Kamiński: Dyplomacja, głupcze!

myslpolska.info 5 часы назад

Dyplomacja idzie w ruch. Z dużym zaskoczeniem przyjęto w Polsce rozmowę telefoniczną, jaką prezydent Finlandii Alexander Stubb i premier Norwegii Jonas Gahr Støre odbyli 27 października z rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem. Osobiście mnie ona nie zaskoczyła, a przekonanie o rychłych próbach podejmowania przez kolejne państwa europejskie indywidualnych działań dyplomatycznych wobec Rosji wybrzmiewało już w moich wpisach. Nie dziwi szczególnie, iż takie ruchy jako pierwsze wykonują akurat te dwa państwa nordyckie. Oba graniczą z Rosją. Finlandia ma jedną z najdłuższych granic lądowych z Federacją Rosyjską spośród państw europejskich. Granica Norwegii jest znacznie krótsza, ale kraj ten jest z kolei eksponowany na projekcję siły rosyjskiej marynarki wojennej i lotnictwa wojskowego, lepiej przygotowanych do działań w warunkach Oceanu Arktycznego niż siły zbrojne ogromnej większości państw NATO.

Stubb i Støre podkreślili, iż rozmowa z Putinem o perspektywach zakończenia wojny na Ukrainie była poprzedzona wcześniejszymi konsultacjami z władzami tej ostatniej, ale przecież Finowie i Norwedzy twierdzą, iż chcą jak najszybszego zakończenia tej wojny od samego 2022 roku, a jednak na taki ruch zdecydowali się dopiero teraz.

Oczywiście można by zauważyć, iż także Polska i państwa bałtyckie graniczą z Rosją, a nie podejmują żadnych tego rodzaju działań dyplomatycznych, czyniąc się strażnikami polityki izolacji Rosji, od 2022 roku, a zwłaszcza od powrotu Donalda Trumpa na scenę, będącej tylko mirażem. Cóż, różnica ta jest właśnie znamienna i zdaje się oddzielać politykę realną od polityki życzeniowej.

Co ciekawe, jednak choćby Warszawa, Wilno, Ryga i Tallin zachowały się wobec inicjatywy Stubba i Størego bardziej wstrzemięźliwie niż Kopenhaga. Duńska premier Mette Frederiksen skrytykowała podjęcie bezpośrednich rozmów z Putinem bez wcześniejszego uzgodnienia takiego kroku z pozostałymi europejskimi partnerami, co wskazuje nam na partykularyzm działania Fina i Norwega. Jak powiedziała Frederiksen: „Uważam, iż Europa powinna trzymać się razem, zamiast działać na własną rękę”.
Duńska premier śpiewa jeszcze pieśń przeszłości nie bez powodu. Dania jest militarnie państwem słabszym niż Norwegia czy tym bardziej Finlandia. Ma też zdecydowanie mniejsze doświadczenie w samodzielnym kształtowaniu relacji z Rosją, zwłaszcza w porównaniu z Finami, którzy musieli bardzo uważnie manewrować między blokami w czasach „zimnej wojny”.

Dania, podobnie jak Polska i państwa bałtyckie, zachowuje maksymalistyczną postawę w kwestii wojny. Sprowadza się ona do drenowania zasobów państw europejskich, a adekwatnie przyszłych zasobów, biorąc pod uwagę, iż finansowanie Ukrainy odbywa się przez zadłużanie się na światowych rynkach finansowych, w celu utrzymywania Ukrainy w wojnie na wyniszczenie.

Rzecz w tym, iż mimo iż UE (bez Czech, Węgier i Słowacji) zadłużyła się już na 90 miliardów euro, a teraz, jak donoszą media, eurokraci rozważają kolejne wspólne zadłużenie w związku z szacowaną na 70 miliardów euro luką finansową Ukrainy na 2027 rok (tym razem możliwość wyłączenia się z takiego mechanizmu sygnalizuje czwarty kraj – Bułgaria), nie przybliża to Ukrainy do zwycięstwa. Najwyżej przedłuża jej militarny opór, nie dając Europie gwarancji, iż będzie ona w stanie kontrolować moment i warunki zakończenia wojny. Ukraina przez cały czas ponosi koszty konfliktu na wyniszczenie, podczas gdy o jej zdolnościach militarnych w dużej mierze decyduje polityka USA, które transformują europejskie fundusze w realne zasoby wojskowe. jeżeli Waszyngton rzeczywiście zmierza do porozumienia z Moskwą na warunkach odbiegających od oczekiwań europejskich stolic, Europa może zostać postawiona przed faktami dokonanymi – włącznie ze scenariuszem gwałtownego załamania ukraińskiej obrony. Stany Zjednoczone coraz bardziej zdają się zainteresowane wymianą ukraińskich władz i układem z Rosją. Według piątkowych informacji Pentagon miał zwrócić się do „kilku” państw europejskich, by powściągnęły swoją bojową retorykę wobec Moskwy. Miało to dotyczyć szczególnie państw bałtyckich.

Wracając w tym kontekście do Danii, warto zauważyć, iż o ile proponuje ona dalsze podążanie w koleinach polityki skrwawiania i wyniszczania Ukrainy w imię tego, co określa jej suwerennością, choć przecież trudno mówić o suwerenności przy takim poziomie zależności Kijowa od wsparcia materialnego państw zachodnich (zauważmy też, iż o integralności terytorialnej przezornie mówi się w Europie z biegiem lat coraz mniej), to jednak rząd Mette Frederiksen nie okazał się równie pryncypialny w sprawie suwerenności własnego państwa. Pod presją USA podpisał niedawno karnie umowę w sprawie Grenlandii – swojego autonomicznego terytorium. Umowa daje Amerykanom praktycznie nieskrępowany dostęp do terytorium wyspy, rozszerza obszary bezpieczeństwa, nad którymi mają oni jeszcze bardziej bezpośrednią kontrolę, oraz zamyka możliwość pewnych rodzajów także cywilnej obecności podmiotów z państw określonych przez Waszyngton. O ile Duńczycy liczyli w przeszłości na rozruszanie gospodarki wyspy chińskimi inwestycjami w infrastrukturę cywilną czy przemysł wydobywczy, opcję tę USA właśnie zamknęły.

Inicjatywa Finlandii i Norwegii to próba uzyskania jakiejś roli w procesie politycznym, któremu już nadano bieg, a który ma określić nowy ład w Europie. W Polsce przez cały czas kilka się z niego rozumie. Świadczą o tym komentarze w naszej infosferze po niedzielnym wywiadzie doradcy Putina – Jurija Uszakowa. „Wcześniej, po spotkaniu w Anchorage, wydawało się, iż amerykańska administracja będzie w stanie coś podyktować i zmusić Kijów do podporządkowania się. Jak dotąd jednak nie udało się tego osiągnąć” – twierdził przedstawiciel Kremla, uznając, iż odpowiada za to polityka Europy, „która w pełni popiera Kijów”. Przyjęto to w naszym kraju z triumfalizmem, tymczasem w perspektywie priorytetów administracji Trumpa było to raczej publiczne denuncjowanie Europejczyków wobec niej.

Na potwierdzenie tego nastawienia w środę Uszakow stwierdził, iż uzgodniono, iż „rozmowy trójstronne z przedstawicielami Rosji, Ukrainy i Stanów Zjednoczonych zostaną wznowione”. Uszakow drwiąco zasugerował przy tym, iż Europejczycy będą „mogli uczestniczyć, jeżeli kupią bilety”. Jak dodał: „Nikt nie planuje zapraszać ich do stołu negocjacyjnego”.

I ostatnie, mało ważne, ale charakterystyczne dla szerszej sfery. Międzynarodowa Federacja Podnoszenia Ciężarów (IWF) zdecydowała w zeszłym tygodniu, iż mistrzostwa świata w tej dyscyplinie w 2030 roku odbędą się w Rosji. Decyzja ta zapadła w ramach deklaracji z 7 lipca 2026 r., kiedy to Międzynarodowy Komitet Olimpijski ogłosił zmianę stanowiska wobec Rosji, wycofując zalecenie ograniczania udziału rosyjskich sportowców w międzynarodowych zawodach. Także w październiku litewskie Kowno straciło prawo do organizacji przyszłorocznego etapu Pucharu Świata w pięcioboju nowoczesnym. Stało się tak na mocy decyzji Międzynarodowej Unii Pięcioboju Nowoczesnego (UIPM), która podjęła ją z powodu sprzeciwu Litwy wobec dopuszczenia do rywalizacji sportowców z Rosji i Białorusi. Kto tu kogo izoluje?

Krystian Kamiński

Członek Zarządu Głównego Ruchu Narodowego, b. poseł na Sejm RP. Tekst za profilem fb autora.

Читать всю статью