
Pamiętam, jak w latach 60-tych ubiegłego wieku moja Babcia, dzień 17 września 1939 roku wspominała – to wtedy Armia Czerwona Polskę zaatakowała. Babcia Ruskich kacapami nazywała, ale potem dodawała – sanacja zwiała i tu się uśmiechała. Ta nazwa kacapy powszechnie w tamtym czasie obowiązywała. Moim zdaniem wzięła się stąd, iż Rosjanie w odróżnieniu od Polaków, czy Ukraińców nosili długie brody, przez co dla ludzi ogolonych wyglądali jak capy, czyli osły. Po rosyjsku ”jak” znaczy ” kak” i z tego wyszedł kacap. To bardzo do Ruskich pasowało, bo po prostu coś złego oznaczało. Dla babci było to coś porównywalnego z Sanacją Józefa Piłsudskiego. Ucieczka rządu sanacyjnego dawała nadzieję na coś lepszego. Jak się jednak okazało zło złem zostało i tylko czasem coś dobrego się Babci przytrafiało. Po tym, jak Niemcy zakatowali na Majdanku jej męża, (mojego dziadka), spalili jej gospodarstwo w czasie pacyfikacji wsi Kolonia Łysaków i Babcia sama z piątką dzieci została – to się zakochała. W dowódcy radzieckich partyzantów działających w Lasach Janowskich Nikołaju Prokopiuku. Mówiła o nim: choć Ruski, to mądry. Dziś wiem, iż to był Ukrainiec. Babcia często mi powtarzała: gdyby nie on, twoja mama by cię nie miała. Gdy moja Babcia Prokopiuka poznała, moja mama 4n latka miała. Prokopiuk wojnę przeżył, ale wielu jego żołnierzy na cmentarzu, przy pomniku Bitwy Partyzanckiej na Porytowym Wzgórzu leży.
Robię wszystko, aby te groby nie były zapomniane. Bo propaganda Putina sprawiła, iż część Polaków kacapów polubiła.

To jest właśnie kacapienie – to, iż jest nie tylko w Polsce, to żadne usprawiedliwienie. 













