Przerzut operatorów wojsk specjalnych drogą powietrzną kojarzy się głównie ze skokami spadochronowymi. Żołnierze Zespołu Bojowego Jednostki Wojskowej Komandosów uważają, iż ta metoda jest wciąż skuteczna, ma jednak ograniczenia. Dlatego od kilku lat szkolą się z wykorzystania do tego celu paralotni.
Informacje o nowej formie szkolenia operatorzy JWK trzymali w tajemnicy przez… cztery lata. W kwietniu dziennikarze „Polski Zbrojnej” jako jedyni mieli okazję spotkać się z komandosami na niewielkim cywilnym lotnisku, gdzie ćwiczą loty na skrzydłach z silnikiem spalinowym. Żołnierze podkreślają, iż taktyczne wykorzystanie paralotni nie jest „fanaberią kilku zapaleńców”, ale realną odpowiedzią na potrzeby współczesnego pola walki. – Przy silnej obronie przeciwlotniczej (OPL), jaką dysponuje przeciwnik, przerzut drogą powietrzną, gdy żołnierze z pokładu samolotów prowadzą skoki metodami HALO/HAHO, jest ograniczony – mówi „Hary”, operator zespołu bojowego.
To właśnie w jego pododdziale od czterech lat operatorzy szkolą się z lotów na paralotni. Przy wykonywaniu skoku metodą HAHO żołnierz skacze z dużej wysokości (10000 m) i otwiera czaszę spadochronu wysoko, co pozwala mu szybować na duże odległości. Doświadczony skoczek w sprzyjających warunkach atmosferycznych może pokonać kilkadziesiąt kilometrów. Ale to i tak za mało, by samolot uniknął obrony przeciwlotniczej przeciwnika – podkreśla oficer JWK.












