Katastrofa polityki unijnej: skuteczna jest tylko 1/4 deportacji nachodźców

magnapolonia.org 2 часы назад

Unijna polityka migracyjna od lat opiera się na dwóch filarach: wydawaniu decyzji o opuszczeniu terytorium oraz skutecznym egzekwowaniu powrotów. Jednak najnowsze dane Eurostatu pokazują, iż między teorią a praktyką istnieje ogromna przepaść. W okresie od IV kwartału 2024 do III kwartału 2025 wydano w Unii Europejskiej 480 775 decyzji o obowiązku wyjazdu, a faktycznie wykonano zaledwie 119 615 deportacji. Oznacza to, iż ponad 361 tys. osób pozostaje w zawieszeniu – formalnie zobowiązanych do opuszczenia UE, ale przez cały czas przebywających na jej terytorium.

Unijna polityka deportacyjna to prawdziwa katastrofa. choćby oficjalnie podaje się, iż skuteczność deportacji w UE wynosi około 25%. Już sama ta liczba jest niska, ale w rzeczywistości obraz może być jeszcze bardziej niekorzystny. W wielu największych krajach przyjmujących migrantów wskaźniki są znacznie niższe: w Hiszpanii około 13%, w Grecji 14%, a we Francji jedynie około 7%. Oznacza to, iż państwa będące głównym celem migracji mają największe problemy z egzekwowaniem prawa.

W praktyce statystyki unijne są też trudne do interpretacji. Dane kwartalne nie zawsze odnoszą się do tych samych osób – ktoś może dostać nakaz wyjazdu w jednym okresie, a zostać deportowany w kolejnym. To powoduje, iż wskaźniki skuteczności mogą sprawiać wrażenie wyższych, niż są faktycznie w dłuższej perspektywie.

Największym problemem wydaje się nie brak przepisów, ale brak ich egzekucji. Unia Europejska stworzyła rozbudowany system prawny dotyczący powrotów, w tym „dyrektywę powrotową” oraz wspólne standardy procedur. Statystyki pokazują jednak, iż szumnie wprowadzany mechanizm często kończy się na etapie administracyjnej decyzji, nie realnych działań.

W efekcie powstaje ogromna grupa osób objętych tzw. „nakazem opuszczenia”, które realnie nigdzie nie wyjeżdżają. We Francji liczba migrantów objętych decyzjami OQTF, którzy przez cały czas przebywają na terytorium kraju, szacowana jest choćby na 800 tys. osób. W Polsce jest ich znacznie mniej, ale również funkcjonują. Taki stan rzeczy podważa wiarygodność całego systemu migracyjnego i rodzi napięcia społeczne.

Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, część państw pochodzenia migrantów nie chce przyjmować swoich obywateli z powrotem, co blokuje deportacje. Po drugie, procedury odwoławcze i względy humanitarne wydłużają postępowania choćby o lata. Po trzecie, wiele państw członkowskich unika przymusowych powrotów, preferując dobrowolne wyjazdy – które jednak często nie następują.

Dodatkowo UE stawia silny nacisk na prawa człowieka i ochronę prawną migrantów. Choć jest to zrozumiałe z punktu widzenia wartości europejskich, w praktyce prowadzi do sytuacji, w której decyzja o deportacji nie oznacza realnej deportacji.

Krytycy unijnej polityki migracyjnej wskazują, iż system stał się paradoksem: z jednej strony państwa wydają setki tysięcy decyzji o wyjeździe, z drugiej – nie mają narzędzi ani woli politycznej, by je wykonać. W efekcie tworzy się „szara strefa” osób przebywających w UE bez uregulowanego statusu.

Jeśli Unia nie zwiększy skuteczności powrotów, liczba niewykonanych decyzji będzie rosnąć, a statystyki deportacyjne pozostaną jedynie administracyjną fikcją. Dane Eurostatu jasno pokazują, iż obecny model działa przede wszystkim na papierze. Nie to jednak stanowi największy problem europejskiej polityki. Oto bowiem bardzo często osoby, które otrzymały decyzję deportacyjną, dopuszczają się gwałtów i mordó na autochtonach, dzięki czemu zamiast do swojego dzikiego kraju, trafiają do więzień, a jeszcze częściej do zakładów psychiatrycznych i pozostają na wikcie narodu, któremu przysporzyli krzywd.

Polecamy również: Rabin od Chanuki w Sejmie broni żydowskiego handlarza narkotykami

Читать всю статью