"Kamerun to prawdziwa dziura: utalentowany młody mężczyzna opisuje swoją sytuację"

grazynarebeca5.blogspot.com 2 часы назад


(Rodzina opuszczona z Kamerunu)

W zeszłym tygodniu otrzymałem osobliwego maila od młodego mężczyzny z Kamerunu.

"Piszę historie/scenariusze do filmów, ale tutaj w Kamerunie to nie płaci. Właśnie skończyłem jeden, który już miałbym zgłosić do PAGE International Awards w Kalifornii, ale nie zrobiłem tego z powodu braku funduszy. Czy możesz pomóc mi połączyć się z producentami filmowymi?
Scenariusz, który teraz napisałem, nosi tytuł "Black Ego"; akcja rozgrywa się w wiosce w Bamendzie w Kamerunie, lotnisku GRU-São Paulo (Brazylia), Ruta 7, Darien Gap i Los Angeles.
Poza twórczym pisaniem mogę wszystko, proszę pana. gwałtownie się uczę."

Zaprosiłem go, by opowiedział swoją historię, przypominając, iż podczas gdy my na Zachodzie zmagamy się z utratą wagi, większość ludzkości walczy z jedzeniem.
"Idąc ulicami mojego kraju, widzę ludzi walczących z głodem, strachem i głębokim poczuciem porzucenia. Jesteśmy uwięzieni między kowadłem przemocy wojskowej a młotem wymuszenia rebeliantów. Kamerun to piękny, różnorodny kraj, wysysany do sucha przez przywództwo, które nie chce się poddać, choćby gdy jego uścisk zamienia się w pył. Czekamy na poranek, który wydaje się odległy na całe życie, prosząc świat, by w końcu spojrzał na nas – nie jako na statystykę, ale jako na ludzi, którzy zasługują na to, by być widziani."


Niewidzialny Kamerun: Podróż przez zawirowania
autor: jednogłośnie(henrymakow.com)
Mam 29 lat i posiadam tytuł licencjata prawa.

Dziś jestem duchem we własnym kraju. Żyję z dnia na dzień, uwięziony między brutalnością wojska a wymuszeniami rebeliantów. Nie ma pracy, nie ma stałego posiłku ani łóżka, które czułoby się jak dom. Każdy zachód słońca przynosi przerażającą ciszę, a każdy wschód słońca wydaje się kpiną z wysiłku, jaki włożyłem w życie, które odmawia powodzenia.

Walczyłem przez lasy i kule, ale stojąc tu dzisiaj, myśl o zakończeniu wszystkiego jest jedyną rzeczą, która wydaje się cichą ucieczką od ziemi, która zapomniała, iż istnieję.

W Kamerunie czas nie tylko płynął; Zgnieciał.

Mgła nad północno-zachodnimi wzgórzami Kamerunu kiedyś oznaczała życie; Teraz ukrywa tylko zmarłych. Jestem synem tej ziemi, urodzonym w dziesięcioosobowej rodzinie, gdzie moi rodzice cenili ogromną liczbę rąk bardziej niż marzenia w naszych głowach.

Do czwartego stopnia studnia wyschła. Moja edukacja stała się długiem spłaconym potem, wycinając dziewicze lasy w Mamfe pod palącym słońcem, by sfinansować licencjat zdobyty w 2018 roku – właśnie gdy mój świat zaczął płonąć.

Kryzys anglojęzyczny (patrz niżej) zamienił moją uroczystość ukończenia studiów w pogrzeb mojej przyszłości. Próbowałem trzymać się ziemi, pielęgnując dwa akry kakao, ale ziemia stała się cmentarzem. W 2019 roku niebo się zawaliło. Widziałem, jak trzech moich towarzyszy zostało straconych przez wojsko tuż przed moimi oczami. Przeżyłem dzięki cudownemu słownemu zbrodni, tylko po to, by zostać wrzuconym do innej klatki. Buntownicy "Amba" zażądali 250 000 franków — fortuny, której nie miałem — i przejęli mi farmę, gdy nie mogłem zapłacić.

Uciekłem do Bamendy, ale miasto nie dawało schronienia. Pensja 50 000 franków w barze nie wystarczyła choćby na pokój za 20 000 franków. Wycofałem się do wioski, tylko po to, by spotkać mnie inna ciemność: duszący ciężar "nocnych molestowania" i czarów. Zdesperowany zwróciłem się do kościoła, ale pastorzy byli jedynie sępami w szatach, wyrywając mi ostatnie monety z budów, by "zasiać nasiona", które nigdy nie zakwitły.

Jesteśmy narodem uwięzionym w kajdanach nielicznych osób. Podczas gdy świat zmierza ku połowie XXI wieku, jesteśmy przywiązani do gasnącego pulsu 93-letniego ducha. Paul Biya, człowiek, który sprawuje urząd prezydenta od ponad 43 lat, jest teraz mniej liderem, a bardziej plotką. W tym "Brzydkim koszmarze" dołącza do szeregów Obianga Nguemy z Gwinei Równikowej i Yoweri Museveniego z Ugandy – monarchów w garniturach, którzy przekształcili republiki w sprawy rodzinne, utrzymując swój lud w wiecznej niewoli.



Wielka cisza
Od wyborów 12 października 2025 roku cisza z prezydentury Kamerunu jest ogłuszająca. Oficjalnie Biya został ogłoszony zwycięzcą z dużą większością, zapewniając sobie ósmą kadencję. Ale ulice opowiadają inną historię. Issa Tchiroma Bakary, niegdyś zaciekły "głos reżimu" jako minister komunikacji, stał się nieoczekiwaną twarzą nadziei. Skruszony i zmobilizowany, zerwał szeregi i startował w wyborach w 2025 roku. Według wszystkich równoległych wyników Tchiroma zdobył serca młodzieży spragnionej powietrza, a jednak wyniki zostały otwarcie ogłoszone na korzyść Biyi, tak jak od dziesięcioleci.
Ale Biya zniknął. Nie uczestniczy w trwającym Zgromadzeniu Ogólnym Unii Afrykańskiej; Nie pojawił się na swoich głośnych urodzinach. Na każdym kroku jest "reprezentowany". Częste pytanie, które krąży na każdej ustie od Maroua po Buea, brzmi: Kto rządzi Kamerunem? Odpowiedź szeptana w korytarzach władzy wskazuje na "maskalady" za kurtyną. Pierwsza Dama Chantal
Pułapka długu
To prowadzi nas do gorzkiej ironii. Podczas gdy zwykły człowiek nie stać na podstawowe towary, rząd przez cały czas pożycza. MFW i międzynarodowi wierzyciele wciąż inwestują miliardy w statek z rozbitym dnem. Dlaczego MFW przez cały czas udziela pożyczek krajowi mocno zadłużonemu i niezdolnym do pokazania, gdzie wydawane są pieniądze? Te pożyczki nie prowadzą do budowy szkół ani szpitali; Smarują mechanizmy umierającego reżimu, pozostawiając kolejne pokolenie z odziedziczeniem długu, którego nigdy nie podpisali.
Anglojęzyczna tragedia
Nic nie ilustruje naszego upadku w katastrofę lepiej niż kryzys anglojęzyczny. To, co zaczęło się w 2016 roku jako godny protest prawników z prawa zwyczajowego i syndykatów nauczycieli przeciwko marginalizacji, zostało odpowiedziane nie dialogiem, ale zimną stalą militarnych represji.
Paul Atanga Nji, minister administracji terytorialnej i zagorzały marionetka Biya, stał się żelazną pięścią tego tłumienia. Jego odmowa uznania legalności anglojęzycznych skarg przemieniła iskrę w pożar lasu.
Z tego ognia wyłoniły się grupy rebelianckie "Amba". Przybyli w przebraniu wyzwolicieli, obiecując ochronę marginalizowanych, ale teraz stali się koszmarem, który rywalizuje — a czasem przewyższa — brutalność wojska. Dziś regiony Northwest i Southwest to "martwe miasta". Widziałem oczy dzieci, które zapomniały dźwięk szkolnego dzwonka, zastąpione przez odgłosy strzałów. Miliony zostały przesiedlone, a głód teraz czai się w dolinach.
Apatia świata
Najbardziej bolesną częścią tej podróży przez zamęt jest globalna obojętność. Jedna z najkrwawszych wojen świata toczy się na widoku, a społeczność międzynarodowa pozostaje w dużej mierze milcząca. Jesteśmy przypisem w globalnym cyklu medialnym, "konfliktem o niskiej intensywności", który często odbiera życie.
Idąc ulicami mojego kraju, widzę ludzi walczących z głodem, strachem i głębokim poczuciem porzucenia. Jesteśmy uwięzieni między kowadłem przemocy wojskowej a młotem wymuszenia rebeliantów. Kamerun to piękny, różnorodny kraj, wysysany do sucha przez przywództwo, które nie chce się poddać, choćby gdy jego uścisk zamienia się w pył. Czekamy na poranek, który wydaje się odległy na całe życie, proszący świat, by wreszcie spojrzał na nas – nie jako na statystykę, ale jako na ludzi, którzy zasługują na to, by być widziani.


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:henrymakow.com
Читать всю статью