wymaga bliskiego kontaktu nauki i przemysłu z użytkownikiem wojskowym oraz procedur pozwalających gwałtownie wprowadzać poprawki.

Zakup zwiększa zdolności wojskowe tu i teraz. B+R zwiększa zdolność tworzenia rozwiązań w przyszłości. Ułatwia adaptację do zmian na polu walki, daje większą kontrolę nad modernizacją sprzętu, zmniejsza zależność od dostawców i zwiększa szansę na eksport. Sama produkcja według cudzej dokumentacji nie wystarcza. Liczy się projektowanie, testowanie, integracja i rozwijanie kolejnych wersji systemów.

Największą szansę tworzą segmenty, w których szybki rozwój technologii zmienia tradycyjne przewagi przemysłu obronnego: drony i systemy antydronowe, rozpoznanie, cyberbezpieczeństwo, łączność, oprogramowanie, analiza danych, sensory, technologie satelitarne i systemy autonomiczne. W tych obszarach przewaga często zależy bardziej od szybkości testowania i elastyczności inżynierów niż od wielkości koncernu.

Raport Centrum Łukasiewicz wskazuje, iż wzrost nakładów na obronę może wspierać innowacyjność, ale tylko wtedy, gdy część środków trafi do krajowego ekosystemu nauki, przemysłu i technologii [13]. Potrzebne są mechanizmy łączące wojsko, firmy, uczelnie, instytuty badawcze i kapitał prywatny.

Problemem jest nie tylko brak pieniędzy, ale także brak szybkiej ścieżki od prototypu do zamówienia. Potrzebne są zamówienia przedkomercyjne, testy wojskowe, finansowanie pilotażu oraz wieloletnie kontrakty dla rozwiązań, które przejdą próby. Bez odbiorcy i zdolności skalowania choćby dobra innowacja pozostaje projektem.

Trzecim warunkiem jest eksport. Firma sprzedająca tylko jednemu krajowemu klientowi może funkcjonować dzięki popytowi państwa, ale nie musi być konkurencyjna międzynarodowo. Eksport wymusza jakość, terminowość, serwis i finansowanie. Daje skalę, stabilizuje przychody, pozwala utrzymywać większe moce produkcyjne i finansować B+R.

Eksport jest też testem jakości państwa jako organizatora rynku. Firma potrzebuje nie tylko produktu, ale także certyfikacji, referencji krajowego użytkownika, finansowania nabywcy, ubezpieczenia ryzyka i wsparcia dyplomatycznego. Bez tych elementów choćby konkurencyjna technologia może przegrać z ofertą państwa, które lepiej łączy przemysł, banki i politykę zagraniczną.

Rozwój eksportu zmniejsza również ryzyko nadmiernej zależności przedsiębiorstw od jednego krajowego klienta. Pozwala utrzymać zespoły i linie produkcyjne między kolejnymi zamówieniami polskiej armii. W sektorze o wysokich kosztach stałych i długim cyklu inwestycyjnym jest to warunek trwałości zdolności przemysłowych.

Dane Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) pokazują, iż w latach 2021-2025 Korea Południowa była dziewiątym eksporterem uzbrojenia na świecie, a Turcja jedenastym. Eksport Turcji wzrósł o 122 proc. wobec poprzedniego pięcioletniego okresu, a Korei Południowej o 24 proc. [7]. Nie chodzi o prostą imitację tych państw, ale o zasadę: eksport trzeba projektować wcześniej – przez standardy, certyfikację, kompatybilność, serwis, finansowanie i zdolność produkcji seryjnej.

Najważniejsze jest powiązanie czterech elementów: B+R, produkcji, finansowania i eksportu. B+R bez produkcji tworzy projekty. Produkcja bez B+R tworzy zależność technologiczną. Finansowanie bez zamówień tworzy ryzyko. Eksport bez skali jest trudny. Dopiero połączenie tych elementów buduje suwerenność przemysłowo-technologiczną – zdolność projektowania, produkowania, serwisowania, modernizowania i rozwijania kluczowych systemów w warunkach kryzysu.

SAFE: finansowanie czy transformacja przemysłowa

Instrument Działań na rzecz Bezpieczeństwa Europy (SAFE, Security Action for Europe) nie jest tylko linią pożyczkową. Ma wspierać wspólne zamówienia, większą skalę produkcji, niższy koszt finansowania, interoperacyjność i europejską bazę przemysłową. Rada Unii Europejskiej przyjęła SAFE jako instrument pożyczkowy do 150 mld euro [14].

Dla Polski jego znaczenie jest wyjątkowe. Polska jest największym beneficjentem instrumentu, a jej alokacja wynosi 43,7 mld euro [15]. Daje to nie tylko dostęp do finansowania, ale także możliwość wpływania na kierunek transformacji europejskiego przemysłu obronnego. Skala polskich potrzeb może stać się siłą negocjacyjną, ale tylko wtedy, gdy zostanie dobrze wykorzystana.

Znaczenie finansowe SAFE wynika z możliwości pozyskiwania środków przez Komisję Europejską i przekazywania ich państwom członkowskim w formie pożyczek. Dla kraju o dużych potrzebach modernizacyjnych i wysokich potrzebach pożyczkowych może to oznaczać korzystniejsze warunki niż samodzielne finansowanie wszystkich zakupów na rynku. Ta korzyść nie usuwa długu, ale może ograniczać jego koszt.

Drugi efekt dotyczy skali. Europejski rynek obronny jest rozdrobniony: państwa kupują podobne zdolności według różnych standardów, od różnych dostawców i w krótkich seriach. Wspólne zamówienia mogą zwiększać serie produkcyjne, obniżać koszty jednostkowe i dawać przemysłowi bardziej przewidywalny portfel zleceń.

Trzeci efekt dotyczy interoperacyjności. Wspólnie używany sprzęt powinien być łatwiejszy do serwisowania, uzupełniania i modernizacji. o ile państwa kupują systemy niekompatybilne, rosną koszty logistyki, części i szkoleń. SAFE ma największą wartość wtedy, gdy prowadzi do większej standaryzacji, a nie tylko do równoległego zwiększenia krajowych zakupów.

SAFE może obniżać koszt finansowania oraz zwiększać skalę i przewidywalność wspólnych zamówień. Dłuższe serie produkcyjne powinny ograniczać koszty jednostkowe, a wspólne standardy poprawiać interoperacyjność i zmniejszać koszty logistyki, szkoleń, części i utrzymania.

Z punktu widzenia Polski najważniejszy jest jednak efekt przemysłowy. Europejskie środki mogą uczynić Polskę jedynie dużym odbiorcą sprzętu albo włączyć polskie firmy do produkcji komponentów, amunicji, systemów cyfrowych, serwisu, modernizacji i rozwiązań podwójnego zastosowania.

Nie wystarczy przy tym, iż produkt zostanie formalnie uznany za europejski. Z polskiego punktu widzenia liczy się konkretne miejsce przedsiębiorstw w łańcuchu wartości: zakres projektowania, komponentów, integracji, obsługi i praw do kolejnych modyfikacji. Europeizacja zakupów bez zwiększenia polskiego udziału może zmniejszyć zależność Europy jako całości, ale niekoniecznie zwiększyć zdolności przemysłowe Polski.

Jako kraj przyfrontowy, z mocnymi argumentami geostrategicznymi i jednym z najwyższych poziomów wydatków obronnych w relacji do PKB wśród państw NATO, Polska ma podstawy, aby zabiegać o większy udział swoich firm w europejskich programach. SAFE nie powinien być traktowany wyłącznie jako tańszy dług. Powinien być instrumentem transformacji przemysłowej i wejścia polskich przedsiębiorstw do europejskich łańcuchów wartości.

Przy realizacji programów finansowanych z SAFE trzeba więc pytać nie tylko o termin i budżet. Trzeba pytać, czy zamówienia tworzą krajową wartość dodaną, interoperacyjność, zdolności serwisowe i potencjał eksportowy. To będzie rzeczywisty test wykorzystania SAFE.

Ryzyko fiskalne: bezpieczeństwo nie znosi ograniczeń budżetowych

Wydatki obronne mogą mieć dodatni wpływ na PKB. Im większy udział importu, słabsze efekty podażowe i wyższy koszt długu, tym mniejsza część impulsu wraca do gospodarki i budżetu. Polska musi uniknąć zarówno niedoinwestowania bezpieczeństwa, jak i finansowania go w sposób osłabiający wiarygodność finansów publicznych.

Pierwszym kanałem ryzyka jest deficyt. o ile wzrost wydatków obronnych jest finansowany długiem, zwiększa potrzeby pożyczkowe państwa. Nie musi to być problemem w krótkim okresie, o ile rynek ufa ścieżce fiskalnej. Staje się nim, gdy dług rośnie trwale, koszty obsługi pozostają wysokie, a państwo nie przedstawia wiarygodnego planu stabilizacji.

Znaczenie ma nie tylko roczny deficyt, ale także trwałość zobowiązań. Wydatki obronne obejmują kontrakty wieloletnie, których nie można łatwo ograniczyć w czasie spowolnienia. Im większa jest część budżetu związana takimi zobowiązaniami, tym mniejsza elastyczność fiskalna państwa w odpowiedzi na inne szoki.

Drugim kanałem jest koszt alternatywny. Obronność konkuruje ze zdrowiem, edukacją, infrastrukturą, energetyką, transformacją cyfrową i polityką społeczną. Nie dlatego, iż te cele są ważniejsze od bezpieczeństwa, ale dlatego, iż wszystkie korzystają z tej samej zdolności państwa do finansowania wydatków. Wysokie nakłady obronne wymagają więc lepszej selekcji pozostałych wydatków publicznych.

Trzecim kanałem jest koszt finansowania. o ile inwestorzy uznają wzrost długu za trwały i słabo kontrolowany, rośnie premia za ryzyko. Państwo płaci wtedy więcej nie tylko za nowe programy obronne, ale za cały dług publiczny. Wyższe odsetki wypychają inne wydatki i zmniejszają przestrzeń na przyszłe kryzysy.

W raporcie „Zagrożenia nadmiernego długu publicznego 2026”, przygotowanym wspólnie z Ludwikiem Koteckim i Markiem Skawińskim, wskazywaliśmy, iż problemem Polski nie jest pojedynczy rok budżetowy, ale trwała nierównowaga fiskalna [16]. Wysoki deficyt w warunkach dobrej koniunktury oznacza zużywanie przestrzeni fiskalnej przed nadejściem kolejnego kryzysu. A przestrzeń fiskalna jest częścią bezpieczeństwa.

Nie chodzi o cięcie wydatków obronnych. Muszą pozostać wysokie, ponieważ zagrożenie bezpieczeństwa jest realne. Chodzi o ich finansowanie w sposób, który nie podważa stabilności makroekonomicznej. Bezpieczeństwo militarne i stabilność finansów publicznych są dwoma warunkami odporności państwa.

Szczególnie ważna jest przejrzystość. o ile część wydatków obronnych jest finansowana przez fundusze poza klasycznym budżetem, nie znika ani dług, ani koszt obsługi, ani ryzyko fiskalne. Zmienia się tylko miejsce księgowania. Państwo powinno pokazywać całość rachunku: wydatki budżetowe, fundusze celowe, gwarancje, zobowiązania wieloletnie, odsetki i wpływ na dług sektora instytucji rządowych i samorządowych.

Finansowanie poza budżetem może być uzasadnione organizacyjnie, ale nie powinno utrudniać oceny sytuacji państwa. Rynki i instytucje europejskie patrzą na cały sektor finansów publicznych, niezależnie od krajowej nazwy funduszu. Brak przejrzystości może zwiększać premię za ryzyko, choćby o ile formalnie poprawia wynik budżetu centralnego.

Jak pokazują wcześniej przywołane symulacje, dodatni wpływ wydatków na PKB może współistnieć ze wzrostem długu i kosztów jego obsługi. Dlatego wydatki obronne powinny zostać wpisane w średniookresową strategię fiskalną. Trzeba pokazać, które wydatki są trwałe, które finansują import, które budują krajowe zdolności, a które zwiększają przyszłe koszty utrzymania sprzętu.

Zakup sprzętu tworzy zobowiązania na lata: amunicję, części, serwis, szkolenia, modernizacje, infrastrukturę i aktualizacje oprogramowania. o ile państwo nie ujmuje pełnego kosztu cyklu życia, zaniża faktyczne obciążenie finansów publicznych. Modernizacja armii nie jest serią jednorazowych zakupów, ale wieloletnim strumieniem wydatków.

Pełny koszt cyklu życia powinien być oceniany przed wyborem systemu. Tańsza cena zakupu może oznaczać droższy serwis, bardziej kosztowną amunicję albo zależność od jednego dostawcy. Z kolei większy wydatek początkowy może być uzasadniony, o ile daje prawa do naprawy, produkcji części i modernizacji w kraju. Rachunek wojskowy, przemysłowy i fiskalny powinny być prowadzone łącznie.

Nie każdy wydatek obronny musi mieć dodatnią stopę zwrotu dla gospodarki. Taki warunek byłby nadmierny i mógłby kolidować z pilnymi potrzebami wojska. Państwo powinno jednak rozróżniać zakupy, w których niski efekt krajowy jest nieuniknioną ceną bezpieczeństwa, od tych, w których wynika ze słabej konstrukcji kontraktu lub braku koordynacji.

Ryzyko fiskalne nie jest argumentem przeciw wysokim wydatkom obronnym, ale za ich przejrzystością, lepszą strukturą i pełnym rachunkiem kosztów. Państwo słabe fiskalnie ma mniejszą swobodę działania w kryzysie. Dobra polityka obronna musi więc łączyć odstraszanie militarne z wiarygodnością finansową.

Jak zamienić 1,3 biliona złotych w trwałe zdolności

Wniosek jest praktyczny. Polska będzie wydawała na obronność bardzo dużo, ale sam poziom nakładów nie przesądzi o efekcie gospodarczym. O wyniku zdecyduje konstrukcja programu: ile popytu zostanie w kraju, ile stworzy trwałe zdolności i zwiększy produktywność, a ile wypłynie przez import.

Po pierwsze, trzeba mierzyć krajową wartość dodaną. Każdy duży program powinien mieć rachunek gospodarczy obok rachunku wojskowego. Powinien pokazywać udział polskich firm i importowanych komponentów, wartość produkcji, serwisu, B+R, oprogramowania, licencji i praw własności intelektualnej. Potrzebna jest jedna tablica wskaźników obejmująca także udział poddostawców, zakres MRO w Polsce, potencjał eksportowy, wpływ na zatrudnienie i pełny koszt cyklu życia.

Taki standard powinien być stosowany przed podpisaniem kontraktu, podczas jego realizacji i po zakończeniu kolejnych etapów. Pozwoliłby porównywać programy i sprawdzać, czy deklarowany udział krajowy rzeczywiście przekłada się na produkcję, kompetencje i wpływy podatkowe. Bez jednolitej metody każdy wykonawca może inaczej definiować local content, co utrudnia ocenę efektów.

Po drugie, trzeba łączyć zakupy z technologią. Nie chodzi o produkowanie każdej śrubki w kraju, ale o przejmowanie części łańcucha wartości tworzących kompetencje, podatki i odporność: komponentów, integracji systemów, oprogramowania, testowania, certyfikacji, serwisu i modernizacji. Przy największych programach należy wskazywać, jaka część środków wzmacnia krajowe badania, prototypowanie i rozwój kolejnych wersji produktu.

Polityka technologiczna powinna wskazywać obszary, w których Polska zamierza być samodzielna, te, w których chce być znaczącym partnerem, oraz te, w których racjonalny pozostanie import. Bez takiej hierarchii środki na B+R rozpraszają się między zbyt wiele projektów, a transfer technologii staje się przypadkowym dodatkiem do poszczególnych kontraktów.

Po trzecie, trzeba finansować skalowanie firm i łańcuchów dostaw. Duży kontrakt dla głównego wykonawcy nie wystarczy, o ile poddostawcy nie mają kapitału na zwiększenie produkcji. Potrzebne są kredyty inwestycyjne, finansowanie kapitału obrotowego, gwarancje, ubezpieczenia eksportowe i fundusze kapitałowe dla bardziej ryzykownych technologii.

Po czwarte, eksport trzeba projektować od początku. Polski przemysł gwałtownie napotka ograniczenie skali, o ile będzie oparty tylko na zamówieniach krajowych. Eksport obniża koszty jednostkowe, wymusza jakość, stabilizuje przychody i zwiększa krajową wartość dodaną. Wymaga standardów, certyfikacji, serwisu, finansowania oraz dyplomacji gospodarczej.

Po piąte, SAFE trzeba wykorzystać do wejścia w europejskie łańcuchy wartości, a nie tylko jako źródło finansowania. Największa alokacja daje Polsce możliwość zabiegania o duży efekt przemysłowy: udział w produkcji, serwisie, modernizacji i europejskich programach technologicznych.

Po szóste, potrzebny jest pełny rachunek fiskalny i koordynacja instytucjonalna. Polityka obronna, przemysłowa, innowacyjna, eksportowa i fiskalna nie mogą działać osobno. Wojsko definiuje potrzeby, przemysł buduje zdolności, sektor finansowy dostarcza kapitału, a państwo tworzy reguły, zamówienia i gwarancje. Bez połączenia tych elementów Polska może dużo wydać, ale zbudować mniej niż wynikałoby ze skali nakładów.

Koordynacja wymaga także jasnej odpowiedzialności. Jedna instytucja powinna gromadzić dane o efektach gospodarczych programów, ale decyzje muszą łączyć wiedzę wojska, przemysłu, administracji gospodarczej i finansów. Bez wspólnej informacji każdy podmiot optymalizuje własny fragment procesu, a państwo nie maksymalizuje efektu całego programu.

Najważniejsze pytanie nie brzmi więc, ile Polska wyda, ale co po tych wydatkach zostanie. Czy tylko sprzęt i dług, czy także przemysł, technologia, eksport, produktywność i większa odporność państwa. Liczba 1,3 bln zł nie jest obietnicą, ale testem jakości polskiej polityki gospodarczej.

Państwo będzie w najbliższych latach jednym z największych zamawiających w gospodarce. Od konstrukcji kontraktów, skali krajowej wartości dodanej, finansowania firm i jakości instytucji zależy, czy Polska pozostanie dużym klientem światowego rynku uzbrojenia, czy stanie się również współproducentem bezpieczeństwa. Modernizacja armii może być modernizacją gospodarki, ale tylko wtedy, gdy publiczny popyt zostanie zamieniony w krajową podaż.


Tekst rozwija wątki podjęte w raporcie „Inwestycje w polski przemysł obronny”, przygotowanym wspólnie z Wojciechem Decewiczem i opublikowanym przez „Liberté!” na początku 2026. Diagnoza raportu pozostaje aktualna: największym wyzwaniem nie jest już tylko skala wydatków na obronność, ale ich struktura. Od niej zależy, czy modernizacja armii stanie się również modernizacją polskiej gospodarki [6].


Autor jest ekonomistą, byłym ministrem finansów i wiceministrem spraw zagranicznych, a w tej chwili głównym ekonomistą Business Centre Club. Tekst wyraża wyłącznie poglądy własne autora i nie stanowi stanowiska żadnej z organizacji, z którymi jest związany.


Przypisy i źródła

[1] PKO Bank Polski, „PKO Bank Polski wspiera inicjatywę NATO na rzecz większego zaangażowania kapitału prywatnego w obronność”, 7 lipca 2026 r.

[2] PKO BP, „Makro Focus: Wydatki militarne – bezpieczeństwo i rozwój”, Analizy Makroekonomiczne, 3 września 2025 r.

[3] Deloitte, „Inwestycje obronne Polski – przewidywane wydatki na zbrojenia”, 2025 r.; Deloitte, „Do 2035 roku tylko 41 proc. zakupów zbrojeniowych zostanie zrealizowanych fizycznie w Polsce”, 16 kwietnia 2025 r.

[4] Maciej Miłosz, „Broń czy PKB? Jak wydawać na obronność, by gospodarka na tym zyskała”, Radar/Rzeczpospolita, 4 marca 2026 r.

[5] David Sarasa-Flores, „Buy Guns or Buy Roses?: EU Defence Spending Fiscal Multipliers”, BBVA Research Working Paper 25/06, czerwiec 2025 r.; David Sarasa-Flores, Agustín García Serrador, Camilo Ulloa Ariza, „Buy Guns or Buy Roses: EU Defence Spending Fiscal Multipliers”, SUERF Policy Brief No. 1209, 10 lipca 2025 r.

[6] Paweł Wojciechowski, Wojciech Decewicz, „Inwestycje w polski przemysł obronny”, Raporty Liberté!, luty 2026 r.

[7] Stockholm International Peace Research Institute (SIPRI), „Trends in International Arms Transfers, 2025”, SIPRI Fact Sheet, marzec 2026 r.

[8] Ben Conigrave, Young-Hyun Shin, „Fiscal and macroeconomic impacts of defence spending”, OECD Economics Department Working Papers, No. 1861, OECD Publishing, Paris, 26 marca 2026 r.

[9] Komisja Europejska, „The economic impact of higher defence spending”, „European Economic Forecast. Spring 2025”, 19 maja 2025 r.

[10] Davide Furceri, Pedro Juarros, Saurabh Mishra, Anh Dinh Minh Nguyen, Ana Sofia Pessoa, Alexandre Sollaci, „Macroeconomic Impacts of EU Defense Spending”, International Monetary Fund Working Paper WP/26/53, marzec 2026 r.

[11] Ethan Ilzetzki, „Guns and Growth: The Economic Consequences of Defense Buildups”, Kiel Report No. 2, Kiel Institute for the World Economy, luty 2025 r.

[12] Goldman Sachs Research, „How much will rising defense spending boost Europe’s economy?”, 6 marca 2025 r.

[13] Marcin Wroński, Karol Bąkowski, Jan Muchorowski, „Wzrost nakładów na obronę narodową – szansa na poprawę innowacyjności polskiej gospodarki?”, Centrum Łukasiewicz, 2025 r.

[14] Rada Unii Europejskiej, „SAFE: Council adopts €150 billion boost for joint procurement on European security and defence”, 27 maja 2025 r.

[15] Komisja Europejska, „Daily News 08/05/2026”, informacja o umowie SAFE i alokacji 43,7 mld euro dla Polski, 8 maja 2026 r.

[16] Ludwik Kotecki, Marek Skawiński, Paweł Wojciechowski, „Zagrożenia nadmiernego długu publicznego. Edycja 2026”, Warszawa, Instytut Odpowiedzialnych Finansów, 2026 r. Partner wydania: Fundacja Przyjazny Kraj; z udziałem Instytutu Finansów Publicznych.

Читать всю статью